Runner's World poleca:

Lodowa gorączka: Baikal Ice Marathon

Poleć ten artykuł:

Przebiec największe i najgłębsze jezioro na Ziemi to wyzwanie. Temperatury spadają tam do -20 stopni Celsjusza w marcu, a na otwartej przestrzeni biegaczy smaga burian – porywisty wiatr unoszący drobiny śniegu. Bajkał jednak rozpala, a nie mrozi wyobraźnię.

Baikal Ice Marathon Zobacz całą galerię

Pomysł startu w 7th Baikal Ice Marathon narodził się w klubie biegowym Accelerate podczas jednego z listopadowych treningów na warszawskiej Agrykoli. Okazało się, że koleżanka naszego klubowego trenera Jacka Gardenera uczestniczyła w tym niezwykłym biegu rok wcześniej i zafascynowały nas jej opowieści.

Od razu mocno wzięliśmy się za organizację wyprawy, choć wizja lotu do oddalonego o 8000 km Irkucka napawała nas lekką obawą. Syberia kojarzyła się nam z potwornym zimnem. Wiedzieliśmy, że będziemy biec 42 km po lodzie i śniegu, a pod nami będzie ponadkilometrowa głębia. Obawialiśmy się też zamieci śnieżnej, ostrego wiatru i mocnego słońca. Dlatego postanowiliśmy się solidnie przygotowywać przez 3 miesiące dzielące od startu. Trenowaliśmy ostro, pokonując nawet ponad 100 km tygodniowo.

Warunki w Polsce jesienią i zimą sprzyjają przygotowaniom do bajkalskiego biegu, do tego na początku lutego uczestniczyliśmy w obozie biegowym w Zakopanem. Gdy ma się ambitny cel przed oczami, trenuje się z o wiele większą pasją. Forma rosła. Zakładaliśmy, że możemy zająć jedne z pierwszych miejsc lub nawet wygrać, ale w przypadku zawodów na Syberii niczego nie można być pewnym.

Kierunek: wschód

Maraton ruszał 6 marca 2011 roku, w niedzielę. Ze względu na cenę biletów i czas potrzebny na aklimatyzację wylecieliśmy z Warszawy do Moskwy już w czwartek, 3 marca. Na daleką wyprawę zdecydowało się 8 osób, w tym 6 zawodników klubu biegacza Accelerate. Dwie godziny lotu do Moskwy, przesiadka, kolejne sześć godzin lotu do Irkucka. W Irkucku lądujemy o 6 rano czasu lokalnego. Odbiera nas Rosjanka Eliza i wsadza w busa jadącego do Listwianki.

Listwianka to malutka osada składająca się z kilkunastu domostw. Nie mamy nadziei na porządny hotel. A tu totalne zaskoczenie. Mayak to czterogwiazdkowy, porządny hotel z akwarium na recepcji. Pokoje dwuosobowe o bardzo wysokim standardzie, których nie powstydziłby się hotel w centrum Warszawy. W hotelu dostępna rosyjska bania. "Tam będziemy regenerować się po maratonie" – żartujemy sobie z chłopakami. Okna pokojów wychodzą na jezioro. Widok zapiera dech. Po jeziorze chodzą ludzie. Widzimy biegaczy na nartach i… poruszające się samochody.

W zimie zamarznięty Bajkał wykorzystywany jest jak zwykła droga. Postanawiamy wybrać się na króciutki trening i rekonesans. Sprawdzamy nakładki z kolcami na buty. Już wiemy, że w nich nie wystartujemy. Jezioro pokryte jest dość grubą warstwą śniegu. W kolcach biegacze zapadają się w każdą zaspę, zamiast po niej przebiec. W mieście rozpytujemy łamanym rosyjskim o możliwość wynajęcia dwóch gazików, żeby wyprawić się w tajgę. Bez skutku. W hotelu udaje nam się zamówić dwie taksówki. Następnego dnia (piątek) jedziemy po jeziorze do sąsiedniej miejscowości – Bolszoje Koty.

Przewidując problemy ze snem, zabieramy ze sobą w podróż melatoninę. Jest to lek stosowany na przykład przez osoby niewidome, mające problem z rozdzieleniem pory dnia i nocy. Drugie zastosowanie leku to właśnie duże zmiany stref czasowych. Przed zaśnięciem jedna tabletka. Musimy dobrze wypocząć przed wyczerpującym biegiem. Ważne, żeby po przylocie, mimo wielogodzinnej podróży, od razu położyć się do łóżka. Pierwszy dzień trzeba się przemęczyć, żeby dobrze przespać noc.

Gotujemy się na mrozie

W sobotę ok. godz. 17 odbywa się ceremonia rozdania numerów startowych. Wypytujemy organizatorów o szczegóły biegu. Każdy z zawodników otrzymuje duży numer w postaci lekkiej kamizelki do założenia na wierzch – podobny do tych, jaki mają narciarze zjazdowi. Oprócz numeru dostajemy karty pokładowe na... poduszkowce.

Tak, na linię startu zostaniemy zawiezieni poduszkowcami. Im bliżej startu, jak i przez cały pobyt, spekulujemy, co na siebie założyć i jaką obrać taktykę na bieg. "Może zbyt poważnie podchodzimy do startu, obyśmy tylko nie przekombinowali" – zastanawialiśmy się, wiercąc się w łóżkach. Myśli kłębiły się w głowach jak zaspy za oknem.

Lot poduszkowcem

Pobudka o godz. 5:30. Szybkie śniadanie. Połykamy pierwsze batony energetyczne. O 6:30 schodzimy do hotelowego lobby. Na niewielkiej powierzchni zebrało się kilkudziesięciu kosmitów ubranych w przedziwne kombinezony i skafandry, w goglach, z nogami obwiązanymi brezentem, z natłuszczonymi twarzami. Słychać kilkanaście języków. Biegacz z najodleglejszego miejsca przybył aż z Kolumbii, jest też para z RPA. Najliczniejszą grupę stanowią Niemcy, którzy przyjechali całymi rodzinami. To pod nich organizowany jest maraton.

Poźniej w Irkucku spotkamy grupę naukowców niemieckich, którzy przez 30 dni przemierzali Bajkał wzdłuż (1030 km) na rowerach z sakwami. Wszystkim udziela się gorączka przedstartowa, czuć podniecenie. Tłumek lodowych biegaczy już nie może doczekać się niesamowitych przeżyć i przygody. Przed siódmą wychodzimy przed hotel – nie sposób wytrzymać bez okularów przeciwsłonecznych. Bajkał wygląda przepięknie. Za parkiem lodowych figur, odwiedzanym w ciągu tygodnia w ramach lekcji WF przez klasy z Irkucka, stoją zaparkowane poduszkowce. Zanim wsiądziemy, chwytamy z wystawionego małego stolika kubki z mlekiem.

Wykonujemy miejscowy rytuał i skrapiamy się odrobiną mleka. Ma to ponoć udobruchać duchy na Bajkale. Zgodnie z "kartami pokładowymi" wchodzimy do naszych maszyn. Są wysłużone, nie pierwszej świeżości. Śmierdzi ropą. Ciasno. Niewygodnie. Kilkanaście osób w małej kabinie: czuję się jak na małym jachcie. Z nami w poduszkowcu są również Japończycy. Wypytujemy kierowcę o regionalne przysmaki – poleca omule. Boarding przedłuża się. W środku każdy obmyśla strategię, jak się ubrać. Jedna warstwa więcej. Nie, jedna warstwa mniej. Ktoś smaruje twarz tłustym kremem. W końcu ruszamy.

Powoli zaczyna kręcić się śmigło na tyle maszyny. Kierowca trzaska małymi drzwiczkami wejściowymi. Zaczynamy sunąć po śniegu. Z gracją pokonujemy usypane przez wiatry sterty śniegu i lodu. Obok naszej karawany poduszkowców mknie oddział małych vanów i skuterów śnieżnych ze sprzętem do zainstalowania na starcie. Podróż trwa godzinę. Wielokrotnie zatrzymujemy się. Śledzimy chorągiewki z oznaczeniami kilometrów.

Tagi: maraton | bieg | relacja z biegu | biegi zimowe | Baikal Ice Marathon | porady | przygotowanie do startu

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij