Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Biegną panie na ekranie [felieton Jacka Fedorowicza]

Oglądacie filmy fabularne i seriale? Jedni częściej, inni rzadziej, ale każdy coś na ekranie kinowym lub telewizyjnym od czasu do czasu ogląda. Każdy doświadczony widz oglądający w filmie pogoń samochodową, gdy tylko ujrzy stragan z owocami, wie, że zaraz któreś auto efektownie je rozrzuci, a gdy zobaczy pogoń wysportowanego mężczyzny za zwiewną kobietką na szpilkach, wie, że oboje przebiegną pół miasta, zanim on zdoła ją dogonić. Wniosek: reżyserzy powinni zacząć biegać, żeby pojąć z grubsza, z czym to się je.

Czy zwróciliście uwagę, że w każdym filmie, w każdej scenie, w której ktoś kogoś goni na własnych nogach, czyli w której co najmniej dwie osoby biegną, zawsze jest tak, że młody gangster, w niekrępującym ruchów stroju, za nic nie może dogonić eterycznej panienki w butach na szpilkach? On ją goni, goni, widzowie drżą o jej los, w pierwszym ujęciu on niebezpiecznie się do niej zbliża i... cięcie. W drugim ujęciu ona nie wiadomo dlaczego znów jest kilka metrów przed nim, dobiega do schodów, on prawie już ją ma i... cięcie. Ona jakimś cudem jest w połowie schodów, a on dopiero zaczyna na nie wbiegać: wbiega po dwa stopnie, a ona na szpileczkach stuk-stuk po jednym. Ale po następnym cięciu ona znów ma lekką przewagę, zaś my z coraz większym trudem wierzymy w prawdziwość tej sceny. I tak jest zawsze w każdym filmie policyjnym, przygodowym, w dramatach, horrorach i komediach.

Rozrywkowym filmom jakoś tę nieprawdę wybaczamy, ale w realistycznym thrillerze wybaczyć jest już trudniej. Rozumiem, że reżyserzy chcą maksymalnie przedłużyć emocjonującą sytuację, ale wszystko powinno mieć przecież swoje granice. Ta nieprawda zawsze mnie drażniła. Podobnie bywa ze scenami, w których bohatera filmu gonią psy. Już doganiają i... cięcie. Bohater jednak wciąż ucieka cały i zdrowy – cięcie; znów doganiają, kły zaraz chapsną łydkę (cięcie), po czym bohater bezpiecznie dopada drzwi. Czy ktoś widział kiedy, żeby wilczur, doberman czy inny pies pilnujący obejścia nie dogonił najsprawniejszego nawet sportowca na odcinku kilkudziesięciu metrów? Nikt nie widział. A reżyser widział. I próbuje nam wmówić, że to prawda. Jedno, co mogę przyznać reżyserom: otóż nie odważyli się oni (chyba) jeszcze pokazać pani na szpilkach, której nie może dogonić sprawny facet, którego nie może dogonić doberman.

Mam jednak nadzieję, że opisuję zjawisko zanikające, bo powszechność biegania, jego niezaprzeczalna popularność nie może pozostać bez wpływu na nawyki filmowców. Do ogólnej oceny kunsztu aktorskiego aktorki coraz częściej – jeżeli scenariusz przewiduje pogonie piesze – będzie dodawane kryterium biegowe. Potrafi artystka szybko biec naprawdę, czy nie potrafi. Jeśli nie potrafi, musi potrenować, albo do roli zaangażują inną gwiazdę.

Oko współczesnego widza potrafi już rozpoznać, czy coś jest prawdziwym biegiem, czy udawanką podzieloną na wiele ujęć, by wmówić w widza, że ktoś, kto biegnie ledwo-ledwo, jednak jakoś dorównuje sprawnemu koledze. Lub koleżance, bo kto goni, a kto ucieka, wcale we współczesnym świecie nie jest przesądzone. Liczne obserwacje własne dowodzą, że biegaczki często wyprzedzają biegaczy bez trudu, a biegi, w których na starcie stają panie na szpilkach, też nie należą do rzadkości i panie świetnie sobie dają radę w tym niesportowym obuwiu. Czekam na film, w którym Jamesa Bonda goni Joanna Jóźwik w butach narciarskich i dogania. Na jednym ujęciu, bez cięć.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze listopad 2016.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij