Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

2010.10.05

Śladami Yeti

Kroki w chmurach

Ruszyliśmy. To nie był maraton w Nowym Jorku czy Berlinie. Tu nie forsowało się określonego tempa, które z góry ustalono. Pamiętałem złotą dewizę Szerpów: "Pierwszy krok nie ma sensu, jak źle postawisz ostatni, a jeśli źle postawisz pierwszy krok, to kolejne nie mają sensu". Na szczęście nie musiałem pokonać wszystkich etapów. Zimno paraliżowało. Chłód wciskał się przez warstwy kurtki. Odruchowo biegłem szybciej, by wytworzyć więcej ciepła.

Patrzyłem pod nogi, od czasu do czasu rozglądając się na boki, by nie uronić malowniczych widoków. Świat był pode mną. Czułem się jak "posąg człowieka na posągu świata", jak celnie ujął to Juliusz Słowacki, stając na szczycie Mont Blanc. Miałem wrażenie, że biegnę nie po najwyższych górach na świecie, ale po dnie najgłębszego oceanu.

22 listopada. Niewiele już nam pozostało do mety. Dokładnie jeden dzień. W górach nie liczyło się dystansu w kilometrach. Nawet czas miał tu inny wymiar. Liczba uczestników stopniała do 27. Wielu osobom rozsądek nakazywał wycofanie się po drodze. Usadowiłem się wygodnie na skale i obserwowałem okolicę przez lornetkę. John powiedział przed startem do tego etapu, że to "interesujące miejsce". Trochę na odludziu, jeśli to określenie miało sens w Himalajach. Tu wszędzie było odludzie.

Była piękna, słoneczna pogoda. Jak na dłoni widziałem sznureczek wspinających się supermaratończyków i towarzyszącej im ekipy. Gdzieś w oddali pomrukiwał śmigłowiec, na którego pokładzie znajdował się dyrektor biegu i pozostali dziennikarze. Byłem jedynym, który towarzyszył śmiałkom na trasie. Jeszcze raz omiotłem lornetką piętrzące się skały nad przełęczą.

Wyjąłem z torby aparat fotograficzny, owinięty w czapkę i ciepłe kalesony. To cud, że aparat nie rozsypał się podczas mojego upadku, gdy kilka dni wcześniej wychylony ze skały robiłem zdjęcia. Moja wina, że zapomniałem się przypiąć, ale nie miałem nawyków himalaisty. Z wizjerem aparatu przyklejonym do oka wychyliłem się bardziej, by widzieć końcówkę kawalkady.

Starałem się złapać jak najlepsze ujęcie. Nagle straciłem równowagę. Czułem, jak zjeżdżam po płaszczu zmrożonego śniegu, nabierając prędkości. Bałem się krzyknąć, by nie ściągnąć lawiny. Przez głowę mi przemknęło, że na skale został mój plecak. Wszystko działo się na przyspieszonych obrotach. Poczułem uderzenie. Nawet nie poczułem bólu, tylko eksplozję wewnątrz głowy.

Straciłem przytomność. Wydawało mi się, że lewituję w powietrzu, jakby unosiła mnie jakaś niewidzialna siła. Gdy się ocknąłem, zobaczyłem nad sobą znajomą twarz. "Dzięki Bogu, żyjesz - dotarł do mnie jak z oddali głos mojego przyjaciela. Co się stało? Uderzyłeś się w głowę?" Kiwnąłem nieznacznie, ale świat zawirował mi przed oczyma. Napiłem się z manierki, którą John przytknął mi do ust. Poczułem znajomy smak ouzo.

"Zsunąłem się ze skały i spadłem do tego przeklętego wąwozu" - wychrypiałem. John zmarszczył czoło. "Gdzie się zsunąłeś? Przecież tu jest płasko". Rozejrzałem się. Byłem koło swojej skały, z której obserwowałem maratończyków. Na plecaku leżał aparat.

Nic nie rozumiałem. "Ale ja naprawdę zsunąłem się ze skały" - upierałem się, choć w tym samym momencie zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem rozrzedzone powietrze nie pomieszało mi zmysłów. John pokiwał głową. Wychylił się za skałę i spojrzał w dół. Potem odciągnął mnie na bok. "Dziwna historia, prawda?" - zmrużył oko i podreptał do swojej ekipy, by kontynuować ostatni etap wyścigu. Jeszcze raz spojrzał na mnie i wyciągnął przed siebie rozczapierzoną dłoń. Zrozumiałem, że będę musiał tu powrócić. Wiedziałem już, co John miał na myśli.

Za pomoc w realizacji materiału autor dziękuje Nike Poland, moose.eu oraz Skoda Auto Polska.

RW 01/2010

Poleć ten artykuł
Poleć ten artykuł
Poleca:
5
osób
WYSZUKIWARKA
KALENDARZ BIEGÓW

Więcej opcji

Dodaj bieg

Szukaj
Uwolnij swoje stopy w butach Merrell Barefoot. Niech naturalny krok wyznacza Ci ścieżki.
Zagraj w Age of Crusaders
DOŁĄCZ DO RW
NEWSLETTER
Podaj swój adres email:
BAZA BUTÓW

Znajdź buty do biegania dla siebie

więcej opcji

Szukaj
Motor Presse Polska sp. z o.o.