Runner's World poleca:

Bieg na sześć łap, czyli treningi z psem ze schroniska

Poleć ten artykuł:

Kiedy ponad rok temu pisaliśmy o akcji "Bieg na sześć łap", była to lokalna, olsztyńska inicjatywa. Dziś obejmuje swym zasięgiem 12 miast, a liczba chętnych do pomocy psiakom nadal rośnie. Zobacz, jak wyglądały początki tej ujmującej biegowej inicjatywy.

Human race: na sześć łap

Pies dla każdego

"Łączymy przyjemne z pożytecznym. Biegacze mają towarzystwo, a pieski okazję do tego, żeby wyjść z klatki i trochę poszaleć" – mówi Monika Dąbrowska, pomysłodawczyni akcji.

Pracownicy schroniska do udziału w tym biegowym projekcie wytypowali 36 psów. "Wybraliśmy te najmłodsze, najgrzeczniejsze, a jednocześnie te, które mają największą potrzebę ruchu" – mówi Anna Barańska.

Wszystkie są łagodne, przyjazne i nie sprawiają żadnego problemu, tak że nikt nie powinien się obawiać, że czworonożni przyjaciele podczas przebieżki narobią kłopotów.

Zasada jest prosta: przychodzimy do schroniska, wybieramy sobie kompana i idziemy biegać. Oczywiście podczas treningu pies ma założone specjalne szelki. "Nie jest to zwykła obroża, tylko właśnie szelki. To dla wygody zwierzaka. Nie można też go puszczać zupełnie wolno, bo przecież nikt nie chciałby, aby piesek uciekł" – tłumaczy Monika Dąbrowska, pomysłodawczyni akcji.

Schronisko zlokalizowane jest w lesie, tak więc pięknych tras do treningu nie brakuje. Każdy biegacz, który nie zna okolicy, otrzyma mapkę, która nie pozwoli mu się zagubić. Trasy są też oznakowane, do schroniska bardzo łatwo jest więc trafić. Na wszelki wypadek na mapce zapisany jest numer telefonu do osoby, która odpowiedzialna jest za projekt ze strony schroniska.

Akcja przyjęła się na terenie Olsztyna i coraz więcej osób zgłasza się po czworonożnych pupili. Sporym utrudnieniem była przedłużająca się zima w 2013 roku, która zniechęcała biegaczy. Mimo to znajdowali się chętni. Gdy zima minęła, pracownicy schroniska liczyli na to, iż pojawią się kolejni zainteresowani.

"Nie zamierzamy kończyć tej akcji, wręcz przeciwnie. To bardzo pożyteczne. Takie wybiegane psy są szczęśliwsze, grzeczniejsze, nie pożytkują swojej energii na zaczepki z innymi psami. No i mam nadzieję, że może dzięki temu wspólnemu bieganiu niektóre pieski znajdą nowe domy" – przyznawała wtedy Anna Barańska. A wszystko to dzięki Monice, która znalazła się we właściwym miejscu we właściwym czasie.

Dla poczucia wolności

Monika biega już kilka lat. Jak przyznaje, nie robi tego dla wyniku czy rywalizacji, ale po prostu dla siebie. "Zaczęło się banalnie" – wspomina. Dużo pracowała przy komputerze, zero ruchu, w końcu przestała być zadowolona ze swojego życia, wyglądu. "Ruszyłam się od komputera i zaczęłam biegać" – opowiada.

Wróciła do tego, co kiedyś lubiła, bo jeszcze jako nastolatka trenowała lekkoatletykę i często reprezentowała swoją szkołę na różnych dystansach. Dla zmobilizowania samej siebie w zeszłym roku w maju zapisała się na Run Toruń. Do pokonania był dystans 10 km.

"Nie chciałam się skompromitować sama przed sobą, więc sumiennie trenowałam" – śmieje się. Później były zawody w Gdyni, Mrągowie, aż w końcu Orlen Maraton. Jak mówi, nie ma spektakularnych osiągnięć. Biega dla poczucia wolności, po to, żeby chociaż na chwilę zmienić otoczenie z czterech ścian i komputera np. na las.

Tagi: bieg na sześć łap | bieg z psem ze schroniska | bieganie z psem

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij