Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Runners-world.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.6

Co komu marznie [felieton Jacka Fedorowicza]

Dawniejsze zimy były zimniejsze i pozostawiły po sobie strach przed mrozem, który wciąż w nas tkwi. Czasem jest on przesadny.

felieton Jacek Fedorowicz, felieton Jacka Fedorowicza, bieganie w zimie Jacek Fedorowicz sklasyfikował biegaczy według odczuwania mrozu / fot. shutterstock.com

Globalne ocieplenie jest faktem, więc choć jesteśmy na początku zimy, mało przydatne wydają mi się porady, jak biegacz powinien się chronić przed odmrożeniem sobie uszu. Znacznie praktyczniejsze byłyby porady, jak się nie przegrzać, kiedy już się wyszło pobiegać w pogodę – na oko – podłą, która po kilkuset metrach okazuje się utajnionym upałem.

Dobrze jest spojrzeć przed wyjściem na termometr, by nie ulegać stereotypom i okrzykom rodziny: „No chyba nie będziesz biegać w taką pogodę?!”.

Wiadomo, że bieg rozgrzewa ponad wszelkie wyobrażenia niebiegających i tłumaczenie rodzinie, że przy dziesięciu stopniach na plusie krótkie spodenki wystarczą, pozbawione jest sensu. Rodzina i tak nie zrozumie. Z drugiej strony wszelkie reguły tyczące zachowania optymalnej temperatury biegaczki/biegacza są wyjątkowo niepasujące do wszystkich. Każdemu marznie co innego.

Od dziesięcioleci obserwuję mijane osoby biegające płci obojga i zdumiewam się czasem, w jak bardzo różny sposób dbają o komfort termiczny podczas biegu. Podzieliłem je sobie na grupy.

1. Wyznawcy teorii o uciekaniu ciepła przez głowę. Nigdy nie pobiegną bez czapki. Już we wrześniu czapki płócienne zamieniają na grube, wełniane, nasuwane starannie na czoło i uszy. Czasem wkładają też kominiarki.

2. Niewierzący w hartowanie gardła. Mają zawsze starannie zasłoniętą szyję. Codziennie mam ochotę wygłosić im kazanie, że hartowanie bardziej się opłaca, bo niezahartowana szyja zawsze kiedyś się przypadkiem odsłoni i gardło będzie bolało, a zahartowanej to nie grozi.

3. Wyznawcy metod dziadkowych. W dawnych czasach biegacze (choć może raczej kolarze, bo w dawnych czasach biegaczy praktycznie nie było) mieli niezawodną metodę ocieplenia: wkładali gazety pod koszulę. Stosowałem to, biegając w zimie w czasach, gdy jeszcze były zimy, i bardzo sobie chwaliłem. Gazeta zapewnia ciepło na początku, a potem można ją bez żalu wyrzucić.

4. Zwolennicy regulacji temperatury suwakiem. Zamiast gazet wsuwanych pod koszulę można stosować kurtkę (bluzę) zapinaną z przodu na zamek błyskawiczny, koniecznie od góry do dołu. Taka bluza, w której bez możliwości rozpięcia biegacz by się ugotował, po rozpięciu daje sporo zimnego powietrza.

5. Cebulkowcy. Grupa niegdyś liczna, ale wg moich obserwacji wśród biegaczy zanika. Już rzadko się widzi kogoś ze zdjętą nadprogramową koszulką czy bluzą zawiązaną w pasie. Przeważają biegacze doświadczeni, którzy wiedzą, że warto przetrzymać te pierwsze 10 minut zimna, bo potem będzie rozkosznie.

6. Ci, którym marznie dół. Nawet w ciepłe dni stosują rajstopy, długie spodnie dresowe i twierdzą, że kto biega z gołymi nogami, będzie miał kiedyś reumatyzm. Moim zdaniem nie mają racji, ale nie wymądrzam się, bo mnie akurat nogi nigdy nie marzły.

Z tego, co nawypisywałem, ktoś mógłby wysnuć wniosek, że ja bym najchętniej biegał w kostiumie kąpielowym i na bosaka. Być może. Ale w rękawiczkach, a od końca sierpnia w rękawiczkach futrzanych. Gdy temperatura zbliży się do zera – w ocieplanych prądem. I jeszcze w nausznikach. Uszy i dłonie marzną mi nieprawdopodobnie. W temperaturze plus pięć wracam do domu i mimo rękawiczek mam palce bez czucia. Nie mam siły przekręcić klucza w zamku! Każdemu marznie co innego.

JF

Felieton ukazał się w numerze grudniowym 2016 magazynu Runner's World.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Mnie marznie twarz ;)
    ~Marcin Pietruszewski, 2017-01-28 22:55:07
  • avatar
    zgłoś
    Mnie marznie twarz ;)
    ~Marcin Pietruszewski, 2017-01-28 22:55:06
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij