Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Biegacz w ruchu (drogowym) [felieton Jacka Fedorowicza]

"Polska w budowie" to nie tylko hasło wyborcze, to także obiektywna rzeczywistość zauważalna gołym okiem. Fakt pozostawania Polski w stanie budowy wpływa niejednokrotnie na życie codzienne biegaczy. Czasem dowartościowuje ich psychicznie. Korki samochodowe związane np. z budową stacji metra Dworzec Wileński pozwalają biegaczom patrzeć z wyższością na uwięzionych w autach kierowców. Nastały czasy, że nawet początkujący jogger jest w Warszawie szybszy od samochodu, i to na wielokilometrowych trasach.

Polska w budowie oznacza także tysiące remontowanych chodników, a co za tym idzie tysiące tabliczek z napisem "Przejście drugą stroną ulicy". Nie znoszę tych tabliczek. Są one reliktem czasów, kiedy to druga strona ulicy była oddalona o kilka metrów, a przechodziło się przez ulicę, gdzie się chciało. Nawet można było się nie rozglądać, czy coś jedzie, bo samochodów było niewiele, a jak już jakiś jechał, to głośno ryczał (zwróciliście może uwagę, drodzy koledzy w wieku zaawansowanym, jak bardzo bezszelestne zrobiły się samochody za naszego życia?).

Tabliczek "Przejście drugą stroną ulicy" musieli kiedyś wyprodukować dużo za dużo, więc przetrwały do wieku XXI i są wtykane na każdym kroku. Ich idiotyzm jest porażający, w większości przypadków bowiem stoją one w miejscach, gdzie druga strona ulicy jest hen, daleko, niedostępna, oddzielona barierką albo płotkiem. Ulica ma dwa, a czasem nawet trzy pasy ruchu w jedną stronę i żeby na tę nakazaną drugą stronę się dostać, trzeba najpierw dojść (dobiec) do przejścia dla pieszych, co szczególnie złości w sytuacji, gdy przejście minęło się mniej więcej kilometr wcześniej (przykład: Wał Miedzeszyński w rejonie budowy stołecznego Stadionu Narodowego parę tygodni temu).

Oczywiście na bieg z powrotem do przejścia decyduje się w takiej sytuacji tylko oszalały miłośnik przepisów drogowych. Człowiek normalny spokojnie mija barierki, prześlizguje się między ogrodzeniami i biegnie dalej, pilniej patrząc pod nogi. Albo i nie patrząc, bo akurat na wyżej wspomnianym Wale sytuacja była taka oto, że biegnie się niebezpiecznym, dziurawym chodnikiem, potem jest zagrodzone, tabliczka, lekceważy się tabliczkę i biegnie dalej chodnikiem z usuniętymi płytami, wygodnym, równym, bez porównania bezpieczniejszym niż ten niezagrodzony.

Tabliczki o drugiej stronie ulicy należą do licznej rodziny napisów asekuracyjnych. Zamiast pomyśleć o tych, co przemieszczają się chodnikiem i zostawić im bezpieczny przesmyk – wiesza się tabliczkę, bo tak wygodniej. I w razie gdyby ktoś złamał nogę, jest się krytym. Podobnie tabliczki "Uwaga, opadające tynki" czy napisy "Uwaga, spadające sople". Niech potem ktoś próbuje wystąpić z pretensjami, że dostał w łeb. Była tabliczka? Była. Administracja jest niewinna.

Oczywiście, lekceważący stosunek do takich nakazów nie powinien przenosić się na ogólne zasady poruszania się biegaczy w ruchu drogowym. Ale o tym pisać chyba nie trzeba: wszyscy wiedzą, że w nocy światło nie zawadzi, a na pewno trzeba mieć odblaski i że nas obowiązuje na szosie ruch lewostronny.

Dodam za to ostrzeżenie: uwaga na rowerzystów. Z roku na rok jest ich coraz więcej i choć nikną nieco w zimie, ich obecność wszędzie tam, gdzie i biegacz chciałby, stwarza stałe niebezpieczeństwo poważnych obrażeń. Jeżeli my mamy swoją ścieżkę dla pieszych, a oni swoją, to oczywiście nie ma problemu. Niestety, taki luksus nie zawsze się zdarza: najczęściej ścieżka jest wspólna, a już na pewno wspólny bywa chodnik.

http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz22.jpg

Rowerzysta pojawia się zza naszych pleców nagle, zawsze w pędzie, zawsze bez dzwonka i zawsze mija o centymetry. Biegając często po traktach wspólnych, można nabrać pewności, że podstawową ambicją każdego rozpędzonego rowerzysty jest lekkie otarcie się o mijanego przechodnia lub biegacza. Minięty w ten sposób człowiek – gdy ochłonie – przez dłuższy czas myśli tylko o tym, co by było, gdyby w trakcie mijania przyszło mu do głowy akurat zboczyć nieco, albo gdyby się ot, przypadkiem, wahnął lub gibnął.

Ciekawe, że taka myśl rowerzyście nie przychodzi do głowy nigdy. Rowerzyści zakładają, że ktoś, kto biegnie ścieżką lub idzie chodnikiem, zawsze porusza się prościutko jak strzelił. Rowerzysta absolutnie sobie nie wyobraża, że taki ktoś mógłby skręcić w lewo lub w prawo czy – omijając jakiś dołek – zmienić na chwilę swój "pas ruchu". Wali więc prosto przed siebie co sił w nogach – czy to pusta ścieżka, czy zapełniony ludźmi chodnik.

Lobby rowerowe potrafiło wmówić opinii publicznej, że rowerzyści są permanentnie krzywdzeni. Może są. Niestety, odbijają sobie te krzywdy na pieszych. Powinniśmy zacząć organizować się jakoś w obronie przed rowerzystami, zanim nas wytłuką.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze grudzień 2011

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij