Runner's World poleca:

Bieganie z mukowiscydozą. Kilometry walki o powietrze

Poleć ten artykuł:

Gdyby nie on, to prawdopodobnie do dziś nadal nie wiedzielibyśmy, że można przebiec maraton z mukowiscydozą. Lekarze też. Jerzy Wasilkowski udowodnił, że to możliwe. Udowodnił już cztery razy… Chociaż na początku miał problem, żeby przebiec 50 metrów.

Jerzy Wasilkowski Zobacz całą galerię

To jedna z najstarszych osób w Polsce chorujących na mukowiscydozę. Pan Jurek przeżył 50 lat, bo uprawia sport. Bo od 7 lat biega. Te lata ciężkich treningów spowodowały, że stan jego zdrowia zamiast się pogarszać – jak to w przypadku tej choroby zwykle jest – nawet się poprawił.

Lekarze nie mogą wyjść ze zdumienia, ludzie z Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą biorą go za instruktora na szkoleniach, a on biega jak szalony. Jest jedyną osobą w kraju, która z tą chorobą przebiegła maraton. I to nie raz, a cztery razy.

W formie jak zdrowi

„Mukowiscydoza dotyka wielu układów i narządów. Najwięcej problemów sprawiają zmiany chorobowe płuc, jelit, wątroby i trzustki. Podstawowym objawem choroby jest produkcja przez organizm niezwykle gęstego, lepkiego śluzu, który zatyka płuca i prowadzi do zagrażających życiu infekcji oraz utrudnia lub uniemożliwia prawidłową pracę trzustki”.

Tak na swojej stronie internetowej opisuje tę chorobę Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą. Ale w kontekście biegowych osiągnięć pana Jurka trzeba skupić się na problemach oddechowych. Kaszel, płytki oddech, częste infekcje, spadająca pojemność płuc. To problemy ludzi chorych na tę nieuleczalną chorobę. Pan Jerzy też ją ma. A problemy? W dużej mierze się ich pozbył. Weźmy taką pojemność płuc. Zanim zaczął trenować, miał ją na poziomie 40 procent. Dziś ma prawie 80, co oznacza, że ten parametr nie różni go od ludzi zdrowych.

„Ba, na badaniach usłyszałem od lekarza, że niejeden z młodych studentów medycyny, który praktykuje w szpitalu, nie może się pochwalić takim wynikiem” – mówi. Jakie są inne korzyści z biegania? A choćby takie, że pan Jerzy, zamiast brać sześć rodzajów antybiotyków, bierze tylko dwa. Może normalnie żyć, chodzić po schodach, podbiec do tramwaju, nie łapać różnych infekcji i zapaleń. Ale nie było mu łatwo. By do tego dojść, musiał stoczyć poważną walkę – głowa kontra płuca.

Zainspirowany astmatykami

Pan Jerzy urodził się 50 lat temu. Wtedy jeszcze nie było badań przesiewowych, tak jak dziś, kiedy każdemu noworodkowi robi się testy na tę chorobę. Pan Jurek był więc przez 36 lat leczony antybiotykami na zapalenie oskrzeli, na chore zatoki. Miał dziewięć razy wycinane polipy z nosa i ciągle kaszlał, ciągle mu tchu brakowało.

Dopiero w 2001 roku trafił do lekarza, który wszystkie symptomy połączył w całość i padło trafne rozpoznanie choroby. To mukowiscydoza. Panu Jerzemu trudno było się z nią pogodzić. Cóż mógł jednak zrobić innego, jak tylko wziąć się za siebie? Na szczęście pomogło to, że od 24. roku życia jeździł ze znajomymi w góry. Nabrał tego nawyku, gdy pojechał do sanatorium i trafił na współlokatora, który takie wycieczki uwielbiał.

„W trasie jednak zawsze trochę odstawałem, koledzy musieli na mnie czekać, aż złapię oddech, aż się przyzwyczaję. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to mukowiscydoza” – opowiada. Początki życia z mukowiscydozą były trudne. Choćby to, że zaraz po diagnozie musiał spędzić miesiąc w szpitalu. Potem leki, inhalacje, antybiotyki. Przez 8 lat bez większej nadziei na znaczącą poprawę. Ale właśnie wtedy, w 2009 roku, wpadł na artykuł amerykańskich lekarzy o tym, jak bieganie pomaga w leczeniu astmy. Wpadł na niego w pracy, bo jest bibliotekarzem.

„Pomyślałem, że spróbuję. No i spróbowałem. Nie było łatwo. Nie miałem pojęcia, jak zareaguje mój organizm, nie wiedziałem, jak zacząć, bo wszystkie plany treningowe są dla zdrowych. No i wszyscy dookoła mi odradzali” – opowiada. Trafił jednak na postępowych lekarzy w poznańskim szpitalu Uniwersytetu Medycznego. Tam powiedzieli, że sport ludziom chorym na mukowiscydozę pomaga, ale jak z bieganiem, to nie wiedzą.

Człowiek chory musi sam opracować sobie plan treningowy. Te dla zdrowych dla niego zupełnie się nie nadają.
„Spróbuj! Jak dasz radę, to biegaj” – usłyszał. To była jesień 2009 roku i spróbował, ale biegać się nie dało. Trzy miesiące spacerował zmiennym tempem. Najpierw szedł kilometr, a na końcu aż dziesięć. No i od lutego zaczął biegać. I znów bariera: 50 metrów nie dawało się przebiec, bo oddechu brakowało.

Uparcie rozbiegane płuca

„Każdego dnia starałem się podbiegać dalej, każdego męczyłem płuca, bo to z nimi człowiek chory na mukowiscydozę toczy walkę. Przyzwyczajone przez lata do płytkiego oddechu stawiają opór, strasznie w klatce pali. Do dziś po dwóch kilometrach mam taki kryzys do rozbiegania. Do dziś biegam głową”.

Wtedy walkę wygrał. Na wiosnę już biegał jak zdrowy człowiek. Po 10 kilometrów na jednym treningu. Wtedy wymyślił zawody, i to od razu maraton. Nikomu nie powiedział, tylko rodzinie. A i tak mu się od niej zebrało. Pan Jerzy ma problem z uszami i nosi aparat słuchowy, więc na czas ich krzyków i wyrzutów wyłączał go całkiem. Jedyny sposób, by nie dać się zawrócić z drogi. I tak to uparcie dopiął swego. Pobiegł w Maratonie Poznańskim, w październiku 2010 roku. Zrobił go w niecałe sześć godzin.

Czy trudno było? „Po trzydziestym kilometrze najbardziej bolały mnie… nogi. Tak jest, musiałem smarować tylne części ud. A kaszel? Też napadał, też odksztuszałem, ale na to byłem gotowy, do tego się przygotowałem” – wspomina.

Wstrząsy, które niosą ulgę

Do tej pory zrobił cztery maratony. I wychwala bieganie, bo dzięki niemu żyje prawie jak zdrowy człowiek. Musi brać leki, musi się inhalować, ale musiałby brać ich znacznie więcej, gdyby nie biegał. Biega nawet zimą. Ale tylko do minus sześciu stopni, bo poniżej może dojść do skurczu oskrzeli. To największe zagrożenie, bo można się udusić. Ale gdy tylko pan Jerzy czuje, że mają one już dość, to staje i pozwala im odpocząć.

„Bieganie pozwala mi też oczyścić organizm z zalegającej w nim wydzieliny. Nie tylko dlatego, że powietrze wdziera się do płuc. Największy wpływ na to mają wstrząsy towarzyszące przebieraniu nogami. Powodują, że ona po prostu odrywa mi się z oskrzeli. Że ją w czasie biegu całą wypluję” – wyjaśnia. Pan Jerzy publikuje swoje porady w czasopismach medycznych i służy pomocą towarzystwu do walki z tą chorobą. Mają go za dinozaura, bo w ich szeregach tylko jedna pani jest starsza od niego. Cieszą się też, że pokazuje innym chorym, jak sport może im pomóc.

Jak bieganie może uchronić przed infekcjami, oczyścić płuca i pomóc cieszyć się lepszym życiem. To także dzięki niemu Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą zdecydowało się zorganizować w tym roku swój pierwszy bieg, by i w ten sposób rozpropagować wiedzę o tej chorobie.

RW 03/2016

Tagi: Jerzy Wasilowski | bieganie mukowiscydoza | motywacja do biegania

Oceń artykuł:

3.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij