Runner's World poleca:

Biegam, bo nie mam czasu - Robert Korzeniowski

Poleć ten artykuł:

Robert Korzeniowski kalendarz ma wypełniony po brzegi. Ale nie wyobraża sobie, że byłby w stanie podołać swoim obowiązkom, gdyby nie biegał. "Potrzeba ruchu to też potrzeba duszy. Po prostu chcę mieć taki styl życia" - mówi.

Zobacz całą galerię

Na polnej drodze unosi się kurz. Robert machnięciem ręki daje znać, żebyśmy poczekali, aż kurz wzniecony przez przejeżdżający samochód opadnie. Patrzy na zegarek: jego wysłużony Polar pokazuje godzinę 10.20. O tej godzinie Robert trenuje jedynie w weekendy, ale nawet wtedy stara się wyjść wcześniej. Im więcej czasu, tym dłuższą można zrobić pętelkę po duktach Puszczy Kampinoskiej.

Godzina dzisiejszego treningu jest usprawiedliwiona, choć jest czwartek. Wczoraj Robert obchodził 40. urodziny. Czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie świętował w swoim stylu, na sportowo. Na urodzinowym mityngu zmierzył się ze swoimi przyjaciółmi. Linię mety minął jako pierwszy.

"Dali mi fory - śmieje się. - Dawno nie chodziłem. Teraz, nawet jak towarzyszę chodziarzom, których trenuję, to wyłącznie biegnę".

Co do minuty

Robert ma "timing" ustawiony co do minuty. Codziennie wyrusza na trening pomiędzy godziną 6.00 a 6.10. Na bieganie w ciągu tygodnia przeznacza 35 minut. Szybkie śniadanie i o godzinie 7.15 jest już w drodze do pracy, do telewizji. Zimą ma rano więcej luzu. Biega wieczorem, już po zapadnięciu zmroku. "Zimą rytm biologiczny jest inny i rano biega się trochę na siłę".

Na trening nie zabiera telefonu komórkowego: to czas wyłącznie dla biegu. Tylko podczas akcji "Cała Polska Biega" miał ze sobą komórkę. "Byłem przecież w pracy, ale i tak telefony odbierali za mnie koledzy z zespołu i mówili, że Robert właśnie biegnie".

Przemierzamy pętelkę, którą Robert pokonuje od poniedziałku do piątku. Przecinamy asfaltową drogę, kilkaset metrów polną drogę i już jesteśmy w parkowej otulinie Kampinosu. "Uwielbiam te tereny. Nie mógł bym żyć w mieście, bez kontaktu z przyrodą - przyznaje mistrz, zakochany w tym miejscu. - Mam pod ręką ponad 500 kilometrów leśnych duktów i ścieżek. Mogę biegać do woli".

Tempo biegu, jak na byłego chodziarza, całkiem niezłe: 4.15 - 4.30 na kilometr. Robert prowadzi swoimi dróżkami i opowiada o początkach fascynacji bieganiem. "Gdy wyczynowo maszerowałem, to biegałem tylko dla roztruchtania, rozluźnienia mięśni. To było co najwyżej kilka kółek na stadionie".

Metamorfoza chodziarza

Śmieje się głośno, gdy wspomina wdrażanie, czy raczej przepoczwarzanie się z chodziarza w biegacza. "Przypominałem kaczkę, która ni to biegnie, ni to idzie. Taki biegochód. Musiałem rozruszać mięśnie typowe dla biegaczy i podnosić wyżej kolana".

Tagi: Robert Korzeniowski

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (1)

boniks, 23 kwietnia 2014, 12:07

Korzeniowski - jeden z niewielu sportowców, którzy mają coś w głowie :) Polecam fajny projekt foto z udziałem Roberta: judytapapp.com/korzeniowski.php
przejdź do forum

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij