Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Czego nie dawać biegaczce(-czowi) [felieton Jacka Fedorowicza]

Mamy grudzień. Dwudziestego czwartego – Wigilia. Pojawia się coroczny problem, co by tu komu wymyślić pod choinkę. Wymyślić! Bo nie sztuka wydać pieniądze. Sztuką jest prezent trafiony.

Nie ma rodziny, która nie miałaby z tym kłopotu. Ale ostatnio w wielu z nich kłopot zmalał, ponieważ w rodzinie pojawiła się biegaczka lub biegacz i rodzina wpadła na pomysł, że osobie biegającej trzeba kupić coś związanego z bieganiem. Myślę, że w tym roku liczba biegaczy, którzy zostaną obdarowani czymś do biegania, będzie znacznie większa niż w zeszłym, choć na pewno mniejsza niż w przyszłym. To upoważnia mnie do udzielenia kilku porad. Najpilniejszą z nich wydaje mi się wyliczenie przedmiotów, które rodzinie wpadają do głowy najczęściej, niestety niepotrzebnie, i powinny z tej głowy co prędzej wypaść.

1. Koszulka. Błąd. Rodzina widzi koszulki, w których rodzinny biegacz wychodzi co dzień na pobieganie i uważa, że są to podkoszulki zwane popularnie tiszertami. Tymczasem każdy biegacz wie, że koszulka do biegania powinna być wykonana z odpowiedniego materiału, który oddycha, zbiera pot, zaraz potem oddaje, grzeje w zimie, chłodzi w lecie. Robi wszystko to, czego nie potrafi zwykły materiał podkoszulkowy, który rodzina zna od pokoleń. Jeśli jednak rodzina jest już trochę wprowadzona i wie, że koszulka powinna być „techniczna”, to też nie powinna jej kupować, bo biegacz w pakietach startowych dostał ich tyle, że nie mieszczą mu się w szafie.

2. Urządzenia elektroniczne. Ogromne ryzyko błędu (to z przeżyć własnych). Zdarza się, że rodzina idzie do sklepu, tam jej radzą wymarzony gadżet dla biegającego członka rodziny, a urządzenie pod koniec dnia wykaże mu, czy wypełnił założony plan aktywności fizycznej. Biegacz dziękuje ze łzami wdzięczności w oczach, a potem długo rozpracowuje urządzenie, by po tygodniu bezskutecznych prób przekonać się, że to nie mierzy ani dystansu, ani czasu na tym dystansie i jest przeznaczone w gruncie rzeczy dla ludzi, którzy dotychczas spędzali większą część doby przed komputerem i właśnie postanowili, że czasem jednak wstaną i się ruszą. Biegacz jest nie tylko rozczarowany, ale wręcz urażony, że rodzina nie docenia jego osiągnięć w dochodzeniu do miana prawdziwego biegacza.

3. Stroje do biegania w zimie. Błąd. Owszem, za oknem mróz, pomysł sam się narzuca, rodzinie wydaje się, że idealnie zadba o swego biegacza, kupując mu przeróżne stroje chroniące przed zimnem. Niestety, niebiegająca rodzina nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo biegacza rozgrzewa bieganie i to, co mu kupiła, nada się może na wyprawę pieszą przez Antarktydę, ale do biegania w Polsce już nie, bo biegacz by się ugotował.

4. Buty. Błąd kardynalny. Każda stopa inne buty kocha, nikt obcy nie przewidzi, jakie. Grozy źle dobranych butów opisywać chyba nie trzeba. Ale uwaga, tu jest sposób: należałoby pod nieobecność biegacza zakraść się do jego szafy z butami, znaleźć bardzo znoszone, znaczy najchętniej używane, obfotografować, a następnie kupić mu ABSOLUTNIE takie same. Byłby szczęśliwy. Nie będzie niestety, bo producenci od dawna dbają o to, by kolejne modele „ulepszać”, to znaczy zmieniać, a każda najdrobniejsza nawet zmiana powoduje, że stopa może już ich nie pokochać.

Dalej umieściłbym jeszcze „osprzęt” typu pasy z pojemnikami na wodę, pochewki na dokumenty albo telefon. To też odradzam, bo na ogół każdy biegacz dobiera sobie takie, które mu najmniej przeszkadzają, a ten zasadniczy ich walor ani nie wyziera z ich wyglądu. Ale w punkcie 4. zawarta została zasadnicza porada dla wszystkich rodzin, pragnących obdarować rodzinnego biegacza: trzeba kupować to, co on ma, stale używa i widać, że niedługo zużyje. (Tu – podpowiem – idealną propozycją mogą być skarpetki.) Kupować należy tylko rzeczy identyczne. Żadnej dowolności, żadnych pomysłów własnych! Tylko wtedy biegacz będzie szczęśliwy.

A dlaczego ja poświęcam cenne miejsce w RW, zwracając się do osób, które Runnersa nie czytają, czyli niebiegających rodzin biegaczy? Bo liczę na inteligencję koleżanek biegaczek i kolegów biegaczy, którzy ten egzemplarz RW otworzą na stronie z tym felietonem i niby przez nieuwagę zostawią na stole czy w innym miejscu, w którym najczęściej zbiera się rodzina…

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze grudzień 2015.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij