[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.4

Anna Kiełbasińska: Nie znam granic swoich możliwości

Anna Kiełbasińska, niesamowicie wszechstronna polska biegaczka na krótszych dystansach, przebojem wdarła się do „złotej” polskiej sztafety 4 x 400 metrów. Czy „diabełek” jeszcze przyspieszy „Aniołki Matusińskiego”? W rozmowie z RW zdradza, kto odkrył w niej sprinterski talent, czym różni się bieg na setkę od sztafety, jak została żołnierzem Sił Powietrznych, dlaczego czasem biega w chustce i za co pokochała jogę.

Anna Kiełbasińska: diabełek przyspiesza aniołki Matusińskiego Anna Kiełbasińska (fot. Aleksandra Szmigiel)

Ania obiecuje, że we wrześniu, w drodze do rodzinnego domu na warszawskim osiedlu Przyjaźni, zatrzyma się, a kto wie – może nawet przebiegnie sobie 100 metrów na bieżni pobliskiej szkoły podstawowej. To tutaj, dokładnie 15 lat temu, we wrześniu 2004 roku, na rozpoczęciu roku szkolnego wszystko się zaczęło.

14-latka przyszła na otwarcie nowego boiska i na zorganizowanych z tej okazji zawodach pierwszy raz w życiu przyklękła w prawdziwych blokach startowych i pomknęła na 100 metrów po prawdziwym tartanie. Wuefista, który zmierzył czas zwyciężczyni – 13 sekund i 40 setnych – podbiegł do niej za metą i zapytał: „Trenujesz coś, dziewczyno?”.

„Nie” – odparła.

„A powinnaś, bo jesteś bardzo szybka”.

Ciemno, zimno, męcząco...

„Wtedy pierwszy raz pomyślałam o bieganiu, ale trwało jeszcze kilka miesięcy, zanim rozpoczęłam tę zabawę – wspomina sprinterka (a od roku także „czterystumetrówka”). – Mam dwie siostry: o trzy lata starszą Kasię i o trzy młodszą Olę. Starsza po biegach przełajowych trafiła na trening do Polonii Warszawa i od razu zapytała trenera, czy może przyjść z siostrą. Pojechałyśmy, ale mi się nie podobało”.

Ania przyznaje, że nie w smak jej było jeżdżenie samej kawał drogi po Warszawie jesienią. Jak już gdzieś jeździła, to zawsze z rodzicami lub dziadkami. A tu ciemno, zimno, obskurne szatnie, męczące ćwiczenia... Poza tym w odróżnieniu od sióstr (bo Kasia, a potem Ola też przez jakiś czas trenowały) na początku treningi nie były jej żywiołem. Co innego zawody, bo rywalizacja, adrenalina startowa i sukcesy zawsze ją najbardziej nakręcały do jeszcze cięższej pracy i wysiłku.

„Przemogłam się po kilku miesiącach, kiedy treningi przeniosły się na halę AWF-u, gdzie już nie wiało i było znacznie bliżej z domu” – śmieje się sprinterka, dziś reprezentująca barwy SKLA Sopot.

REKLAMA

REKLAMA

Anna Kiełbasińska: diabełek przyspiesza aniołki Matusińskiego Ania Kiełbasińska na starcie kolejnego biegu po życiówkę. W czerwcu na Memoriale Ireny Szewińskiej pobiegła 400 metrów w 51,83 s. 4 dni później poprawiła ten wynik na 51,57 s. (fot. Aleksandra Szmigiel)

Na filmikach w internecie widać, jak raz za razem podrzuca ciężary z nienaganną techniką – niczym prawdziwa sztangistka. Dziś żadne, nawet najbardziej katorżnicze ćwiczenia nie są jej straszne, choć jej trener, którym od 5 lat jest Michał Modelski, jest bardzo nowatorski, otwarty i potrafi dostosować każdy trening do jej samopoczucia.

W 2005 roku – zaledwie po kilku tygodniach treningów – wystartowała w halowych mistrzostwach Warszawy młodziczek w biegu na 60 metrów. Nabiegała 8 sekund 14 setnych i została mistrzynią stolicy. To był przełom. Została sprinterką…

3 marca 2019 roku

Tej niedzieli Ania nie zapomni do końca życia. To jednocześnie jeden z najszczęśliwszych dni jej sportowej kariery i jeden z najsmutniejszych w życiu. 29-latka zdobyła pierwszy seniorski, i to od razu złoty, medal mistrzostw Europy, przebojem wdzierając się do naszej złotej sztafety 4 x 400 metrów, nazywanej "Aniołkami Matusińskiego".

W Glasgow trener Aleksander Matusiński wystawił ją na pierwszej zmianie. To ważne, bo sprinterka potrafi mocno wystartować i na 200 metrach halowej bieżni zejść jako pierwsza do bandy, przekazując pałeczkę na prowadzeniu.

„To ułatwia zadanie dziewczynom, bo w hali nawet jak jest się szybszą od rywalek, to trudno się potem wyprzedza” – tłumaczy taktykę „Aniołków Matusińskiego”.

Radość była wielka. Ale chwilę później ogarnął ją równie wielki smutek. Dwie godziny przed biegiem zmarł jej ukochany dziadek – profesor Andrzej Kiełbasiński, wybitny matematyk, powstaniec warszawski, z którym Ania wraz rodzicami, a potem z mamą (tata jest w Londynie) mieszkała przez ćwierć wieku. Do dziś w domku fińskim na warszawskim osiedlu Przyjaźni ma swój pokój z karniszem przerobionym na wieszak, uginający się od setek już medali z większych i mniejszych imprez.

REKLAMA

Anna Kiełbasińska: diabełek przyspiesza aniołki Matusińskiego Anna Kiełbasińska: Najpiękniejsze w bieganiu jest to, że naprawdę nie znamy granic możliwości naszych organizmów (fot. Aleksandra Szmigiel)

Medale w doniczce

„Ale złote medale z Glasgow, mistrzostw świata sztafet w Jokohamie i drużynowych mistrzostw Europy mam już w moim mieszkaniu w Sopocie. Najpierw wisiały na lampie, ale już groziła urwaniem, więc przeniosłam je do doniczki po uschniętym kwiatku. Zasiałam je po prostu” – śmieje się Ania Kiełbasińska.

Teraz, gdy przedłużyła dystans i stała się „czterystumetrówką”, a zwłaszcza członkinią „złotej sztafety” (ze względu na to, że jest brunetką, już określa się ją mianem „diabełka” w ekipie „aniołków”), są szanse, że rozkwitną nawet medalami mistrzostw świata (w październiku w Katarze) albo igrzysk w Tokio. Dotąd, choć Ania jest uważana za najwszechstronniejszą polską biegaczkę na krótszych dystansach, w jej koronnych konkurencjach dominowały dziewczyny o ciemnej karnacji: z Jamajki, Bahamów, USA albo naturalizowane Europejki.

„Wiem, że moim atutem jest wszechstronność, naturalna szybkość i zwinność. Jestem wdzięczna naturze i rodzicom, że mnie tak wyposażyli, i zawsze starałam się to wykorzystywać i wzmacniać treningiem – mówi Ania. – Na mojej drodze nie było osoby, która by zasugerowała: »OK, masz takie i takie atuty i talenty, ale tutaj będzie ci ciężko, to może wykorzystamy je w innym sporcie albo w innej konkurencji lekkoatletycznej«. Po prostu: »Jesteś szybka, to biegasz 100 i 200 metrów« i nie było zmiłuj”.

Sprinterka dodaje, że stówkę biega się zawsze na 100 procent, z „żyłą na czole”. Od razu trzeba „wyżąć szmatkę do końca”, a na 400 m, przynajmniej przez pierwsze 300 m, rozwija się „przyjemną prędkość”.

„To jest taki flow i czar. To bieganie z gracją” – tłumaczy zawodniczka. Ale tu z kolei ostatnie 100 metrów sprawia, że tak jak większość biegaczy jednocześnie kocha i nienawidzi ten dystans.

REKLAMA

REKLAMA

Anna Kiełbasińska: diabełek przyspiesza aniołki Matusińskiego Jestem wdzięczna naturze i rodzicom za naturalną szybkość i wytrzymałość. Ale nie było zmiłuj, wszyscy mówili: „Musisz biegać 100 i 200 metrów” (fot. Aleksandra Szmigiel)

„Bo to jest doprowadzanie całego ciała do skrajności. Dobiegasz na metę, a potem na pół godziny wpadasz w taki stan, że wszystko cię boli: głowa, brzuch, nogi, jest ci niedobrze. I nie wiesz, czy położyć się na boku, brzuchu, czy na plecach. Czy masz chodzić, stać, opierać się? Nie jesteś w stanie nic zrobić, żeby ci przyniosło ulgę – to jest właśnie bieg na 400 metrów” – śmieje się Ania Kiełbasińska, zarzekając się, że nie zrezygnuje ze startów na ulubionej dwusetce.

„Najpiękniejsze, że regularnie poprawiam życiówki i teraz nie wiem, gdzie jest granica moich możliwości w biegu na 400 metrów. Zobaczymy, dokąd mnie to doprowadzi” – dodaje.

Pod skrzydłami armii

Igrzyska olimpijskie w Tokio za rok, ale sprinterka z Sopotu jeszcze w tym roku pojedzie na igrzyska... do Chin. Na igrzyska wojskowe. Starsza szeregowa jednostki Sił Powietrznych w Krzesinach już w lipcu wracała z trzema złotymi medalami z Mistrzostw Sojuszniczego Dowództwa Sił Powietrznych NATO.

„Armii będę wdzięczna do końca życia, bo przygarnęła mnie, i to dosłownie, pod swoje skrzydła w najtrudniejszym momencie kariery” – tłumaczy biegaczka, która wie, że bieg na 200 metrów ma jeden zakręt, ale na jej drodze było ich znacznie więcej. Najostrzejszy pojawił się po igrzyskach Londynie, gdzie odpadła w eliminacjach 200 metrów.

„Teraz jest lepiej, ale nadal często, gdy nie zdobywasz medali mistrzostw świata i nie jesteś w klubie, który zagwarantuje ci stypendium, musisz znaleźć źródło utrzymania, by dalej trenować. I wielu sportowców wstępuje w szeregi sił zbrojnych, reprezentując wojsko” – opowiada Ania, która w 2013 roku nie miała za co żyć i kontynuowanie wielkiej pasji, jaką jest sport, stanęło pod znakiem zapytania. Wtedy dostała etat w Siłach Powietrznych.

REKLAMA

„To było podwójnie szczęśliwe, bo lotnictwo zawsze mi się podobało, a poza tym uważam, że nasze mundury w kolorze stalowym są najładniejsze” – uśmiecha się Ania.

Chustka

Przed igrzyskami w Rio de Janeiro Ania zaczęła się pojawiać na bieżni w chustce na głowie. Miała dość pytań i w 2016 roku wyznała na fejsie: „To najtrudniejsza wiadomość w moim życiu, którą muszę się z Wam podzielić. Od dłuższego czasu walczę nie tylko z moimi rywalkami na bieżni, ale także z chorobą. Starałam się wiadomość o stanie mojego zdrowia zachować w gronie najbliższych mi osób, przyszedł jednak bardzo ciężki moment, w którym muszę się z Wami podzielić. Jest to jedna z autoimmunologicznych chorób, którą ma się na całe życie, a daje o sobie znać tylko co jakiś czas. U mnie objawia się to okresową utratą włosów, co, jak się domyślacie, nie jest łatwą sprawą, zwłaszcza dla kobiety”.

„Ujawniłam to publicznie i od razu wytłumaczyłam tysiąc razy, żeby nie musieć już o tym gadać i móc spokojnie robić dalej to, co robię najlepiej. To miało zakończyć sprawę, ale gdzie tam: cholera, cały czas muszę o tym gadać. Nie wiem, czemu to jest takie fascynujące. Jedni mają wrzody, inni bielactwo, a ja mam łysienie plackowate, czego nie zmienię, bo tego jeszcze nikt nie wyleczył i z czym sobie nieźle radzę” – śmieje się, ucinając temat Ania Kiełbasińska.

A może, jak to Czytelnicy RW przeczytają, to już skończą się pytania – pocieszamy się wspólnie z biegaczką.

Łyżwy i fotografia

Ania wrzuciła do internetu film, jak jedzie na łyżwach. Po torze. Niezła technika, a z offu słychać uwagi jakiegoś fachowca. Kolejna zmiana dyscypliny? Nie do końca. Głos należy do Artura Wasia, łyżwiarza szybkiego, rekordzisty Polski na 500 metrów. To życiowy partner Ani.

REKLAMA

REKLAMA

„Na panczenach jeździ się ciężko, but jest nisko osadzony, a płoza długa i cienka. No i to troszkę niebezpieczne, więc na łyżwach pojeździmy razem, jak skończę karierę” – wyjaśnia Ania, którą jej chłopak wciągnął za to w inną pasję: fotografię. Zauważył, że ma dobre oko; za jego radą kupiła dobry sprzęt i bawi się, robiąc fotki. W tym roku zresztą sama była „obiektem” sesji fotograficznej i obok innych polskich lekkoatletek stała się „dziewczyną z kalendarza” o nazwie „Not Ordinary Girl 2019”.

„Ola Śmigiel, która robi znakomite zdjęcia sportowe, tym razem chciała pokazać nas w bardzo kobiecym wydaniu. Na tych zdjęciach widać, że za wynikami, za tym, jak nas widzicie w telewizji i internecie w sportowych odsłonach, kryją się wrażliwe kobiety z różnymi historiami, często po przejściach” – uważa Ania, która nie ma nic przeciwko, gdy ktoś określa je mianem „gwiazd”.

„Oczywiście, gdy ktoś to mówił w sensie »gwiazdorzenia celebrytek«, to się obrażałam. Ale przecież każdy sportowiec lubi być gwiazdą w takim znaczeniu, że gdy jest na szczycie, to chce pokazać, co wypracował swoją ciężką pracą i talentem. I wtedy podziw kibiców nas jeszcze napędza” – tłumaczy Ania, szczęśliwa, że „załapała się” na czas, w którym lekkoatletyka stała się popularna, a ludzie nie tylko ją oglądają, ale coraz częściej sami czynnie uprawiają sport.

Bieganie jest nie tylko zdrowe, ale może być też rodzajem medytacji i wyciszenia” – mówi biegaczka, która odkryła także jogę. Dziwię się, bo to mało dynamiczny sport dla tak energetycznej sportsmenki, jak Ania.

„Oj, zdziwiłby się pan. To joga vinyasa, która angażuje wszystkie partie ciała. Gdy ćwiczyłam pierwszy raz, po 15 minutach byłam cała mokra i nie wiedziałam, czy dam radę dokończyć. Powiedziałam sobie, że przecież zawodowo uprawiam sport i nie mogę wyjść w połowie. A potem już się wciągnęłam” – opowiada Ania.

REKLAMA

„Trafiłam na jogę, bo szukałam spokoju i chciałam się odstresować, a okazało, że na dodatek świetnie uzupełnia treningi typowo sportowe. Każdemu polecam” – zachęca zawodniczka i dzieli się z nami pozycjami, którymi rozpoczyna swój dzień (zobacz na końcu artykułu).

Medale i życiówki

Ania Kiełbasińska ze wszystkich mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach wiekowych i konkurencjach (od 60 do 400 metrów plus sztafety) zawsze wracała z medalami. Sześć razy z rzędu była mistrzynią Polski na 200 metrów w hali, na tym dystansie zdobyła także złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy (na 100 metrów była trzecia). Chociaż przed rokiem zdecydowała się przedłużyć swój koronny dystans do 400 metrów, i tak zdobyła złoty medal halowych mistrzostw Polski na 60 metrów.

Z miesiąca na miesiąc poprawia rekordy życiowe na wszystkich dystansach – od 60 metrów w górę. Na 200 metrów ma w tym roku najlepszy czas w Polsce, na 300 metrów z czasem 36:34 s wspięła się na drugie miejsce w tabeli wszech czasów – za Ireną Szewińską, a na 400 metrów pobiegła 51:37 s, co daje jej w tym roku trzecie miejsce w Polsce – za Justyną Święty-Ersetic i Igą Baumgart – oraz ósme w Europie.

Co dalej? Ania nieustannie przyspiesza, więc może być tylko lepiej.

Poćwicz jogę z Anią Kiełbasińską

Nasza gwiazda rozpoczyna dzień „powitaniem słońca”. To sekwencja ćwiczeń z jogi, które pozwalają Ani rozruszać organizm przed treningiem.

Pozycja kija

W pozycji deski ustaw ciało w jednej prostej linii, napnij mięśnie czworogłowe i brzucha. Barki oddal od uszu, wyciągaj czubek głowy, a pięty kieruj za siebie. Przenieś ciężar ciała do przodu i zginaj łokcie, aż znajdą się na poziomie barków, nad nadgarstkami.

REKLAMA

REKLAMA

Pies z głową w dół

Dłonie ułóż pod barkami, a kolana rozstaw na szerokość bioder. Z wydechem unieś biodra. Zaangażuj mięśnie ud. Staraj się „wessać” łopatki, rozluźnij szyję i odsuń barki od uszu. Nasadą dłoni naciskaj podłogę, skręcaj barki na zewnątrz. Pupę wyciągaj ku górze, a pięty w dół.

Pies w głową w górę

Ułóż dłonie tak, by przedramiona były prostopadle do podłogi. Opuść biodra, ale nie kładź kolan na macie. Otwórz klatkę piersiową. Patrz przed siebie lub do góry, ale wydłużając szyję i kręgosłup. Opuść barki (nie przyciągaj ich do uszu) i rotuj je na zewnątrz.

Więcej pozycji jogi polecanych biegaczom znajdziesz w artykule "Joga dla biegacza: 12 obowiązkowych pozycji".

RW 09-10/2019

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij