REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schody do piekła

11 674 schody. Tyle trzeba ich pokonać w drodze na szczyt góry Niesen, żeby wbiec (???) na metę jednego z najbardziej szalonych biegów w Europie. Runner's World wysłał do Szwajcarii swojego człowieka, by na własnych nogach poszukał przyczyn rosnącej popularności biegania po schodach, mierząc się z wyzwaniem Niesen-Treppenlauf.

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Autor reportażu Duncan Craig na trasie Niesen-Treppenlauf - do mety zostało mu tylko 1,5 tysiąca schodów (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Biegowa etykieta szybko się w czasie tego biegu posypała. Organizatorzy powinni być bardziej precyzyjni. Według nich powinniśmy być świadomi, że są biegacze, którzy będą chcieli nas wyprzedzać na wąskich schodach. Ci, którym się spieszyło, mieli w czasie wyprzedzania mówić „treppe” (schody po niemiecku), a my mieliśmy robić im miejsce, przesuwając się na bok. Tyle teorii. W praktyce, kiedy jesteś w tzw. red zone, i to głębiej niż kiedykolwiek wcześniej, wszystko, co nie jest instynktowne, przestaje mieć znaczenie. A instynkt robi z nas, niestety, samolubne kreatury.

Przynajmniej zrobił ją ze mnie. Ignorowałem sygnały zza pleców, trzymając się swojej linii i zmuszając szybszych biegaczy do odważnego schodzenia na tor kolejowy, który wiedzie na szczyt. Nie było opcji, bym zrezygnował choćby z najmniejszego ułamka swojego pędu. Kiedy wciąż masz przed sobą tysiące schodów do pokonania, wyłącznie do góry, takie drobiazgi urastają do absurdalnej rangi.

Niesen-Treppenlauf, czyli bieg po schodach na szczyt Niesen w Szwajcarii, wpadł do mojej głowy, i już tam został, kiedy przeczytałem o nim jakąś dekadę temu. Kolejka linowo-terenowa Niesenbahn jest jednym z najwspanialszych cudów inżynieryjnych w Alpach. Wspinając się po szynach na sam szczyt Niesen w szwajcarskim Oberlandzie Berneńskim, biegnie przez zalesione tereny przy podstawie góry, a potem wdrapuje na zbocze góry niczym wspinacz skałkowy. Jednak to nie rozwiązania techniczne były tym, co mnie interesowało, ale to, co biegło wzdłuż torów kolejki – ewakuacyjna droga licząca 11 674 schody.

Pierwszą moją myślą było, jak pokonać to biegiem. Drugą sprawdzenie w wyszukiwarce, czy ktoś pomyślał podobnie. Oczywiście nie byłem pierwszym, któremu taki pomysł przyszedł do głowy. Od roku 1990 odbywa się tam bieg, który z maleńkiego wydarzenia dla grupki ultrasów stał się dużą imprezą dla każdego szalonego amatora. Raz w roku kolejka zatrzymuje się, by pozwolić około 300 chętnym na cierpienie w przepięknych okolicznościach przyrody. Nagroda? Prestiż i kilka niespecjalnie atrakcyjnych nagród.

REKLAMA

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Niesen-Treppenlauf to prawie mila przewyższenia od dna doliny do szczytu góry (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Bieg ma milę przewyższenia – startujesz z doliny na wysokości 693 m n.p.m., a kończysz na szczycie na wysokości 2362 m n.p.m. Nachylenie zbocza sięga nawet 70% i startują tu prawie wyłącznie lokalesi. Mieszanka, której nie byłem w stanie się oprzeć.

Kiedy dotarłem o 6:20 rano do Mülenen, wsi u podnóża góry, skąd rusza kolejka, poczułem afmosferę typową dla niewielkich, lokalnych biegów. Lista startowa, numery startowe, chipy, żele przygotowane, rozciąganie przed startem. Organizatorzy próbują przebić się ze swoimi komunikatami do biegaczy, ale ich słowa są zagłuszane przez rzekę, która płynie przy linii startu.

A ten odbywa się jak we wszystkich biegach po schodach, kiedy niemożliwe jest puszczenie wszystkich w tym samym momencie. Na Niesen-Treppenlauf organizatorzy puszczają dwoje biegaczy co 20 sekund, z najlepszymi pod koniec stawki. Większość wygląda na biegaczy, którzy nie specjalizują się we wspinaczce po schodach, ale u wielu wygląd mięśni czworogłowych budzi respekt.

Porady, które się słyszy od oczekujących na swoją kolej, są różne. Nie ma jednomyślności, jeśli chodzi o ilość stopni, które trzeba pokonywać na jeden raz. Jedni są za jednym, inni za dwoma, a są nawet tacy, którzy sugerują trzy. Tę ostatnią taktykę przyjął w 1991 roku Kolumbijczyk Francisco Sanchez, który wygrał wtedy w rekordowym do dziś czasie 52:22 min.

W 2004 roku zdecydowano, że meta będzie na szczycie Niesen, a nie na ostatnim stopniu, co dodało jakieś 250 metrów do całego dystansu. Rekord nowej trasy należy od 2011 roku do Emmanuela Vaudana i wynosi 55:55 min.

Taktyka na stopniach może się różnić, ale wszyscy zgadzają się co do jednego: nie możesz zacząć za ostro. Nie trzeba mi tego dwa razy powtarzać. Na moim pierwszy biegu po schodach, Spinnaker Tower w Portsmouth sześć lat temu, wystartowałem jak szalony, pokonując ostatnie piętra na rękach i kolanach, a potem na mecie spędzając 20 minut z głową w sedesie.

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Trasa Niesen-Treppenlauf nie wspina się prosto na szczyt i prowadzi przez kilka tuneli (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Po tej nauczce kolejny bieg, Empire State Building (ESB) Run-Up, w którym wziąłem udział sześć miesięcy później, pokonałem, słuchając muzyki klasycznej, z tętnem, które rzadko kiedy przekraczało 150 uderzeń na minutę. To zachęciło mnie do kolejnych startów. Ale tamte zawody to było 1576 schodów do pokonania – ledwie jedna siódma tego, co właśnie miałem przed sobą.

Czy jestem gotowy? Trudno powiedzieć. Moje przygotowania były lekko improwizowane i w dobrych momentach oparte na trzech filarach: treningu na stairclimberze w fitness klubie (aż do bólu czworogłowych i pośladków), pokonywaniu tylu podjazdów na rowerze, ile się tylko dało, no i na korzystaniu – ostrym – ze schodów w pracy.

Śmiało w górę!

Gdybym chciał znaleźć potwierdzenie zwiększającej się popularności biegów po schodach, najlepszym z nich byłyby spojrzenia moich kolegów z pracy, którzy widzą moje treningi. Sześć lat temu patrzyli na mnie, jakbym właśnie załatwiał się na klatce schodowej. Dziś wiedzą, dlaczego to robię, słyszeli o biegach po schodach, a kilku z nich nawet wzięło w takich zawodach udział.

Ale są też twarde dane. The Towerrunning World Association – organizacja zarządzająca tym sportem na poziomie globalnym ( już sam fakt, że istnieje, mówi sam za siebie) – podaje, że liczba biegów po schodach na świecie podwoiła się od roku 2010. Rekordowe 266 imprez w ponad 50 krajach odbyło się w 2017 roku – od Bogoty po Pekin, od Pasadeny po Penang, od Wrocławia po Las Vegas. Wzięło w nich udział blisko 140 tys. biegaczy na wszystkich poziomach zaawansowania, a ilość takich zawodów cały czas rośnie. Najwięcej nowych organizuje się w Indiach, Chinach i Hongkongu.

Możesz być nawet ultramaratończykiem, ale stopnie mogą Cię pokonać. Nie możesz ich ograć. Nawet jeśli chciałbyś potraktować taki start luźno, schody Ci na to nie pozwolą. Na innych biegach możesz momentami płynąć z prądem, ale tutaj jest to niemożliwe.

REKLAMA

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Na ostatnich 250 metrach Niesen-Treppenlauf nie ma już schodów - kto zachował resztki sił, może tu jeszcze wyprzedzić wielu rywali (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Za to przez takie biegi mnóstwo zyskujesz w budowaniu swojej ogólnej formy. Czworogłowe uda, mięśnie pośladkowe i korpusu stają się mocniejsze, zwiększa się próg mleczanowy, a technika, która polega na mocnym podciąganiu się rękoma na poręczy, którą stosują najlepsi profesjonaliści (między innymi Piotr Łobodziński, mistrz świata i czterokrotny zdobywca Pucharu Świata w tej dyscyplinie), sprawia, że właściwie robisz trening całego ciała.

Nie ma też problemów z pogodą, a efekty treningu na klatce schodowej pojawiają się dość szybko i są całkiem spektakularne – 6 tygodni jedynie biegania po schodach może poprawić Twój czas na 5 km nawet o kilka minut.

Do tego dużo mniejsze obciążenia czekają kolana – przecież w bieganiu po schodach nie ma twardego lądowania. Przy bieganiu po płaskim kilkudziesięciu kilometrów tygodniowo kontuzje spowodowane przeciążeniami stawów zdarzają się wcale nierzadko, a na schodach, gdzie do granic wytrzymałości doprowadzasz swój system kardio, Twoje stawy mają właściwe luz.

„Jako zawodniczka startująca na stadionie miałam tendencje do łapania kontuzji – mówi Suzy Walsham, gwiazda stair runningu, mistrzyni świata i zdobywczyni Pucharu Świata. – Ale w bieganiu po schodach nie ma tego twardego lądowania i nie mam żadnych problemów. Mogę startować nawet wtedy, gdy mam urazy, które uniemożliwają mi starty w normalnych zawodach”.

W wieku 44 lat Australijka pokonuje średnio 200 tysięcy stopni rocznie i nie wygląda na to, by miała zamiar zacząć korzystać z windy. Taka długowieczność jest raczej niemożliwa w przypadku bardziej klasycznego biegania.

Wspinaczka bez końca

Na stacji Niesenbahn wywołują numer 77 („Siebenundsiebzig!”), czyli mój, i razem z moim przypadkowo dobranym partnerem (camelbak, okulary, białe włosy i białe skarpety do kolan) przechodzimy przez elektroniczną bramkę. Mamy 20 sekund na krótkie powitanie i uścisk dłoni, a potem ruszamy na trasę.

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Na tych wysokościach częściej można spotkać miłośników paraglidingu niż biegaczy (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

„Nie zaczynaj za ostro” – powtarzam sobie w myślach jak mantrę i zaczynam wspinaczkę w bardzo ostrożnym tempie. Mój partner jest nawet wolniejszy. Dumnie ogłaszam „Treppe”, a on robi mi miejsce na schodach ze skinięciem głową. Początek biegu. Jeszcze wszyscy jesteśmy przyjaciółmi.

Czuję się naprawdę dobrze. Moje nogi są silne, oddech regularny, a poranne słońce właśnie wychyla się zza gór, zalewając swoim światłem całą dolinę. Od czasu do czasu pozwalam sobie na rzut oka na lewo, by podziwiać piękny widok doliny. Słychać dźwięk tradycyjnych dzwonków na krowich szyjach. Mam sporo frajdy.

I nagle, zdecydowanie za szybko, wszystko zaczyna być dużo mniej przyjemne. Nie ma czasu na złapanie oddechu. W konwencjonalnym biegu możesz cisnąć mocniej, potem trochę odpuścić i znowu przycisnąć. To wyzwanie jest bezwzględne. Tępy ból zaczyna zalewać moje uda i łydki. Przez następną godzinę w tych mięśniach pojawi się pożar, którego oczywiście nie ugasi wodospad potu spływającego spod mojej czapki.

Różnorodność nawierzchni to coś, czego nie przewidziałem. Niesen-Treppenlauf to może i jest jeden koszmarnie długi ciąg schodów, ale podzielony na wiele krótkich segmentów: stopnie ze stalowej kratki, wąskie stopnie ceglane, stopnie układane z kamieni i tak wysokie, że muszę pomagać sobie rękoma, by je pokonać. Niektóre sekcje mają poręcze, inne są ich pozbawione. Na jednym odcinku była rozciągnięta lina.

Skupiam się na wspinaczce i przez jakieś 10 sekund ignoruję pierwsze „treppe” zza moich pleców, zanim ustąpię drogi innemu biegaczowi. Nachylenie zbocza jest miejscami szokujące: poruszony przeze mnie kamień spada do kanału biegnącego obok torów i wpada do rzeki u podnóża góry jakąś minutę później. Bieganie po tych schodach byłoby nie tyle niemożliwe, co z dużym prawdopodobieństwem zabójcze.

REKLAMA

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Kilkanaście ostatnich, zazwyczaj agonalnych kroków przed metą Niesen-Treppenlauf (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Pierwszy i jedyny bufet znajduje się mniej więcej w połowie drogi na szczyt, w okolicach 6000. stopnia, na stacji pośredniej. Wchodzę do chłodnego tunelu, gdzie kończy się ciąg schodów, przechodzę po płaskim jakieś 20 metrów, by dojść do równoległego rzędu prowadzącego dalej w górę. W tym miejscu pasażerowie Niesenbahn muszą zmienić wagoniki. To pozwala kolejce pracować na dwóch linach zamiast jednej, ciężkiej.

Wypijam kilka kubków wody i soku pomarańczowego. Czuję lekki chłód, będąc jedynie w singlecie i szortach. Nie żałuję sobie specjalnie niczego na bufecie, ale muszę się nieco hamować, by nie rzucić się na przepyszną lokalną czekoladę. Na moje podziękowania wolontariusz reaguje słowami: „Ah, you’re English! Tak trzymaj, już prawie jesteś na mecie”.

No, niekoniecznie. Właściwie to zupełnie nie. Przede mną jeszcze jakieś 5000 stopni, które, jestem tego pewien, wejdą mi mocno w tyłek. Wychodząc z tunelu, jestem za kobietą, która ma spokojną, ekonomiczną technikę i idę za nią jak cień przez jakieś 10 minut. Jeśli przeszkadzało jej moje sapanie, to nie dała tego po sobie poznać.

Rzuciłem okiem do tyłu: na schodach ciągnął się długi wąż sylwetek walczących z nachyleniem, wyłaniających się z tunelu i pokonujących kolejne stopnie. Widok trochę jak biegowe zawody, a trochę jak ewakuacja po kolejowej katastrofie. Tylko kierunek nie ten.

Gdzieś w 3/4 drogi spotykam Bruna. Wysoki, tryskający energią gość, treningowy partner Ueliego Stecka (legendarnego wspinacza i himalaisty) w tym roku jest oficjalnym fotografem imprezy, chociaż wolałby być zawodnikiem, jak co roku od początku imprezy. Niestety, wypadek na paralotni uniemożliwił mu start. Szybko opadam z sił i potrzebuję trochę zachęty, której jednak nie od Bruna dostaję. „Tu jesteś – woła na mój widok. – Co tak długo?”.

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
Szczęśliwy autor reportażu na mecie Niesen-Treppenlauf (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Liczę ostatnie kilkaset stopni przed finalnym tunelem. Jest długi i ciemny, ale wiem, że będzie wybawieniem dla moich nóg i płuc od tortur, jakie fundują im „treppe”. Wypadam z niego na zalany słońcem fragment trasy, który prowadzi do mety. I nie ma na nich schodów.

Łapię absolutnie niespodziewany drugi oddech i wyprzedzam na tych ostatnich 250 metrach 5, 10, 20 zawodników, którzy wyglądają i poruszają się jak zombie. Odpowiadam na okrzyki zaskakująco dużej grupy kibiców zebranych na tarasie hotelowej restauracji, pokonuję ostatnie metry do mety i padam tuż za nią. Ledwo mogę wstać, pot zalewa mi oczy, ale i tak mam wrażenie, że mam przed nimi gwiazdy.

Kiedy trochę dochodzę do siebie, zauważam namiot dla finiszerów, w którym serwowane jest piwo. Myślę, że to jakiś żart. A potem biorę jedno.

Biegowy odlot

Trzy kwadranse i dwa piwa później siedzę na tarasie Restaurant Hotel Niesen-Kulm i przeżywam cały ten bieg jeszcze raz. To nadzwyczajny sport. Krajobraz na mecie Szwajcarskiej Piramidy, jak nazywany jest Niesen, jest jedyny w swoim rodzaju. Mam widok niczym z pokładu samolotu na dno doliny, nad którą znajdują się strzępy chmur. A nad chmurami ja. Myśl, że pokonało się tę morderczą drogę o własnych siłach, przyprawia o przyjemne dreszcze.

Zawody wygrywa 25-letni Jonathan Schmid, w denerwującym czasie 1 godziny i 20 sekund. Potwierdza to zwycięzca. „Naprawdę chciałem złamać 60 minut” – mówi Szwajcar z nieco wymuszonym uśmiechem. Drugi jest jego rodak Friedrich Dahler, facet z niemałym doświadczeniem i imponującymi sukcesami we wspinaniu się – jest przede wszystkim rekordzistą świata we wspinaczce 24-godzinnej (20 407 metrów). To właściwie już jest regułą, że cokolwiek ekstremalnego wymyślisz sobie i zrobisz, to zawsze znajdzie się ktoś, to jest w tym od Ciebie lepszy.

REKLAMA

REKLAMA

Niesen-Treppenlauf: 11 674 schodów do piekła Bruno Petroni/Niesenbahn
10 najwyższych biegów po schodach na świecie - Niesen-Treppenlauf jest pod tym względem bezkonkurencyjny (fot. Bruno Petroni/Niesenbahn)

Wypytuję Ursa Wohlera, dyrektora biegu, o plany rozwoju biegu, na który pakiety startowe rozchodzą się jak świeże bułeczki. Dlaczego nie zaplanować promocji za granicą, dlaczego nie zamknąć kolejki dla turystów na cały dzień, a nie tylko na kilka godzin, dlaczego nie zrobić imprezy na szczycie?

Chyba jednak wypiłem za dużo piwa. Urs, co prawda, potakuje, ale ma wątpliwości, bo uważa, że to wszystko może pozbawić bieg jego atmosfery. Niesen-Treppenlauf to bieg szczególny, nawet w swojej kategorii. I zasługuje na pełen szacunek, choć niektórzy komentatorzy telewizyjni traktują ten sport jak nieszkodliwe dziwactwo. Dla tych, którzy trenują do takich zawodów, jest to jak najbardziej czysty sport, a są to często ludzie, którzy 10 km pokonują w okolicach 30 minut.

Kończę piwo, zbieram swoje rzeczy i ustawiam się w kolejce do wagoników, które długo i powoli zwiozą mnie w dół...

Lepiej od windy

Know-how Suzy Walsham, ośmiokrotnej zwyciężczyni Empire State Building Run-Up, dla początkujących stair runnerów. Więcej wskazówek od Piotra Łobodzińskiego, mistrza świata, mistrza Europy i pięciokrotnego zdobywcy Pucharu Świata w towerrunningu, znajdziesz w artykule "Biegacz szybszy niż winda".

1. Przygotowanie. Jeśli chcesz się ścigać na schodach, trenuj na schodach. Zacznij od niskich budynków. Jeśli rzucisz się od razu na drapacz chmur, to padniesz i stracisz pewność siebie. Zacznij lepiej od 10 pięter.

2. Marsz/bieg. Marsz po dwa schody naraz jest szybszy niż bieg po jednym. Pokonywanie dwóch biegiem jest już sporym wzywaniem, ale jest możliwe nawet dla początkującego, choć z przygotowaniem.

3. Trening całego ciała. W biegach, gdzie są poręcze, wykorzystuj je do podciągania się. To jest dozwolone i pomaga ulżyć mięśniom nóg. Technika może być różna: niektórzy używają dwóch rąk, inni pomagają sobie jedną.

4. Wolno zaczynaj. Zacznij bieg jeszcze wolniej niż myślisz, że powinieneś. Jeśli polecisz za szybko, to zderzysz się ze „ścianą” już po kilkunastu minutach. Staraj się złapać równy rytm od startu do mety i nie daj się ponieść emocjom.

RW 11-12/2019

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA