Runner's World poleca:

Angelika Cichocka: O sztuce dokonywania zmian

Poleć ten artykuł:

Angelika Cichocka, zdobywając srebro halowych mistrzostw świata w Sopocie w 2014 roku, stała się najbardziej rozpoznawalną biegaczką w Polsce. Droga do tego sukcesu była kręta. Opowiedziała nam o trudnych decyzjach, jakie musiała podjąć i walce o najwyższe cele.

Angelika Cichocka

Czasem to przypadek zmienia nasze życie. Pewnego dnia wygrywasz w totka lub wręcz przeciwnie – spada Ci na głowę cegła. Ktoś spotyka miłość swojego życia w pociągu, kogoś innego w tym samym pociągu dopada wirus. W sporcie wyczynowym, a tym bardziej w bieganiu, nie ma przypadków.

O swoim pechu mówią przegrani. Wygrywają ci, którzy wierzą i pracują. I którzy w odpowiednim momencie decydują się na zmianę. Angelika w lipcu 2014 roku mogłaby próbować zdobyć po raz kolejny mistrzostwo kraju i nie byłoby tej historii. To trochę nudne, ale z drugiej strony bardzo miłe – być znowu najszybszą biegaczką na 800 metrów nad Wisłą.

Niejeden sportowiec czułby się spełniony, kiedy po raz czwarty z rzędu byłby najlepszy w swojej dziedzinie w Polsce. Ale nie Cichocka.

Zmiana 1: Nastawienie

Dziewczyna z kaszubskiej wioski Mściszewice, reprezentantka małego ULKS Talex Borzytuchom, zaczęła biegać stosunkowo późno, bo pod koniec szkoły średniej. Mocny, ale i rozsądny trening pierwszego trenera Jarosława Ścigały przynosi mistrzowskie tytuły – najpierw w juniorkach, potem w kategorii młodzieżowej, wreszcie w seniorskiej.

W 2010 r. wszyscy eksperci są pod wrażeniem, kiedy 22-letnia Angela na twardej hali w Spale biegnie 2 minuty na 800 metrów i wypełnia minimum na „dorosłe” mistrzostwa świata w Dausze. Można by powiedzieć, że mistrzostwa w Katarze to pech do kwadratu, że zabrakło szczęścia, że sukces był na wyciągnięcie ręki.

Najpierw świetny bieg w półfinale i awans do najlepszej szóstki na świecie. Chwilę potem literki DQ na tablicy wyników przy nazwisku Cichocka. Według sędziego Angelika, walcząca o pozycję z Ukrainką Lupu, przekroczyła przepisy. Mimo walki do upadłego i radości na mecie, po kilkunastu minutach dowiaduje się, że wróci do domu z niczym. Protest polskiej ekipy zostaje odrzucony nawet bez obejrzenia zapisu wideo.

W „Dzienniku Bałtyckim” symptomatyczny tytuł: „Dramat Angeliki Cichockiej: mógł być tytuł, jest dyskwalifikacja”. „Następne sezony były niezłe, ale czegoś ciągle brakowało. Nie dostawałam się do finałów imprez mistrzowskich na świecie lub brakowało mi trochę do uzyskania minimum, by na nie pojechać.

Mimo sukcesów na krajowym podwórku stwierdziliśmy wspólnie z trenerem Ścigałą, że musimy się rozstać. To była bardzo trudna decyzja” – wspomina Angelika.

Zmiana 2: Trener

Koniec kariery wydaje się najbardziej logicznym rozwiązaniem. Koniec współpracy z wieloletnim trenerem. Koniec płacenia przez Polski Związek Lekkiej Atletyki za szkolenie na obozach zagranicznych, od których zależy rozwój sportowy. Mówi się, że zawodniczka już nie jest młoda i obiecująca, że przecież nigdy nie zdobyła medalu na międzynarodowej imprezie.

W lipcu 2013 r. kolejne złoto mistrzostw Polski przy niemal pustych trybunach w Toruniu – to zdecydowanie za mało, by żyć ze sportu. „Życiówki” praktycznie stoją w miejscu, a wszyscy naokoło wypominają, że wciąż nie może złamać granicy 2 minut na 800 metrów. Za dalsze szkolenie trzeba płacić z własnej kieszeni albo rozstać się z bieganiem wyczynowym.

Podobnych historii w przeszłości było wiele. Kto, oprócz statystyków i trenerów, pamięta o medalistach mistrzostw Polski sprzed kilkunastu lat? Wszyscy ci pomagają, gdy wygrywasz. W tej sytuacji łatwo jest stać się tylko biernym uczestnikiem swojej kariery.

Wyczynowi biegacze w Polsce często są kierowani: przez trenerów, menedżerów, czasem działaczy klubów. Żyją w innym świecie, wydaje się, że sami nie podejmują decyzji o swoim życiu. Jeżdżą ze zgrupowania na zgrupowanie. W domu są gośćmi. Czekają na stypendium, zdają się na działania i zdanie innych. Ich rolą jest ciężko pracować i dobrze pobiec na zawodach. Cała reszta jest dla nich niepotrzebną, męczącą komplikacją.

Jesienią 2013 roku Angelika musi wreszcie sama zdecydować, jak ma wyglądać jej sportowe życie. Czuje, że ma potencjał, że nie jest jeszcze za stara czy wyeksploatowana jako zawodniczka. Nawiązuje współpracę z Tomaszem Lewandowskim, bratem i trenerem Marcina – mistrza Europy na 800 metrów. To nie jest tak, że on zabiega o Angelikę. To ona musi prosić o przyjęcie do grupy.

Zmiana 3: Przygotowanie

Tomek wymaga wiele od siebie, ale i od zawodników. Jest perfekcjonistą, ma swoją wizję i nie godzi się na kompromisy. Angelika wie, że nie będzie w grupie najważniejsza, wie, że powinna zainwestować swoje oszczędności w wyjazdy, wie, że musi sama poszukać wsparcia poza PZLA, bo na szkolenie centralne nie ma szans.

„Życzliwi” ostrzegają, że zmiana jest pochopna. „Teoretycznie już od dawna wiedziałam, czego chce dokonać w swoim życiu i jak nim kierować – mówi dziś Angelika. – To jednak przestało być tylko gadanie o tym, czego chcę. W końcu zaczęłam to robić”. Z pomocą przyjaciółki biegaczka zakłada fanpage na Facebooku i szuka sponsora. Ma dyżurną prezentację, w której jest informacja, ile medali mistrzostw Polski już zdobyła i co ewentualny sponsor może zyskać.

To nie takie łatwe zachęcić kogoś do wyłożenia pieniędzy na dyscyplinę rozgrywaną na stadionie i na zawodniczkę, która jest dla wielu kibiców anonimowa. Biegi uliczne w Polsce gromadzą tysiące uczestników i o wiele łatwiej o wsparcie dla popularnych maratończyków. W trudnych chwilach Angelice pomaga dystans do siebie samej. Nawet gdy nie jest jej do śmiechu, potrafi zarażać śmiechem innych. Plany życiowe na przyszłość trzeba odłożyć i zainwestować w siebie. Angela przeznacza część oszczędności odkładanych na realizację prywatnych marzeń na wylot do Etiopii, gdzie jedzie Lewandowski Team.

Głównym celem jest baza przygotowawcza do sezonu letniego, a sprawdzianem mają być lutowe mistrzostwa Polski w hali i próba uzyskania minimum na halowe mistrzostwa świata w Sopocie. Podczas eksperymentalnego obozu w Afryce, pierwszy raz na wysokości ponad 2500 m n.p.m., biega się potwornie ciężko. Każdy szybszy trening oznacza niedotlenienie. Osiągnięcie przeciętnego tempa jest wyzwaniem. „Mimo tego, że ufałam Tomkowi i jego treningowi, zadawałam sobie pytanie, czy to ma w ogóle sens.

Najgorsza była właśnie ta niepewność – przyznaje Angela. – Po sesji podbiegów nie mogłam się podnieść z ziemi. Zwykłe rozbieganie dzieliłam na kilka części. Musiałam wiele rzeczy przewartościować, nie tylko treningowych".

„Zobaczyłam, w jakiej okropnej biedzie mieszkają i trenują Etiopczycy. Niby wiedziałam z telewizji, jak wygląda tu życie, ale gdy zobaczyłam wszystko na własne oczy, zrobiło mi się wstyd, że narzekamy czasem na błahostki" – wspomina Angelika. To zmusza do refleksji nad sobą i daje siłę do pracy. Siła – słowo klucz, gdy mówi się o dystansie 800 metrów. Łączy szybkość i wytrzymałość, które na dystansie dwóch okrążeń same w sobie byłyby niczym.

Siła pozwala w ułamku sekundy na wyrobienie sobie pozycji w stawce i sam atak przed linią mety. To kwintesencja 800 metrów, gdzie na błędy nie można sobie pozwolić, a kontakt z przeciwnikiem jest namacalny. „Myślę, że każda kobieta rodzi się silna – śmieje się dziś Cichocka. – Na każdym etapie życia trzeba o coś walczyć. Nawet jeśli czasem nie wychodzi, liczy się to, że podjęłyśmy próbę. Bierność i patrzenie na sprawy z boku nic nie wnosi. Działanie daje siłę, porażki uczą, a zwycięstwa motywują”.

Tagi: Angelika Cichocka | znani biegacze | zawodowcy

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij