[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Śladami Filippidesa: Spartathlon okiem Deana Karnazesa [RELACJA]

Słynny ultramaratończyk Dean Karnazes przemierza ojczyznę swoich przodków, by w drodze do Sparty odkryć prawdę o pierwszym „maratończyku”. Jeśli słyszałeś, że ateński posłaniec Filippides przebiegł tylko 42 195 m – mordercza trasa Spartathlonu na zawsze wyprowadzi Cię z błędu.

Spartathlon - relacja z biegu Na linii mety Spartathlonu - przy pomniku króla Leonidasa.(fot. Jonathan Sprague, Vladimir, Babis Giritziotis; Yannis Dimotsis; Elias Lefas).

Właściwie każdy, nie tylko biegacze, zna historię opisującą źródła nowoczesnego maratonu. Jak mówi legenda, po tym, jak wielokrotnie słabsi liczebnie Grecy powstrzymali inwazję Persów w okolicach Maratonu, ateński goniec Filippides otrzymał rozkaz zaniesienia wieści o zwycięstwie z pola bitwy do Aten. Po przebiegnięciu około 42 kilometrów wpadł do izby obrad na Akropolu i wykrzyczał do swoich rodaków: „Nike, nike!” („Zwycięstwo, zwycięstwo”! ). A potem zemdlał z wyczerpania i wyzionął ducha.

Okazuje się jednak, że ta historia niesie ze sobą dużo więcej i jest dużo bardziej fascynująca.

Pomysł odtworzenia tego wręcz mitologicznego biegu zafascynował mnie od samego początku. Szukając właściwie jedynie pretekstu, by odwiedzić kraj moich przodków, w 2014 roku zapisałem się na mało wówczas jeszcze znany bieg Spartathlon, ultramaraton z Aten do Sparty, który w przybliżeniu odpowiada trasie, jaką pokonał Filippides. Czułem, że może to być dobry sposób na opowiedzenie prawdziwej historii maratonu. Oto, co odkryłem.

Filippides nie był sportowcem, lecz hemerodromosem: jednym z członków greckiej armii znanych jako całodzienni biegacze. Byli posłańcami, którzy pokonywali dziennie po 90 km. To, czego dokonywali, przekraczało możliwości zwykłych żołnierzy. Właściwie bliższe to było cudom, bo często dokonywali niemożliwego.

Istnieje wiele opisów tego, jak trenowali starożytni atleci, przygotowując się do greckich igrzysk. Opisów wyczynów tajemniczych hemerodromosów, którzy pokonywali niewiarygodne dystanse na własnych nogach po górach i skałach, zapominając o śnie, byle tylko dotrzeć z wiadomością na czas, jest zaskakująco mało. Podobnie jak Filippides pokonuję długie dystanse biegiem - ultramaratony.

REKLAMA

REKLAMA

Spartathlon - relacja z biegu Przed pomnikiem Hermesa w Atenach - na starcie do Spartathlonu w 2014 roku. (fot. Jonathan Sprague, Vladimir, Babis Giritziotis; Yannis Dimotsis; Elias Lefas).

Lata temu, na swoje 30. urodziny, przebiegłem 30 mil – jedna mila za każdy rok trudnego do opisania życia. Tamten bieg zmienił moje priorytety. Chciałem biegać dalej, spróbować startu na 80 km. I tak zrobiłem. Trening i życie stały się nierozerwalnie ze sobą związane, jedno nie istniało bez drugiego. Bieganie długich dystansów stało się w jakimś stopniu wyzwalające. Czułem pewien rodzaj braterstwa dusz z Filippidesem i chciałem dowiedzieć się, co tak naprawdę działo się na tych wzgórzach w starożytnej Grecji.

To, że posłaniec pokonał 42 km z Maratonu do Aten, jest tylko fragmentem jego wyczynu. Filippides wcześniej przebiegł z Aten do Sparty, by zebrać spartańskie oddziały, które miały pomóc Grekom w pokonaniu Persów. A ten dystans jest bliski sześciu maratonom, bo wynosi około 250 kilometrów. Trasa współczesnego Spartathlonu w przybliżeniu odtwarza właśnie tamten bieg.

To naprawdę wymagające zawody, z bardzo wyśrubowanymi limitami czasu. Biegacze muszą np. dotrzeć do Hellas Can w Koryncie (81 km) w ciągu 9 godzin i 30 minut. Dla porównania: na wielu ultramaratonach limit czasu na 80 km to 13-14 godzin.

Zobacz też: Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich

Start 350 wojowników nastąpił przed świtem u stóp Akropolu w Atenach. Dla mnie było to bardzo osobiste wyzwanie. Na ten moment czekałem właściwie całe życie. W końcu miałem pobiec śladami swojego starszego brata, Filippidesa, jakieś dwa i pół tysiąca lat po nim.  Po strzale startera ruszyliśmy ulicami pełnymi już porannego ruchu. Na większości skrzyżowań stali policjanci zatrzymujący ruch, ale potem musieliśmy biec chodnikami, unikając straganów, koszy na śmieci i przechodniów.

REKLAMA

Spartathlon - relacja z biegu Bieg w Navarino Challenge przed startem w Grecji. (fot. Jonathan Sprague, Vladimir, Babis Giritziotis; Yannis Dimotsis; Elias Lefas).

Greccy atleci pożywiali się figami i innymi owocami, oliwkami, suszonym mięsem oraz pasteli z sezamu i miodu (dziś zwaną sezamkami). Posłańcy żywili się małymi owocami znanymi jako hippophae rhamnoides (rokitnik zwyczajny), które dawały im siły do biegu. Jest bardzo prawdopodobne, że Filippides właśnie nimi raczył się na trasie, a ja poszedłem w jego ślady.

Na Spartathlonie co kilkanaście kilometrów są bufety pełne współczesnego paliwa dla biegaczy, ale nie ma fig, oliwek czy pasteli. Na trasie otrzymywałem więc paliwo od mojego teamu, ale do czasu, gdy dotarłem do Koryntu (około 80 km), pyszne jeszcze kilkanaście godzin wcześniej sezamki smakowały jak syrop klonowy wymieszany z talkiem i nie byłem w stanie już ich przyswajać. Próbowałem biec na wędzonej wędlinie, ale stanęła mi w gardle. Połknąłem kilka fig, które chyba najlepiej zostały zaakceptowane przez mój żołądek.

Jakieś 80 km później, po wbiegnięciu na Partenio i właściwie spadaniu, a nie zbieganiu z tych 1215 metrów n.p.m. do miejsca, gdzie czekał na mnie mój zespół, byłem zbyt wykończony, by odpowiedzieć na proste pytanie, czy będę jadł. Kiwnąłem więc głową, że nie, i... pobiegłem dalej.

Przeczytaj także: Nowy król Sparty: Andrzej Radzikowski - pierwszy polski zwycięzca Spartathlonu

Świt to najgorsze godziny w czasie całonocnego biegu. Pokonując wzgórza Arkadii, walczyłem, by nie zasnąć. Powoli i stopniowo moje powieki zaczęły opadać. Próbowałem jednak biec dalej. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że jestem na środku drogi. Co jest, do cholery? Kiedy to się powtórzyło, zdałem sobie sprawę, że spałem w biegu.

Jeśli wierzyć starożytnym przekazom greckim, Filippides musiał pokonywać te same wzgórza także o świcie. Myśl, że biegł tu 2500 lat temu, zafascynowała mnie, a świadomość, że to kraj moich przodków, sprawiła, że doświadczenie stało się jeszcze bardziej mistyczne. Zdałem sobie sprawę, jak głęboko jestem związany z tym miejscem i w tym momencie wielka ciężarówka jadąca naprzeciwko mnie przywróciła mnie do rzeczywistości współczesnego Spartathlonu. Musiałem dotrzeć do Tegea, czyli jakieś 50 kilometrów dalej.

REKLAMA

REKLAMA

Spartathlon - relacja z biegu Karnazes w domu swojego dziadka (fot. Jonathan Sprague, Vladimir, Babis Giritziotis; Yannis Dimotsis; Elias Lefas).

Filippides pokonał cały dystans w dwa dni – ja dotarłem do celu w 34 godziny, 45 minut i 27 sekund. Nie ma żadnej linii do przekroczenia, mety czy taśmy do przerwania. Zamiast tego kończysz bieg, dotykając stopy brązowego posągu króla Leonidasa w centrum miasta. Burmistrz Sparty wkłada na głowę każdego, kto dotarł w to miejsce, wieniec oliwny – dokładnie tak samo, jak nagradzani byli zwycięzcy igrzysk w starożytności.

Czytaj więcej: Historia biegania. Od prehistorii do współczesności 

Ale zadanie, jakie miał wypełnić Filippides, nie było jeszcze skończone – niezależnie od jego zmęczenia po morderczym biegu. Musiał jeszcze przekonać Spartan, by stanęli do bitwy z Persami, wspierając Ateńczyków.

„Spartanie – powiedział. – Ateńczycy błagają was, byście pospieszyli im z pomocą i nie pozwolili, aby najstarsze miasto w Grecji padło w niewolę barbarzyńców”.

To wezwanie okazało się skuteczne. Księżyc nie był jednak w pełni, a religijne prawo zabraniało Spartanom walki do czasu, aż jego tarcza nie będzie pełna, co oznaczało czekanie kolejnych 6 dni. Filippides musiał powiadomić swoich rodaków o takim opóźnieniu. Po krótkiej drzemce i posiłku wyruszył więc przed wschodem słońca w drogę powrotną – kolejne 250 km do Aten.

Po niedługim czasie ponownie znalazł się na zboczach Partenio, gdzie miał wizję: stanął przed nim Pan, grecki bóg o twarzy człowieka, ale ciele i rogach kozła, opiekun lasów i pól, strzegący pasterzy oraz ich stad. Według Herodota Pan potwierdził swój sojusz z Ateńczykami, ale zażądał, by ci okazywali mu należną bogom cześć. A według wierzeń Greków miał moce, których potrzebowali, by wygrać walkę z Persami.

REKLAMA

Spartathlon - relacja z biegu Niezależnie od wyczerpania, zadanie Filippidesa nie było skończone. Po drzemce i posiłku ruszył w 240-kilometrową drogę powrotną do Aten.(fot. Jonathan Sprague, Vladimir, Babis Giritziotis; Yannis Dimotsis; Elias Lefas).

Filippides ponownie spędził w drodze dwa dni. Kiedy dotarł do Aten, miasto wysłało pod Maraton 10 000 mężczyzn, którzy mieli bronić się przed 60 000 Persów. Mimo znaczącej przewagi sił wroga Grecy byli w lepszej sytuacji strategicznej przed bitwą, dlatego generał Miltiades, dowódca oddziałów ateńskich, wahał się, czy czekać na posiłki wojsk spartańskich, by wspólnie wydać wrogowi walną bitwę.

Jednak następnego dnia zwiadowcy donieśli mu, że Persowie odesłali swoją jazdę na statki i planują rozdzielenie armii, by otoczyć Greków. Sensownie wydawało się wrócić do Aten i czekać na atak, ale dzięki Filippidesowi Miltiades wiedział, że Spartanie nie nadciągną zbyt szybko. Generał zdecydował więc, że Ateńczycy sami zaatakują o świcie Persów, by zapobiec ich planom.

Sprawdź też: Bartel Trela: Ultra dają siłę do walki z astmą i migrenami

Gdyby Filippides nie pokonał swojego 500-kilometrowego ultramaratonu, bitwa – nazywana kluczową dla historii świata – byłaby przegrana. A tak Grecy pod Maratonem zwyciężyli. Spartanie dotarli pod Ateny, kiedy było już po wszystkim. Przed nimi jednak dobiegł do Aten inny goniec – ale nie był to Filippides – który pokonał 40 km, by przekazać dobrą nowinę o rozgromieniu Persów.

Dlaczego więc biegamy dziś 42,192 km? Dlaczego nie 500 km, czyli dystansu, który przebiegł Filippides z Aten do Sparty i z powrotem? Dlaczego królewskim nazywamy krótszy bieg, mając w historii coś znacznie wspanialszego? Może dlatego, że anonimowy posłaniec z Maratonu nie przeżył tego biegu, a dla antycznych Greków nie było przecież nic bardziej nobilitującego, nic bardziej chwalebnego niż śmierć po dokonaniu heroicznego czynu dla kraju. Ale my, maratończycy, pamiętajmy o tym, czego naprawdę dokonał Filippides.

RW 09/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij