Runner's World poleca:

Anna Bukis: Za czym goni pani Ania?

Poleć ten artykuł:

Pani Ania to wulkan energii. Nie potrafi spokojnie usiedzieć w miejscu. W mieszkaniu na Mokotowie - albumy ze zdjęciami, książki, wyciągnięte z szuflad wycinki z gazet i dzienniczki treningowe. Wszystko ogląda i obszczekuje emerytowany pies. Przy drzwiach - walizki, bo zaraz wylot do Wiednia. Mało czasu, ale mnóstwo wspomnień.

Anna Bukis, Skra Warszawa Zobacz całą galerię

"Cicho, cicho, Luka! Staram się być jeszcze lepiej zorganizowana, ale tyle spraw mam na głowie... wyjeżdżam jutro do Wiednia, zostawiam w ten weekend moich zawodników. Może ktoś by powiedział: »dziecinna«. O, 60-letnia prawie kobieta i biega z dziećmi... Trenuję młodzież, taką w wieku 14-18 lat, bo przy niej czuję się po prostu młodsza. Można ją też masy rzeczy nauczyć. Starsi zawodnicy, tacy, którzy już mają wyniki i klasy sportowe, mnie już teraz mniej interesują. Kilka lat temu miałam zawodniczki z kadry Polski, ale trochę zraziłam się tym, jak wygląda dziś wyczyn. Jak zawodnikami manipulują działacze, trenerzy kadry. Kiedyś sport był po prostu czystszy".

Anna Bukis równa się Skra Warszawa. Od 1972 roku reprezentowała klub z ul. Wawelskiej, w jego barwach zdobywała kilka razy mistrzowskie tytuły i biła 6 razy rekord Polski. Mieszkała przez wiele lat praktycznie na stadionie Skry, a dziś wybiega tylko z domu, dalej przez Pola Mokotowskie i po 10 minutach jest już na treningu.

Oprócz małej grupy młodzieżowej uczy podstaw lekkoatletyki amatorów w ramach programu "Ścieżek biegowych". Zaraża wszystkich niewybieganą energią i zapałem. Zbiórka co niedzielę przy Bibliotece Narodowej. Cotygodniowe, bezpłatne zajęcia to porcja ruchu, wspólne ćwiczenia, okazja, żeby dowiedzieć się, co i jak rozciągać, jak i dlaczego warto biegać. No i można potruchtać z rekordzistką, która dobrze pamięta, jak się kiedyś trenowało.

Na początku był sprint

Ale najpierw zdjęcie z Wałcza. Stamtąd pochodzi. Na początku ściganie z kolegami na rundce wokół kościoła i sądu. Nie wiedziała jeszcze, że po drugiej stronie miasta, na Bukowinie, trenują czołowi biegacze świata. Lasy w Wałczu i znajdujący się tam Centralny Ośrodek Sportu był od czasów legendarnego Jana Mulaka najważniejszym miejscem przygotowań mistrzów Wunderteamu.

"Nie, nie siedziałam na drzewie w 1961 roku, kiedy w Wałczu bito rekord świata na przeszkodach, ale pamiętam dobrze tamtą bieżnię. I starszych zawodników oraz trenerów, którzy tam przyjeżdżali, takich jak Zdzisław Krzyszkowiak, Roland Brehmer, bracia Szordykowscy. Miałam też ten sławny chrzest i jako świeżo ochrzczony »florek« sprzątałam stadion czy znosiłam chrust na ognisko. Na początku trenowałam sprint, o tutaj, to z roku 1968... Jestem w tabelach krajowych druga w swoim roczniku na 100 metrów z czasem 12,3 sekundy. Szybko, prawda?".

Trudno było ją namówić na coś więcej niż sprint. Trener Bogusław Ksepko zawsze wiedział, że juniorskie 400 metrów to nie wszystko, na co stać jego zawodniczkę. W końcu podstępnie zgłosił ją do Warszawy na 800 metrów. Podróż przez całą noc, wielkie przeżycie, strach przed "długim" dystansem. Jeszcze za wcześnie... Przestraszyła się, przepisała na 400 metrów. Potem, w Wałczu, przez dwa tygodnie nie odzywali się z trenerem do siebie. Ale latem 1971 roku świetny debiut na jedynej wtedy w Polsce bieżni tartanowej Skry. Krążyły mity o nowej nawierzchni.

Koleżanki straszyły: "Anka, nie dasz rady, nogi Ci spuchną...". Więc pobiegła wolno i zabrakło jej niecałej sekundy, by pobić rekord Polski juniorek. Jesienią tego samego roku bez trudu wygrała w swojej kategorii mistrzostwa Polski na 800 metrów. Szybko przyszły powołania do kadry. Maturę zdawała w Wałczu, ale drugą nogą była już w wyczynowym świecie.

"Wtedy wyjazd to była strasznie silna motywacja do treningów. Przecież, żeby pojechać za granicę, trzeba było mieć nie tylko paszport, ale i specjalne pozwolenia. Podróż do krajów demokracji ludowej jeszcze była możliwa, jednak Zachód był praktycznie zamknięty. I nagle ja, w czwartej klasie liceum, mogłam wyjechać na zawody do Francji, do RFN, do Szwecji! Przywoziłam stamtąd płyty: do dzisiaj mam czarne longplaye Johna Lennona, Janis Joplin, Jimiego Hendrixa, Barry'ego White’a. Robiły szał na prywatkach. Pamiętam, że koleżanki pożyczały ode mnie ciuchy i buty kupione w Belgii".

Inne podejście

Tamto pokolenie bardziej cieszyło się z sukcesów, może było mniej chorowite niż dzisiejsza młodzież. Na pewno wyjazd za granicę to niejedyny powód, by ciężko trenować. Starała się dla każdego medalu, dla każdego rekordu życiowego. Potem, gdy przeniosła się do stolicy i zamieszkała w hotelu robotniczym na trybunach stadionu Skry, silną motywacją było oczywiście samo mieszkanie i stypendium sportowe z nowego klubu.

"Dlaczego dobrze mi szło? Na pewno byłam zdolna – szybkość jest wrodzona, predyspozycje wytrzymałościowe miałam po tacie. W treningu zwracano wtedy większą uwagę na technikę biegu... Byłam bardzo sumienna, nie opuszczałam żadnego treningu, jeździłam na Bielany na treningi z nowym trenerem Andrzejem Siennickim. Potem, w czasie największych sukcesów, opiekował się mną Jerzy Panzer. Ale miałam w sobie dyscyplinę.

Pamiętam, że nawet kiedy przyjeżdżałam z Wałcza do Warszawy po 22.00, wychodziłam biegać na jedyną oświetloną w okolicy trasę chodnikiem do lotniska Okęcie i z powrotem. Chociaż to nie o to tylko chodziło... Może dlatego osiągnęłam sukces, bo nie skupiałam się w 100% na treningu. Po prostu miałam znajomych i rodzinę w Wałczu, przyjaciół w hotelu na Skrze. Często były tu dansingi, chodziłam do kina, teatru, uwielbiałam czytać, nawet miałam przez jakiś czas psa.

Przez cztery lata jeździłam kilka razy w roku na zjazdy na poznańską AWF. Mimo tego, że byłam w kadrze Polski, nie opuściłam żadnego obozu studenckiego, nawet narciarskiego czy pływackiego. Nie umiałam po prostu biegać, a potem tylko leżeć, patrzeć w sufit i czekać na następny trening".

Obozowa karuzela

Dziś klimatyczne zgrupowania lekkoatletycznej kadry Polski odbywają się w Afryce, USA, Portugalii, Szwajcarii. Na przełomie lat 70. i 80. na obozy zagraniczne najlepsi jeździli do Font Romeu we Francji. W dzienniczku treningowym z tamtego okresu widać, że na wysokości 1850 m n.p.m. biegało się szybko, ale bez przesady. Rzadko kiedy dwa razy dziennie.

Tagi: Anna Bukis | słynni biegacze | polscy biegacze | Skra Warszawa

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij