Runner's World poleca:

Bieg wokół Mont Blanc

Poleć ten artykuł:

98-kilometrową trasę wokół najwyższego szczytu Europy rozpoczyna się nogami, ale kończy głową. I choćbyś dotarł na metę jako ostatni i tak jesteś zwycięzcą, bo pokonałeś nie tylko morderczy dystans, ale i samego siebie - pisze redaktor naczelny RW, który ukończył The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc.

Zobacz całą galerię

O biegu wokół Mont Blanc usłyszałem pod koniec maja. Marcin Zatoński z działu marketingu powiedział, że mamy zaproszenie na The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc. Z niewinnym uśmieszkiem dodał, że najlepiej, byśmy wzięli czynny udział.

To był jeden z tych dni, kiedy robisz wszystko "na wczoraj". Myśląc o czymś zupełnie innym, odparłem bez zastanowienia, a co ważniejsze - bez sprawdzenia, w co się pakuję: "OK, spróbuję".

12,3 km - Refuge Bertone

Przybyłem, zobaczyłem i struchlałem. Do Chamonix, gdzie mieliśmy nocleg, dotarliśmy w czwartek, dzień przed startem do biegu CCC - Courmayeur, Champex, Chamonix. Jego trasa nie oplata całego masywu Mont Blanc, tak jak trasa biegu UTMB (168 km), ale by wystartować w tym drugim, trzeba zdobyć punkty, docierając do mety jednego lub dwóch biegów ekstremalnych z listy ułożonej przez organizatorów.

Miałem sporo szczęścia. Dojechaliśmy na miejsce dosyć późno, a rejestrację zamykali w tym dniu o godz. 19. Byłem na miejscu o 18:58. Dwie minuty później i musiałbym procedurę sprawdzającą zrobić w dniu startu. By być dopuszczonym do biegu i otrzymać numer, trzeba okazać sprzęt obowiązkowy: pojemnik na płyny (co najmniej litr - miałem plecak z camelbagiem), dwie działające czołówki i zapasowe baterie, bandaż elastyczny, spodnie (co najmniej za kolano), kurtkę przeciwdeszczową, nakrycie głowy, zapas jedzenia (batony energetyczne), folię NRC, gwizdek.

Zarejestrowałem się bez problemów i mogłem spokojnie pójść spać. "Spokojnie" w moim przypadku nie jest dobrym słowem, bo mimo zmęczenia przewracałem się z boku na bok. Może dopiero w Alpach zdałem sobie sprawę, co mnie czeka. Nawet nie chodziło tu o dystans. 98 km w 26 godzin można przejść ze średnią prędkością 3,76 km/h, jaki problem!? Po płaskim żaden. Ale na tym dystansie trzeba było pokonać sporą różnicę wzniesień: 5505 metrów, pnąc się w górę, i 5690 m, zbiegając w dół. Ogarnął mnie strach, czy dam radę.

Początek biegu CCC wyznaczono na godz. 11 w Courmayer. Dojechaliśmy tam przez tunel pod Mont Blanc - ten sam, w którym w marcu 1999 roku po wybuchu ciężarówki wiozącej mąkę i masło zginęło w pożarze 39 osób. Strażacy gasili wtedy ogień przez pięć dni. Otwarty po 3 latach 11-kilometrowy tunel jest teraz na pewno bezpieczniejszy, ale z radością wita się światło na jego końcu.

Na starcie biegu zjawiło się 2100 osób. Różne narodowości, wiek, płeć. Wszyscy jednak skupieni i spokojni, chociaż wydawałoby się, że tylko wariaci piszą się na taką zabawę. Na kilka minut przed startem zagrano hymny 3 państw, przez które biegła trasa. Zrozumiałem, co czują sportowcy w takim momencie. Stojąc w tej grupie ludzi, poczułem, że mam w sobie siły, by dojść do mety, nieważne w jakim czasie. I taki postawiłem sobie cel.

Tagi: bieg ekstremalny | bieg górski | Mont Blanc | Marek Dudziński | The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij