Runner's World poleca:

Bieganie i pomaganie. Efekty biegów charytatywnych

Poleć ten artykuł:

Jeśli biegasz i pomagasz, to znasz tylko zebrane sumy. Poznaj ludzi, do których trafia pomoc, a będziesz wiedział, że nie chodzi o pieniądze, a o życie, zdrowie i szczęście. Oto cztery historie, które - choć zaczęły się od dramatu - stanowią dowód, że nigdy nie warto się poddawać.

Biegowe inicjatywy charytatywne

Mody chłopak w bluzie z kapturem wchodzi do osiedlowego sklepu w Warszawie i przekrada się między półkami w kierunku lady. Kasjerki go nie widzą i – co ważniejsze – nie słyszą. W końcu pada głośne: „Cześć! Co, nie słychać, że wszedłem?!”.

Rzeczywiście, od niedawna nie słychać, że Łukasz Trendel idzie, bo dostał nową protezę od Fundacji Poza Horyzonty Jaśka Meli. Protezę kupioną za pieniądze zebrane na charytatywnym biegu Poland Business Run. Dziś już nie musi nosić ze sobą taśmy montażowej i nożyczek, by naprawiać doraźnie starą, zmęczoną sztuczną nogę.

Dziś idzie dziarsko, bo pomogli biegacze. Coraz więcej jest takich, którzy zdrowie, radość, jakość życia, chwilę oddechu, dach nad głową czy rehabilitację zawdzięczają naszej pomocy. Jeśli pomagacie, to poczytajcie o tych, którym pomogliście. Jeśli nie pomagaliście jeszcze, to Runner’s World ma dla Was kilka opowieści, które do pomagania na pewno Was zachęcą.

Łukasz majsterkowicz

Łukasz Trendel pochodzi znad morza, ale mieszka i pracuje w Warszawie. Przez pięć lat chodził o kulach, ale w końcu jego przyjaciółka, którą poznał poprzez usługę BlaBlaCar, zadzowniła do Fundacji Poza Horyzonty Jaśka Meli. Tak właśnie otrzymał protezę w radosnych, ciekawych barwach. Bo to człowiek, który tak stara się widzieć świat. Zwłaszcza teraz, kiedy jego życie wraca do normy.

Spartanie Dzieciom, Pomoc Mierzona Kilometrami, Drużyna Szpiku, Wings for Life Run – to tylko kilka z najbardziej znanych biegów charytatywnych w kraju, a przecież jest jeszcze wiele, wiele innych, mniejszych, lokalnych, drobnych. Miliony złotych, setki tysięcy biegaczy, tysiące beneficjentów tej pomocy. Tych, którzy pomoc otrzymują.

Przeciętny biegacz, który pomaga, zazwyczaj słyszy tylko liczby, kwoty, które udało się zebrać, a nie poznaje tych, którym pomógł. Dopiero wtedy widać jednak prawdziwy wymiar pomocy. Jak w przypadku Łukasza Trendela, który od Fundacji Poza Horyzonty dostał protezę. Jego historia zaczęła się banalnie, w 2006 roku. Był taki dzień, że nie miał wiele do roboty, a kolega zaproponował, by odwiedzić samochodem koleżankę.

Wsiedli, pojechali, ale nie dojechali. Kolega kierowca zasnął. Łukasz pamięta tylko, że wyczołgał się z samochodu i miał wrażenie, że wszystko będzie OK. Po 10 minutach zeszła adrenalina i zaczął się potworny ból. Potem były trzy dni oczekiwania na ostateczną diagnozę, bo lekarze sami nie wiedzieli: nogę odjąć, czy o nią walczyć. Decyzja była okrutna: płynęły łzy, było mnóstwo żalu, a potem operacja i pięć lat o kulach. Koszmar.

Miała pomóc proteza, ale nie było pieniędzy na porządną. Była byle jaka. Łukasz musiał zawsze mieć przy sobie taśmę klejącą. Awaryjnie. „Bo większe naprawy przeprowadzaliśmy u kolegi w warsztacie samochodowym” – opowiada. „Jak stopa odpadła, to spawaliśmy rurki, jak pękł lej, to trzeba go było zalać żywicą epoksydową. Takie tam, regularne reperacje” – śmieje się. Tak, teraz się śmieje, a wtedy łykał łzy. Złości i bólu. Bo jak w tym cudzie techniki wybrał się na dwugodzinne zakupy z rana, to cały dzień musiał leżeć i leczyć otarcia, rany.

Dlatego, jak się okazało, że krakowska Fundacja Poza Horyzonty da mu nową, to tę starą chciał rytualnie zdetonować, zniszczyć, rozparcelować, zakopać, spalić i zapomnieć. „Ale pomyślałem, że sporo ludzi włożyło w nią dużo pracy i postanowiłem ją zatrzymać. Na pamiątkę” – przyznaje. Tamta fest hałasowała, a w tej może się do znajomych sklepowych skradać, żeby im zrobić dowcip cichcem. Może też jeździć na rowerze! A bieganie? Chciałby, może kiedyś, bo przed wypadkiem lubił włożyć w uszy słuchawki i przetruchtać nad jeziorko, wyciszyć się, zapomnieć, zrelaksować. Może kiedyś…

„Najważniejsze, że mam nową, kosmiczną technologię na nodze. Ma świetne kolory i wygląda jak zrobiona w NASA. Nawet ją odsłaniam specjalnie” – śmieje się. A nie wierzył, że będzie taką miał, bo to kosmiczne pieniądze. Ale jak zadzwonili z Fundacji, że jest konferencja prasowa i musi przyjechać, to pomyślał: „Kurcze, a może..?”. Jak dali znać, że na sesję zdjęciową ma się stawić, to już pewniej: „Cholera, a nuż..?”. A jak kazali stawić się u protetyka, to nie było już żadnych znaków zapytania.

Biegacze zafundowali mu nową jakość życia. Poland Business Run, z którego to biegu pieniądze odmieniły życie Łukasza, będzie miał w tym roku piątę edycję. Biegną menedżerowie i pracownicy firm w siedmiu miastach. Z wpisowego i z akcji „Pomagam bardziej” – polegającej na tym, że drużyny z biegu przez kolejne tygodnie zbierają na wyścigi dodatkowe fundusze – Fundacja Poza Horyzonty zebrała do tej pory pieniądze, które postawiły na takie sztuczne nogi z NASA już 24 osób.

Na tyle starczyła kwota 1 005 648 zł. Dokładnie. „W zeszłorocznej edycji biegu wzięło udział 13 tysięcy osób. Co rok jest więcej. Liczymy, że ta tendencja się utrzyma” – mówi Beata Sowa z Fundacji.

Julka metalówa

Julia Urban, ośmiolatka chorująca na stwardnienie guzowate i padaczkę. Julia urodziła się chora. Mało jest aktywności, które może uprawiać, mało jest rzeczy, które sprawiają jej radość. Jedną z nich jest ruch, przemieszczanie się. Uwielbia nowy wózek i biegi z tatą do tego stopnia, że nie można go jej pokazywać, jeśli nie planuje się biegu. Jej tato Łukasz szykuje się natomiast do startów w zawodach – oczywiście razem ze swoją córką.

Tendencja zwyżkowa ma się także szansę utrzymać w rodzinie Łukasza Urbana. Osiem lat temu jemu i jego żonie urodziły się bliźniaczki: Zuzia i Julia. Pierwsza z nich niedawno zmarła, druga choruje na stwardnienie guzowate, padaczkę i opóźnienie rozwoju. Okazało się też, że ma cechy dziecka autystycznego. Żona Łukasza musiała zrezygnować z pracy, życie rodziny wywróciło się do góry nogami, a Łukasz przy okazji tego wszystkiego tył. Z 85-kilowego chłopaka zamienił się w 130-kilogramowego…

„No właśnie, kogo? Wyglądałem jak popuchnięty od bicia pałami. Ostatnio mieliśmy remont i niosłem 25-kilowy worek kleju. No i wtedy mnie uderzyło. Tyle zrzuciłem” – opowiada. Zrzucił, bo zaczął biegać. Każdy jednak trening to nieobecność w domu, żona sama z dziećmi, bo obok Julki jest jeszcze w domu zbuntowana 14-latka.

Łukasz wpadł więc na pomysł, że może wózek biegowy dla małej. Bo ona uwielbia jeździć zwykłym wózkami i kocha wyprawy samochodem. Zajrzał więc do internetu, żeby zobaczyć ceny, no i mało nie spadł z krzesła. Nie było szans. Jedyny żywiciel rodziny, dwie dziewczynki, w tym jedna chora – nic z tego. Ale znalazł Fundację Czarodziejska Góra z Wrocławia, która od lat organizuje akcję „Maciek Biega” i ma na celu popularyzację biegania wśród rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi. Napisał do nich i dostał wózek.

„Pierwszy raz wyszliśmy z Julią z duszą na ramieniu – wspomina 6-kilometrowy bieg. – Ale okazało się, że dla Julki to wspaniała zabawa. Do dziś, jak tylko zobaczy, że się ubieram, że wyciągam wózek, to szaleje. Dla niej to wielka radość. Puszczamy muzyczkę i lecimy. Ona przepada za takimi prędkościami, że ja tylko w interwałach jestem w stanie je wyrobić” – śmieje się Łukasz.

Tagi: pomoc charytatywna | biegi charytatywne | pomaganie przez bieganie

Oceń artykuł:

2.5

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij