Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich

Historie przytrafiające się na olimpijskich maratonach nie śniły się ani filozofom, ani nawet Mulderowi i Scully z Archiwum X. Igrzyska tworzą wspaniałych mistrzów, ale i sytuacje, które są gotowymi scenariuszami na film. Czasem komedię, czasem dramat.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Igrzyska olimpijskie to widowisko, które wciąga jak żadna inna impreza sportowa, bo wiesz, że tylko kwestią czasu jest, kiedy wydarzenia przybiorą nieoczekiwany obrót. Kto dałby wiarę, że rekordzistka świata w maratonie na 36. km, zamiast walczyć o jak najlepsze miejsce, usiądzie na krawężniku? Że były ksiądz zostanie czarnym charakterem igrzysk? Że prowadzący bieg weźmie taksówkę do mety? Że zwycięzca zostanie wygwizdany? Że na trasie biegacze otrą się o śmierć lub że bólem odczuwanym przez zawodnika zarazi się wielomilionowa publiczność?

To są igrzyska i to jest maraton, tego nie wymyśliliby Stephen King i George Przypomnij sobie te najciekawsze, jakie sport już spisał na olimpijskich maratonach. Zbieżność nazwisk i sytuacji nie jest przypadkowa. To wydarzyło się naprawdę! 

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Bieg na podwójnym gazie

Saint Louis, 1904

Nie był to najlepszy dzień na bieganie. 32 maratończyków stanęło do rywalizacji w słoneczny dzień, termometry wskazywały ponad 30 °C. Jakby tego było mało, trasa była pagórkowata, przygotowane były tylko dwa bufety, a jeżdżące obok biegaczy samochody co rusz wzbijały tumany kurzu. Tyle wystarczyło, by maraton zamienił się w surwiwal.

Strychnina działa stymulująco na układ nerwowy, ale to też trucizna powodująca śmierć przez uduszenie.

Połowa stawki zamiast na metę trafiła do szpitala z oznakami udaru. Na prowadzenie jako pierwszy wysunął się Amerykanin Fred Lorz, ale na 15. km zaczęły go łapać skurcze, zrezygnował więc z biegu i wsiadł do samochodu jadącego w stronę mety. Jednak w tym dniu nawet maszyny nie dawały rady i na kilka kilometrów przed metą auto się zepsuło. Lorz postanowił ten kawałek do stadionu przebiec.

Gdy przywitał go wiwatujący tłum, skorzystał z okazji i wszedł w rolę triumfatora. Wziął nawet udział w ceremonii dekoracji, ale szybko wyszło na jaw, że został podwieziony. Oszust przyznał się i stwierdził, że „to był tylko żart”. 15 minut po amatorze wyszukanych kawałów przybiegł jego rodak Thomas Hicks. Ten okazał się lubić wymyślne napoje. Kiedy Lorz zszedł z trasy, Hicks został liderem. Czuł jednak, że traci parę w nogach. Wtedy trener dał mu do wypicia brandy z surowymi jajkami i strychniną.

Mikstura miała dodać mu skrzydeł, a niemal wysłała na tamten świat. Ledwo żywy cierpiał katusze i miał halucynacje. Zamroczony brnął jednak do mety. Po dyskwalifikacji Lorza otrzymał tytuł i medal. O kontrolach antydopingowych jeszcze wtedy nie myślano.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Heroiczna walka Włocha

Londyn, 1908

Walka z bólem jest wpisana w naturę maratonu. W 1908 roku cierpienie włoskiego maratończyka było tak ogromne, że nawet publiczność bolały zęby od patrzenia na niego. Dorando Pietri wpadł na stadion olimpijski jako pierwszy. Był jednak wyczerpany wysiłkiem i osłabiony panującym skwarem.

Zdezorientowany pobiegł w złą stronę, a potem runął jak długi na ziemię. Wstał, po apelach sędziów nawrócił na właściwy kierunek i znowu upadł. Poruszał się jak pijany i pozbawiony świadomości. Przy kilku wywrotkach tracił na chwilę przytomność, ale za każdym razem wstawał i dalej kierował się do mety. Do przebiegnięcia zostało 355 metrów: dystans pokonał metodą „na zalanego w trupa” w 10 minut! Kiedy upadł tuż przed linią mety, na stadionie pojawił się kolejny zawodnik – Johnny Hayes.

Kilka miesięcy później zorganizowano w Nowym Jorku rewanż za igrzyska. Wówczas Włoch wygrał z Amerykaninem.

Presja publiczności i strach, że ta historia może nie mieć happy endu, spowodowała, że sędziowie nie wytrzymali. Wzięli Włocha pod ramię i pomogli przejść ostatnie metry do mety, za którą już w swoim stylu upadł. Pół minuty później linię mety przekroczył Hayes. Amerykanie złożyli protest, a Pietri został zdyskwalifikowany. Nie miał możliwości protestować, bo 2 dni nieprzytomny spędził w szpitalu.

Później okazało się, że podobnie jak zwycięzca sprzed 4 lat brał strychninę. Nie wygrał rywalizacji, ale skradł show. Otrzymał wiele nagród, w tym specjalny puchar ufundowany przez królową Aleksandrę. Został biegowym celebrytą zapraszanym na biegi na całym świecie.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Jedyny taki hattrick

Helsinki, 1952

Przed maratonem w 1952 roku Emil Zatopek miał już w nogach biegi na 5000 i 10 000 m. Na szyi dwa złote medale, a przy nazwisku wpisane dwa rekordy olimpijskie. Mógłby spocząć na laurach, ale zdecydował się wystąpić jeszcze w maratonie. Był to dla niego debiut w tej konkurencji. Na trasie miał się zmierzyć z nie lada rywalem – Jimem Petersem, świeżo upieczonym rekordzistą świata w maratonie.

Emil Zatopek zaczął biegać w wieku 16 lat. Wcześniej uważał, że jest za mało sprawny, żeby biegać.

Peters zamierzał wykorzystać swoje doświadczenie i szybko pozbyć się Zatopka z rywalizacji o zwycięstwo. Zaczął bieg w szalonym tempie, co było wbrew rozsądkowi, bo panowały trudne warunki. Nic nie robił sobie z tego Zatopek i biegł za nim jak cień. Na 15. km Czech zwrócił się do Anglika z uprzejmym pytaniem: „Czy tempo jest odpowiednie?”. Peters, nie wiedząc, czy to żart i nie chcąc wyjść na mięczaka, miał odpowiedzieć: „Nie, jest za wolne”.

Dwa razy nie trzeba było powtarzać. Zatopek zaczął przyspieszać. Peters ruszył za nim, ale nie wytrzymał pościgu, zasłabł i nie ukończył zawodów. Na prowadzeniu został Czech i Szwed – Gustaw Jahnsson. Od 30. km Czech biegł samotnie, powiększając przewagę nad rywalami. Przeciął taśmę na mecie z czasem 2:23:03. Zdobył trzecie złoto i pobił kolejny rekord olimpijski. Ustrzelił hattrick, jakiego nikt wcześniej ani później nie powtórzył.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Bose złoto

Rzym, 1960

Włosi dołożyli wszelkich starań, żeby maraton, który organizują, przeszedł do historii. Po raz pierwszy rywalizacja biegaczy nie zaczynała i nie kończyła się na stadionie olimpijskim. Zamiast tego była biegowa wycieczka po starożytnym mieście z odwiedzinami przy największych atrakcjach. Zawody zaczęły się późnym wieczorem, biegacze mieli kończyć przy świetle setek płonących pochodni.

Bikila przyspieszył, kiedy minął obelisk z Aksum – starożytny etiopski zabytek zagrabiony przez Włochów.

Tyle zachodu, a maraton przeszedł do historii z innego powodu. Przed imprezą nikt nie słyszał o 28-letnim Abebe Bikili. Na starcie wzbudził ogólną wesołość, bo pojawił się bez butów. Sponsor zawodów zaproponował mu obuwie, ale ten nieswojo się w nich czuł, więc postanowił pobiec tak, jak trenował – boso. Ostatni odcinek biegu wyznaczono po bruku przez Drogę Apijską, co, jak wielu uważało, będzie nieuniknioną katastrofą dla jego stóp.

Tymczasem Etiopczyk zaczął pierwsze 5 km spokojnie, na 10. km dołączył do prowadzącej grupy, a od 20. km biegł tylko z Marokańczykiem Rhadi Ben Abdesselamem. Bikila zaczął przyspieszać na 500 m przed metą, tak jakby w ogóle nie kosztowało go to więcej wysiłku, i wyszedł na prowadzenie. Wygrał, został mistrzem olimpijskim i rekordzistą świata z czasem 2:15:17.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Ostatni, ale jak zwycięzca

Meksyk, 1968

Albo medal, albo przepadasz – panuje powszechne przeświadczenie. Są jednak występy, które udowadniają, że duch olimpijski ma się dobrze. Nad stadionem zapadł zmierzch, na trybunach zostało kilka tysięcy kibiców czekających na ostatniego maratończyka. Godzinę po finiszu zwycięzcy z tunelu prowadzącego na bieżnię wyłonił się Tanzańczyk John Stephen Akhwari. Przewrócił się na trasie biegu i poważnie rozwalił kolano. Służby medyczne namawiały go do zejścia z trasy, ale on kategorycznie odmówił.

Kulejąc, pokonywał kolejne kilometry. Na stadionie otrzymał na początku skromny aplauz, który z każdym jego krokiem narastał. Zanim dotarł do mety, można było odnieść wrażenie, że oklaskiwany jest zwycięzca. Akhwari ukończył bieg w czasie 3:25:27. Na mecie powiedział: „Mój kraj nie wysłał mnie 11 tysięcy kilometrów, żebym wystartował w biegu. Wysyłał mnie, żebym go ukończył”.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Gwizdy na finiszu

Monachium, 1972

Tradycją imprez lekkoatletycznych jest runda honorowa dookoła stadionu po zdobyciu medalu. W przypadku maratonu, kiedy zawodnik wypracuje sobie odpowiednią przewagę, w zasadzie już na ostatnim okrążeniu może się cieszyć i odbierać gratulacje od publiczności. Tego oczekiwał Frank Shorter, amerykański maratończyk, który miał ponad 2-minutową przewagę nad rywalami.

Po raz trzeci w historii Amerykanin, który wygrał maraton, nie przebiegł linii mety jako pierwszy.

Tym większe było jego zdziwienie, że kiedy wbiegł na stadion, przywitało go buczenie i gwizdy. Nie wiedział, czym sobie na to zasłużył, ale skonsternowany biegł dalej do mety. Wtedy pół okrążenia przed sobą zobaczył innego biegacza i minę miał już całkiem niewyraźną. Przecież prowadził! Wszyscy najpoważniejsi rywale, łącznie z rekordzistą świata w maratonie i obrońcą tytułu olimpijskiego, zostali za nim!

Co jest grane? Dopiero później dowiedział się, że gwizdy były przeznaczone dla niemieckiego studenta Norberta Sudhausa, który w biegowym stroju wtargnął na bieżnię tuż przed prowadzącym, żeby jako pierwszy przebiec linię mety. Nigdy nie wyjaśniono, co popchnęło go do takiej demonstracji. Pewnie „to był tylko żart”.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Horror dla mas

Los Angeles, 1984

W 1984 roku kobiety debiutowały w maratonie na IO. 20 minut po zwyciężczyni na stadionie pojawia się poruszająca się niepewnym krokiem Szwajcarka Gabriela Andersen-Schiess. Historia pokazała, że lubi się powtarzać. Biegaczka odtworzyła finisz Dorando Pietri. Potrzebowała 5 minut, żeby pokonać ostatnie 400 m. Przechylona na lewą stronę, szła chwiejnym krokiem, zataczając się na szerokość 4 torów.

Świadkami dramatu była wielomilionowa publiczność zgromadzona przed telewizorami. Kibice na stadionie wzięli głęboki oddech i w kompletnej ciszy przyglądali się poczynaniom biegaczki. Pomoc medyczna też bacznie ją obserwowała, ale nie pomagała, żeby nie narazić zawodniczki na dyskwalifikację. Ostatecznie udało się jej ukończyć zawody o własnych siłach. Zajęła 37. miejsce z czasem 2:48:45.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Irlandzka ściana

Ateny, 2004

Maraton w Atenach miał być powrotem do źródeł. W końcu to tutaj ponad wiek temu, w 1896 roku, po raz pierwszy rozegrano tę morderczą konkurencję. Oczywiście kipiało od symboli. Miała być podróż w czasie, a przez byłego księdza z Irlandii wyszła grecka tragedia. Od 10. km maratonu w samotnej ucieczce prowadził Brazylijczyk Vanderlei de Lima. Jego przewaga nad resztą stawki rosła do 30. km, kiedy wyniosła 46 sekund.

Brazylijski mistrz z Aten, Emanuel Rego, chciał podarować de Limie swój złoty medal, ale ten odmówił.

Potem zaczęła topnieć, ale na 35. km nadal miał niemal pół minuty zapasu nad resztą, gdy nagle grupa pościgowa zyskała zaskakującego sojusznika. Irlandczyk Cornelius Horan, ubrany w kilt i podkolanówki, przebiegł przez ulicę, zmiótł lidera z trasy, złapał w żelazny uścisk i przycisnął do tłumu kibiców. Zszokowany Brazylijczyk potrzebował 15 sekund, żeby się wyswobodzić. Niestety, został wybity z rytmu i stracił koncentrację.

Szybko wyprzedziło go dwóch biegaczy i zamiast o prowadzenie, walczył o podium. Wykrzesał tyle energii i determinacji, że udało mu się utrzymać medalową pozycję. Na mecie otrzymał najgłośniejszą owację. Brazylijska federacja domagała się drugiego złotego medalu za niedopatrzenia organizatorów. MKOl ostatczenie przyznał de Limie medal im. Pierre'a de Coubertina.

Z archiwum X: wyjątkowe momenty na Igrzyskach Olimpijskich fot. shutterstock.com, getty images, wikipedia commons, youtube.om

Rekordzistka na krawężniku

Ateny, 2004

Rola faworyta bywa niewdzięczna. Przekonała się o tym Paula Radcliffe. Rok przed igrzyskami ustanowiła nowy rekord świata – 2:15:25. Co tu dużo mówić – kosmos! Miała pojechać do Aten po pewny medal, ale igrzyska były przekleństwem Brytyjki przez całą karierę. Nie wiadomo dokładnie, co było przyczyną dramatu, jaki rozegrał się na trasie maratonu. Czy chodziło o ponad 30-stopniowy grecki upał, czy trasę z długimi i wymagającymi podbiegami, czy wywieraną presję, z którą trzeba było się zmierzyć.

5 dni po maratonie w Atenach Paula Radcliffe wystartowała w biegu na 10 000 m. Także go nie ukończyła...

Brytyjka biegła w prowadzącej grupie do połowy dystansu. Jednak na jednym z najtrudniejszych podbiegów nie dotrzymała kroku Mizuki Noguchi z Japonii. Potem było tylko gorzej. Po spadku na czwartą pozycję, na 36. km Radcliffe zatrzymała się na moment, po czym zaczęła znowu biec, by za chwilę usiąść na krawężniku, chowając głowę w rękach. Jej zapłakane zdjęcia obiegły świat. „Nic nie było w moich nogach” – mówiła, kiedy już doszła do siebie. Rozczarowanie wróciło cztery lata później w Pekinie, kiedy maraton ukończyła na 23. miejscu z czasem 2:32:38.

RW 08/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij