Runner's World poleca:

Śladami Yeti

Poleć ten artykuł:

23 etapy liczącego ponad 1000 km Himal Race pokonało 27 śmiałków. Zawodnicy z Nepalu, Francji, Włoch, Grecji i Szwajcarii wyruszyli z Pokhary i przez 7 przełęczy dotarli do mety w bazie pod Mount Everestem. Redaktor RW wziął udział w tym ekstremalnym biegu.
Zobacz całą galerię

To już jutro. Nie miało sensu spoglądanie na zegarek, bo tu, w Pokharze, czas liczyło się inaczej. Koniec dnia wyznaczał zmierzch, spadający znienacka jak drapieżny ptak. Rozejrzałem się po chacie, szukając w półmroku sylwetki Johna, który podobnie jak ja w himalajskim maratonie startował po raz pierwszy. Zapach zjełczałego tłuszczu, zmieszany ze smrodem odchodów jaków i dymem z paleniska, wciskał się do nosa.

Organizatorzy zakwaterowali nas w chatach, których właściciele mieli okazję raz do roku zarobić kilkanaście dolarów za wynajęcie swojego domostwa. Na te kilka dni zamieszkali u swoich krewnych. Nie narzekałem na lokum, choć chwilami miałem wrażenie, że się uduszę z braku tlenu lub nadmiaru zapachów. Za kilka dni też będę narzekał na brak tlenu, tylko inny.

Rozrzedzone powietrze przetrzebi stawkę zawodników. Ci, których płuca nie dostosują się do gwałtownych zmian wysokości, odpadną. Miałem nadzieję, że trening w Alpach, na masywie Mont Blanc, zahartował moje płuca i przyzwyczaił organizm do nagłych zmian wysokości. Symulowałem brak tlenu, zakładając na twarz maskę. Spotkani alpiniści patrzyli na mnie jak na zjawisko. Z pewnością takie osłupienie musiał budzić widok Yeti w Himalajach.

No właśnie, Yeti. Nasłuchałem się o tym indywiduum tyle, że w końcu nie wiedziałem, co jest legendą, a co prawdą. "My też mamy swojego Yeti - stwierdził kiedyś John, znudzony już widać moimi opowieściami o Człowieku Śniegu. - W Górach Skalistych żyje mityczny Big Foot. Nikt go tak naprawdę nie widział, ale wszyscy o nim mówią.

Dowodów na istnienie Yeti, jak nazywają go w Nepalu, lub Chemo w Tybecie, jest znacznie więcej niż dowodów na istnienie Big Foota. Jedynym, prawie pewnym (John podkreślił ostatnie słowa) jest film Pattersona i Gimlina, którzy ponoć w 1967 roku zauważyli tajemniczą postać w Bluff Creek. Yeti to zupełnie inna historia...".

Zaintrygowany, poczułem dreszczyk emocji. Podobny musiał czuć pewnie Reinhold Messner, gdy natknął się po raz pierwszy na tajemniczego osobnika podczas wyprawy do Tschagu. Moja przygoda z Yeti dopiero się zaczynała. "Trzymaj się mnie podczas tej wycieczki - powiedział John, a widząc zdumienie na mojej twarzy, dorzucił: - Jesteś przecież pierwszy raz w Himalajach, a ja już tu byłem". Odwrócił się twarzą do ściany i zasnął. Ten tajemniczy Grek wyraźnie coś miał na myśli.

Nie chciało mi się spać. Nalałem sobie maślanej herbaty. Zasmakowałem w tym codziennym napitku tubylców. Wcześniej zjadłem tukę - zupę z rozgotowanym makaronem. To była tutejsza wersja pasta party. Jak makaron, to makaron. Nawet rozgotowany w breję.

Tagi: bieg | bieg górski | góry | Himal Race | Himalaje | bieg ekstremalny

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij