Runner's World poleca:

Los Angeles 1984: Medale, które zabrała nam polityka

Poleć ten artykuł:

Ponad 30 lat temu polscy biegacze mogli zdobyć kilka medali olimpijskich, ale władze nie puściły ich na igrzyska. Zabrali ich za to na zawody Przyjaźń-84 do Moskwy. Cały kraj się śmiał i płakał, a co myśleli oni? Ci, którym groteska PRL odebrała życiową szansę?

Jerzy Skarżyński, Bogusław Mamiński, Ryszard Ostrowski, Lucyna Langer-Kałek Zobacz całą galerię

Jest maj 1984 roku. Wszyscy sportowcy z kwalifikacjami na olimpiadę w Los Angeles 1984 już czują pismo nosem. Od jakiegoś czasu w gazetach ukazują się artykuły mówiące o przerażającym obliczu Miasta Aniołów.

A to matkę z dzieckiem przejechał na pasach jakiś pirat drogowy, a to nożownik napadł Bogu ducha winnych turystów, a to rozpętała się strzelanina jak na Dzikim Zachodzie. Słowem – strach, terror, no i jeszcze smog. Gęsty, duszący, dla atletów zabójczy.

Szlaban z Moskwy

„Kiedy dostałem zaproszenie na spotkanie od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, to już wiedziałem, o co chodzi – wspomina Jerzy Skarżyński, który jako jeden z pierwszych wybiegał olimpijskie minimum. – Na miejscu otrzymaliśmy piąte kółko olimpijskie, znak, że się zakwalifikowaliśmy, że jesteśmy olimpijczykami i informację, że zamiast do Los Angeles lecimy do Moskwy. Tyle. Nikt nie rozpaczał, nikt nie rwał włosów z głowy. To były takie czasy”.

Jakie czasy? Czasy, w których decyzja Kremla załatwiła na cacy takie gwiazdy biegania, jak Lucyna Langer-Kałek, Ryszard Ostrowski, Bogusław Mamiński i Jerzy Skarżyński. Ta czwórka spotkała się właśnie na zaproszenie Runner’s World, by powspominać dni, w których odebrano im szansę walki o olimpijskie laury.

By pomówić o czasach, w których paszporty na mityng dostawało się z rzadka, w których przed zawodami doklejało się do butów paski, żeby z Nike zrobić sponsora kadry Adidasa. W których z kadrą na zawody jeździli posępni panowie od nie wiadomo czego, a Moskwa decydowała o tym, gdzie mają biegać polscy lekkoatleci.

Los Angeles to był zawał

Cała groteska bojkotu olimpiady w Los Angeles w 1984 roku zaczęła się cztery lata wcześniej w Moskwie. Na tamtejszych igrzyskach nie pojawiło się wiele krajów Zachodu – ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Chciały w ten sposób sprzeciwić się radzieckiej inwazji na Afganistan. To właśnie dlatego Moskwa zdecydowała, że odwdzięczy się podobnym bojkotem Los Angeles.

Kreml wymyślił, że zorganizuje swoje zawody pod hasłem Przyjaźń-84, rozgrywane w 9 państwach bloku wschodniego. Wywarł też na tyle silną presję na inne państwa komunistyczne, że do Los Angeles pojechali tylko Rumuni. Choć i u nas było blisko takiej odważnej decyzji.

„Polska wstrzymywała się do ostatniej chwili – opowiada dziennikarz i ówczesny członek zarządu PKOl Tadeusz Olszański. – Dużo zależało od decyzji Węgrów, którzy też długo byli niepewni. Ale gdy okazało się, że na olimpiadę jadą tak nielubiani przez nich Rumuni, to oni stwierdzili, że też Los Angeles bojkotują. Straciliśmy sojusznika i szansę. Blady jak ściana szef PKOl nawet nie zarządził głosowania zarządu, by jasno pokazać, że decyzja została nam narzucona przez Moskwę, przez Kreml”.

Rozdział książki pt. „Osobista historia olimpiad”, poświęcony Los Angeles 1984, Tadeusz Olszański tytułuje „Zawał”. Bo, zaiste, zawał to był. „Decyzja o bojkocie przyspieszyła zakończenie karier starszych zawodników, uniemożliwiła rozbłyśnięcie talentem młodych. Do walki nie stanęli wielcy mistrzowie” – mówi dziennikarz. Ta sytuacja odbiła się także na kiepskich wynikach w kolejnych igrzyskach w Seulu.

Byli tacy, co tylko truchtali

Postaciami w tym dramacie byli także biegacze. Zwłaszcza ci, którzy wypracowali na Los Angeles świetną formę, co udowodnili na zawodach Przyjaźń-84. Ryszard Ostrowski w biegu na 800 metrów zdobył złoto. Bogusław Mamiński w Moskwie w 1984 r. również wywalczył krążek tego koloru na dystansie 3000 m z przeszkodami, a na mityngu przed olimpiadą pobiegł w najlepszym na świecie czasie w tym roku.

Jerzy Skarżyński minimum na olimpiadę wywalczył na maratonie w Wiedniu. Przybiegł drugi po Antonim Niemczaku – na zawodach Przyjaźń-84 był w maratonie czwarty. Świetne wyniki miała Lucyna Langer-Kałek. Też wybiegała swój rekord życiowy na 100 metrów przez płotki, który – podobnie jak u Mamińskiego – był najlepszym wynikiem w 1984 roku na świecie. W Pradze, bo kobiety w ramach zawodów Przyjaźń-84 rywalizowały właśnie tam, zdobyła brązowy medal.

„Ostatnio moje córki znalazły w internecie nagranie z mityngu w Zurichu, który zorganizowany został tuż po olimpiadzie – opowiada Lucyna Langer-Kałek. – Biegnę tam już z mistrzyniami olimpijskimi i wygrywam o dziesiątą sekundy. W biegu na 100 metrów to jest naprawdę bardzo dużo”. Mimo topowej formy, nie było im dane startować z Zachodem. Musieli jechać do smutnej Moskwy i, jak sami wspominają, deszczowej, zimnej Pragi. Na zawody, które dla wszystkich ekip były po prostu rosyjskim substytutem.

„Na przykład Niemcy z NRD na maraton przyjechali potruchtać – opowiada Jerzy Skarżyński. – Nie wiem nawet, czy ukończyli bieg, a mieli naprawdę mocną ekipę”. On dzień po ogłoszeniu, że Los Angeles nie będzie, pobiegł w zawodach na 10 kilometrów swoją życiówkę. Czy ze złości? Śmieje się, że nie, a dominującym uczuciem była bezsilność.

Tagi: historia biegania | igrzyska olimpijskie | Jerzy Skarżyński | Bogusław Mamiński | Ryszard Ostrowski | Lucyna Langer-Kałek

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij