Runner's World poleca:

Adam Kszczot: Zaprogramowany na medal

Poleć ten artykuł:

Srebro na 800 metrów podczas sierpniowych mistrzostw świata w Pekinie jest jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. Jednak Adama Kszczota, świeżo upieczonego wicemistrza świata, jego wielki sukces nie zaskoczył ani trochę. Zdradził nam, jak od kuchni wyglądał jego występ.

Adam Kszczot: Zaprogramowany na medal Zobacz całą galerię

Dostać się na mistrzostwa świata to jedno. Być przygotowanym na trzy życiowe starty to jeszcze inna bajka. Zaprezentować absolutny szczyt formy w finałowej rozgrywce to tajemnica najlepszych z najlepszych.

Bieganie to sport dla indywidualistów. Na wyczynowym poziomie egocentryzm i alienacja są wpisane w koszty. Trenuje wielu, niewielu udaje się dostać na imprezy mistrzowskie. Fizyczne predyspozycje czy tak zwany talent ma zaskakująco dużo sportowców. Ale to mistrzowie łączą fizyczność z mocną psychiką i potrafią w mózgu załadować mistrzowski program, który pomaga im przetrwać zarówno morderczy trening, jak i stres w dniu próby.

Biegi średnie są pod wieloma względami trudniej trenowalne niż biegi długie. Dystans 800 metrów, jak mało który, łączy w sobie wytrzymałość, siłę i szybkość. Tlenu brakuje już po minucie sprintu. O pozycję trzeba walczyć łokciami. Najlepsi każde 100 metrów pokonują w około 13 sekund.

Chwila nieuwagi i już po tobie. Nie ma czasu na błędy, myślenie wydaje się zbędne: trzeba raczej reagować niż analizować. Gdy w grę wchodzi nie jeden, a trzy mordercze biegi w krótkich odstępach czasu, talent przestaje być kluczowy, a o dyspozycji zawodnika decyduje perfekcyjne przygotowanie. A także realizacja programu na sukces w wykonaniu Adama Kszczota.

Eliminacje

Zgodnie z planem

W czasie sierpniowych mistrzostw świata w Pekinie zaplanowano trzy piętra eliminacji na 800 metrów. Najpierw sito 6 biegów kwalifikacyjnych, potem 3 półfinały, z których do ostatecznej rozgrywki dostało się tylko 8 zawodników. W Ptasim Gnieździe, bo tak nazywany jest gigantyczny olimpijski stadion w Pekinie, oglądaliśmy trójkę Polaków.

Jechali do Chin jako absolutna światowa czołówka w swojej konkurencji. Przez eliminacje nie przebrnął najpierw wicemistrz Europy z Zurychu Artur Kuciapski, w półfinale doświadczonemu halowemu mistrzowi Europy Marcinowi Lewandowskiemu zabrakło kilku setnych sekundy do premiowanego awansem miejsca. Tymczasem Adam już w pierwszym starcie zamienił deklarowaną pewność siebie na wygraną.

Przed zawodami otwarcie mówił, że jedzie do Pekinu po medal i nie zwracał uwagi na opinie, że jest zbyt pewny siebie. O dobry wynik na tym etapie mistrzostw spokojny był również trener Zbigniew Król, który w przeszłości prowadził innego medalistę MŚ na 800 m, obecnego rekordzistę Polski Pawła Czapiewskiego. Jak podkreśla, Kszczot trafił do niego w 2012 roku ze stajni łódzkiego szkoleniowca Stanisława Jaszczaka, już jako wybitny zawodnik.

„Adam ma opinię ciężkiego w prowadzeniu. Ale on jest po prostu bardzo wymagający, co w sumie lubię, bo zmusza mnie do głębszej analizy, znajdowania argumentów na poparcie konkretnych założeń treningowych” – twierdzi Król.

„W tym sezonie Adam wykonał gigantyczną pracę, między innymi na obozie klimatycznym w Nowym Meksyku. Poprawiliśmy to świetnym zgrupowaniem w Zakopanem, gdzie korzystał ze sztucznej hipoksji, śpiąc nawet na zaprogramowanej wysokości 3000 m. Nie narzucam mu ścisłego kilometrażu. On to chyba sam dokładnie liczy: na wiosnę to była objętość mniej więcej 350-400 km miesięcznie. Ważniejsze były nasze działania kontrolne. Adam za moją namową kupił specjalne urządzenie do pomiaru mocy, sam pamiętał o częstych badaniach krwi, mierzyliśmy mu regularnie laktat (tzw. zakwaszenie – przyp. red.), wreszcie na kontrolnym sprawdzianie w Japonii pokonał 600 m w czasie 1:14” – wylicza trener wicemistrza świata.

Króla i Kszczota po nieudanym sezonie halowym, kiedy musieli w przeddzień mistrzostw Europy odwołać start z powodu grypy, nie interesowało klepanie pustych kilometrów. Skupiali się na dynamice i zwiększaniu tolerancji na zmęczenie, które w ich konkurencji może dosłownie ściąć z nóg. Adam potrafi biec przez 5 kilometrów z tętnem około 200 uderzeń na minutę.

Jednak ten fakt, sam w sobie, nie decyduje o jego wydolności na dystansie dwóch okrążeń stadionu. Program na sukces musi łączyć wiele zmiennych, bo opieranie się na jednej może być mylne.

Półfinał

Idealne wybory

Co ja mu pomogę, jak już stoi na starcie?” – trener Król przyznaje, że w czasie mistrzostw jego rola była ograniczona. Był pod wrażeniem odporności na stres, zdecydowania i taktyki, jaką wybierał ego podopieczny. W półfinale Kszczot dał popis umiejętności taktycznych i kompletnie zaskoczył przeciwników. Prowadził już po 150 m, a jego zdecydowanego ataku na 200 m do kreski nie wytrzymał między innymi mistrz świata, Etiopczyk Mohammed Aman, który odpadł z dalszej rywalizacji.

Polak jako pierwszy rzucił się na metę z wyciągniętą lewą ręką – gestem przypominającym lecącego Supermana. Po imprezie w chińskiej stolicy stało się to zresztą firmowym znakiem naszego reprezentanta.

Tagi: Adam Kszczot | mistrzostwa świata w Pekinie | bieg na 800 metrów

Oceń artykuł:

4.5

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij