800 km dla Elizy
Najważniejsze: motywacja
Wola walki była ogromna. Pełni zapału sportowcy 1 lipca stanęli na starcie w Terespolu. Nadzieja, olbrzymi zapał i przede wszystkim silna motywacja towarzyszyły biegaczom podczas pierwszego dnia. I choć wiadomo, że najtrudniej jest zacząć, ośmiu sportowców w 5 etapach pokonało zamierzone 50 km. Chwile zwątpienia pojawiły się już na początku, gdyż okropny upał, duchota i duża wilgotność powietrza wykończyły biegaczy już po 40 km. Wtedy pojawił się strach nie tylko o to, czy uda się przebiec... "Pojawił się lęk o ich zdrowie" - mówiła koordynatorka biegu.
Każdego dnia sportowcy zmagali się z przeciwnościami aury, bowiem pogoda dosłownie oszalała: od upału po burze z piorunami. Ale pomimo trudności biegacze nie poddawali się. Co więcej, zainteresowanie ich poczynaniami rosło. Każdego dnia w każdym mieście pojawiał się nowy członek ekipy, który choć przez chwilę chciał wziąć udział w biegu w tak szczytnym celu. Jedną z osób, które można było spotkać na trasie "Wschód--Zachód", był Marek Dudziński, redaktor naczelny "Runner's World". "Twardziele" - mówił potem o biegaczach.
Niestety, nie obyło się bez kłopotów. 50 km dziennie to ogromny wysiłek nawet dla najlepiej przygotowanych sportowców. Zaczęły się problemy zdrowotne. Chłopcy zrozumieli, że z kontuzjami nie ma żartów. "Gdy najpierw Krzysiek wycofał się z biegu z powodu zapalenia Achillesa, a później Tomek został unieruchomiony (noga w gipsie), pomyślałem: to już nie jest zabawa" - trudne momenty wspomina Jacek Chałupka.
Na szczęście biegacze mogli liczyć na pomoc medyczną. Podczas zmagań towarzyszyła im dwójka masażystów - Jadwiga i Piotr, których bezinteresowność, wytrwałość i niezliczone próby przełamania ograniczeń ciała biegaczy robiły ogromne wrażenie i którzy każdego dnia stawiali sportowców na nogi.
Dziękuję, że dla mnie biegniecie
Pomimo kontuzji i coraz mniejszej ekipy biegacze nie poddawali się, dzielnie pokonując wyznaczone kilometry. Było warto, bowiem 5 lipca w Grójcu czekała na nich niespodzianka. Przyjechała Eliza z rodzicami. "Dziękuję, że dla mnie biegniecie" - usłyszeli. "Podchodziliśmy do samochodu i udawaliśmy, że napełniamy bidony, bo prawie każdy z nas miał łzy w oczach. Po takich słowach można zrobić wszystko" - wspominają biegacze. W chwilach kryzysu powtarzali sobie: "To, co ja czuję, to nic w porównaniu z tym, z czym zmaga się na co dzień Elizka".
Z ośmioosobowej ekipy do końca wytrwała dwójka: Jacek Chałupka (na zdjęciu po lewej) i Antoni Bernat, którzy 15 lipca o godz. 11:10 wbiegli na most św. Jana w Zgorzelcu. Fizycznie 800-kilometrowy dystans pokonało dwóch biegaczy, jednak pozostała szóstka sercem była z nimi. Każdy walczył do końca, przełamując ograniczenia organizmu, pokonując ból, przezwyciężając słabości. Jedni pokonali dystans, innych pokonały kontuzje. Ale każdy z nich zrozumiał, że nie ma rzeczy niemożliwych, gdy na trasie spotyka się chore dziecko, które z ufnością i ze szczerym uśmiechem na buzi mówi: "Dziękuję".
RW 05/2009




















NEWSLETTER