Runner's World poleca:

Bosy Biegacz aka polski Forrest Gump

Poleć ten artykuł:

Szczupły, niewysoki, z wąsem, wiek około 40 lat. Pozornie nic go nie wyróżnia z rzeszy biegaczy. A jednak… Od 5 lat biega boso. W mediach okrzyknięty polskim Forrestem Gumpem. "Forrest biegał bez celu, a ja biegam dla uczczenia pamięci moich zmarłych rodziców" – tłumaczy Paweł Mej, znany także jako Bosy Biegacz.

Paweł Mej: Bosy Biegacz aka polski Forrest Gump

Bochnia, półmaraton dokładnie 5 lat temu. Paweł przyjechał na te zawody, zdjął buty i pobiegł. Bez wcześniejszych treningów, przygotowań, sprzętu czy odżywek. "Jak biegam, to zapominam o tym, co się dzieje na świecie. To trochę taka moja ucieczka" – opowiada. Rzeczywiście, miał od czego uciekać.

Biegacz

Każdy bieg dedykuje nieżyjącym rodzicom, ale żeby dobrze zrozumieć tę historię, trzeba cofnąć się o prawie 40 lat. Urodził się w Warszawie, ale matka oddała go do domu dziecka. Przez kilka lat tułał się po różnych sierocińcach, aż w końcu adoptowało go małżeństwo z Baczkowa pod Bochnią.

"Ktoś w końcu okazał mi serce, wyciągnął pomocną dłoń, więc ja przez całe życie staram się robić to samo" – przyznaje Paweł.

Kiedy chodził do szkoły, po raz pierwszy zachorował na zapalenie opon mózgowych. Choroba wróciła, kiedy był w wojsku. Po 6 miesiącach spędzonych w jednostce dalej chorował, w końcu powtórnie stanął przed komisją. Dostał kategorię D1 – niezdolny do służby. Po wyjściu z wojska zaczął walczyć o odszkodowanie i pieniądze z armii. Długo to trwało, ale w końcu się udało – dziś żyje z renty w wysokości 1300 zł.

W latach dziewięćdziesiątych zmarł jego ojciec, a w 2007 roku matka. To właśnie wtedy Paweł zdecydował, że zacznie biegać – nawet nie wie dlaczego. Nie planował tego: po prostu wsiadł na rower, przyjechał na zawody i pobiegł… boso. Żadnych ran, żadnych otarć. Udało się, choć na początku wszyscy patrzyli na niego jak na dziwaka.

Maratończyk

Od tamtego czasu zdobył m.in. Koronę Maratonów Polskich, a swój 50. bieg na 42 195 m pokonał 4 listopada w Radomiu. Oprócz tego był też szereg półmaratonów i innych, krótszych biegów.

"Kiedyś jednego dnia biegłem 42 km w Jastarni, a już na drugi dzień piętnastkę w Krakowie. Innym razem 11 listopada biegałem w Warszawie, 12 listopada koło Gdańska na 6,5 km, a dzień później półmaraton w Wodzisławiu Śląskim" – opowiada.

Udało mu się także wyjechać poza granice Polski. Rok temu wystartował w maratonie w Berlinie, a co roku biega we Frankfurcie. Jeździ z jednego miejsca w drugie, czasem między dwoma startami nie śpi. Wszystkie wyjazdy sam finansuje ze swojej renty. "Często piszę do organizatorów, żeby zwolnili mnie z opłat startowych. To zawsze jakaś pomoc" – przyznaje Paweł.

Nie pamięta, który start był dla niego najlepszy, nie myśli też o biciu swoich rekordów życiowych. Jak mówi, nie biega dla wyniku, tylko przyjemności, i po to, żeby spotykać innych ciekawych ludzi. W pamięci zapadł mu jednak półmaraton w Warszawie.

"Cały dystans przebiegłem tyłem. Wiem, że trochę zablokowałem Warszawę i wiele osób miało mi to za złe, ale chyba nikt jeszcze nie pokonał takiego dystansu tyłem" – wspomina. Co ciekawe, wszystkich tych wyczynów dokonuje bez treningu, specjalistycznego sprzętu czy odżywek.

Patriota

Biegania na boso nie poleca innym, bo, jak mówi, może to być niebezpieczne. "Czasem, zwłaszcza kiedy powierzchnia jest zbyt chropowata, mam jakieś otarcia i trochę boli, ale właściwie nigdy nic poważnego mi się nie stało" – opowiada.

Z wyjątkiem jednego razu. Wystartował w biegu zimą, był mróz i leżał śnieg. Tym razem stopy nie wytrzymały. Z odmrożeniami drugiego stopnia trafił do szpitala. Rany były głębokie, ale zagoiły się w miarę szybko.

"Od tego czasu zimą odpoczywam, ale latem buty do biegania naprawdę nie są mi potrzebne. Kiedyś wygrałem jedne na maratonie we Wrocławiu. Mam je do dziś i używam: chodzę w nich do znajomych albo do kościoła" – szczerze przyznaje.

Biega boso nie tylko po to, żeby uczcić pamięć rodziców. Chce też pokazać innym, że można zrobić wszystko to, o czym się marzy. "Niedawno przez cały maraton pchałem przed sobą osobę niepełnosprawną na wózku. Tacy ludzie też mają prawo brać udział w zawodach sportowych i chciałem to udowodnić" – mówi.

Od tego roku Paweł w biegowym środowisku znany jest także z innego pomysłu. Postanowił biegać z flagą Polski. W sumie w ten sposób pokonał już 500 km. "Pomyślałem, że w tym roku jest Euro, więc trzeba bardziej utożsamiać się z ojczyzną. Parę razy ktoś chciał mi pomóc nieść flagę, ale nikomu jej nie daję. To mój pomysł i moja misja" – śmieje się.

Flaga jest więc oklejona serduszkami WOŚP, a pomysł jest taki, żeby trafiła na licytację podczas przyszłorocznego finału Orkiestry. Taki właśnie jest Mej – lubi pomagać innym.

Wolontariusz

W swojej rodzinnej miejscowości i w Polsce znany jest nie tylko z tego, że biega na boso. "Dwa razy wystąpiłem w programie »Szansa na sukces«, bo bardzo lubię śpiewać. Jak biegnę, to też sobie coś nucę" – tłumaczy Paweł.

Dzięki temu, że pokazał się publiczności w całym kraju, odnalazł swoją prawdziwą rodzinę: najpierw brata, później matkę i siostrę. Ich historię nagłośniły media w całej Polsce, a Paweł stał się rozpoznawalny. "Z bratem spotkaliśmy się na dworcu w Warszawie. Nigdy wcześniej się nie widzieliśmy, ale czuliśmy się tak, jakbyśmy byli kolegami od dawna. Jesteśmy teraz w stałym kontakcie" – opowiada Mej.

W Baczkowie i w Bochni z kolei ludzie znają go też z akcji charytatywnych. Pomaga wszystkim, jak może. Kosi trawę, odśnieża teren wokół szkoły w Baczkowie, organizuje zajęcia dla dzieciaków w świetlicy czy w szkole.

W zeszłym roku przed świętami Bożego Narodzenia na rynku w Bochni ułożył życzenia świąteczne z... 27 kilogramów monet. Pieniądze zbierał przez 16 miesięcy. W sumie te 27 kg dawało kwotę tysiąca złotych. Część pieniędzy przekazał na dom dziecka. O innych myśli także podczas biegania. Dopinguje tych, którzy nie mają już siły, pomaga, kiedy łapią kogoś skurcze, pozdrawia wszystkich kibiców. Na stałe wpisał się w polskie imprezy biegowe.

Mijający rok był dla niego szczególny. "4 listopada minęło 5 lat, odkąd zacząłem biegać. Pokonałem swój 50. maraton w życiu: w sumie wystartowałem już w 160 różnych biegach, a na dodatek 30 grudnia kończę 40 lat. Same jubileusze" – śmieje się.

Życzenia i marzenia? Jest ich kilka. Te biegowe to start w maratonie w Nowym Jorku. "Chciałbym też obiec dookoła Tatry. Sprawdziłem, że jest to możliwe. No i jeszcze przebiec z Helu do Zakopanego, oczywiście boso" – śmieje się.

Marzenie pozabiegowe? Największe to zaśpiewać na żywo z Sebastianem Karpielem-Bułecką piosenkę "Pójdę boso".

Liczby Pawła Meja

6 – tyle tysięcy kilometrów przebiegł boso

500 – tyle km przebiegł boso z flagą Polski

5 – tyle lat trwa jego przygoda z bieganiem

50 – tyle maratonów udało mu się pokonać

160 – w tylu biegach w sumie wystartował

40 – tyle lat skończy 3 grudnia 2012 roku

RW 12/2012

Tagi: ludzie | boso | biegacz | maratończyk | Paweł Mej | bieganie boso | Bosy Biegacz

Oceń artykuł:

3.3

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij