Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Będą upały! [FELIETON JACKA FEDOROWICZA]

Kochani moi, czas przygotować się psychicznie do upałów. Za nami kilka pierwszych gorących dni – a przecież dopiero kończy się maj! Już w czerwcu dopadną nas w zasadzie na pewno, za to w lipcu to już na mur-beton. I nie odpuszczą do końca lata.

Będą upały! [FELIETON JACKA FEDOROWICZA] shutterstock.com

Tak się porobiło, że klimat nam się rozgrzał – nikt nie ma już co do tego wątpliwości. Sposobów na bieganie w upał nie ma wiele: płyny, które przerabiane na pot dają na skórze klimatyzację osobistą, zacienione ścieżki i odpowiednie ciuchy. To chyba wszystko. Ewentualnie zasada: biegaj wcześnie rano albo po zachodzie słońca.

Ale to dobre tylko na treningi, a na zawody już jakby mniej, bo jeżeli wyznaczono start na 11, to trudno będzie przekonać komisję sędziowską, że ja może – korzystając, że mierzony jest czas netto – jeszcze trochę postoję na starcie w cieniu. Dodam, że zdarzają się organizatorzy, którzy rozumieją potrzeby startujących w upał.

Przeczytałem kiedyś ogłoszenie zachęcające do udziału w biegu, w którym było wybite dużymi literami: TRASA CZĘŚCIOWO ZACIENIONA! Pomyślałem sobie, że trudno o lepszą zachętę, w każdym razie dla mnie, bo – zwierzałem się tu kiedyś – upału nie lubię. Dzieliłem się też już w Runnersie pewnym moim doświadczeniem nabytym podczas biegania w upale prawie 40-stopniowym. Przypomnę ku pożytkowi ogólnemu. Otóż losy rzuciły mnie kiedyś w klimat gorący, a miałem w nieodległej perspektywie swój pierwszy oficjalny maraton. Ambicja wyganiała mnie więc na trening i mimo błagań rodziny, żebym odpuścił, twardo wybiegiwałem codziennie swoją porcję kilometrów (na wszelki wypadek nie za dużą).

Odkryłem wtedy, że w upał nawet najlżejszy wiaterek, nawet cień podmuchu daje pewną ulgę i że ta ulga to tylko jak powieje z przodu, bo plecy nie wiedzieć czemu są nieczułe. Po wyjściu na dwór śliniłem więc palec (to stary, dobry sposób) i wystawiałem go w górę. Wyczuwszy mniej więcej kierunek jakiegoś śladowego wicherku, ruszałem zgodnie z tym kierunkiem, nazwijmy to szumnie: z wiatrem ruszałem, po to, by potem wracać pod wiatr. Wierzcie mi, że to robiło różnicę: wracało mi się znacznie łatwiej i może w ogóle żyję dzięki odkryciu tego sposobu.

Ważnym czynnikiem była też świadomość, że przechytrzam naturę. Że jestem od niej mądrzejszy, mam jakiś sposobik. Przygotowanie psychiczne do nieuniknionych upałów powinno, myślę, polegać trochę właśnie na tym, że szukamy sposobów własnych, stosujemy je, a następnie nabieramy przekonania, że działają. Nawet jak nie za bardzo działają. Uwierzyć w działanie sposobu to już połowa sukcesu – dotyczy to zresztą nie tylko upałów, w bieganiu dotyczy właściwie wszystkiego. I tu od razu wtrącę ostrzeżenie.

Przygotowanie psychiczne do okresu, kiedy to pani od pogody w telewizji będzie radośnie obwieszczać: „Jutro znów piękna pogoda”, a my będziemy zgrzytać zębami, bo od dwóch tygodni jest powyżej trzydziestu, powinno obejmować też świadomość, że dla biegaczy upał jest groźniejszy niż mróz. Wobec czego należy się wyczulić na wszelkie sygnały dawane przez organizm. Zachwianie równowagi? Dziwny ucisk pod uszami? Niby widzę, ale coś jakby nie wszystko? Przerwij bieg! Poszukaj cienia. Z upałami naprawdę nie ma żartów. Następnym razem przypomnę o tym...

RW 05/2017

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij