Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Człowiek w masce [felieton Jacka Fedorowicza]

Dbam o zdrowie – można powiedzieć – maniakalnie. Kiedy więc nagle ogłoszono alarm smogowy, nie mogłem nie wpaść w przerażenie.

Człowiek w masce [felieton Jacka Fedorowicza] fot. shutterstock.com

Rzuciłem się do internetu, żeby dowiedzieć się wszystkiego o maskach. Wybrałem model, ale przed zamówieniem powstrzymała mnie obawa, że mogłem sobie niedokładnie wymierzyć odległość od oka do podbródka; zresztą zawsze uważam, że lepiej przymierzyć. Zacząłem dzwonić po sklepach i okazało się, że nie ma! Nigdzie!

Na warszawiaków widocznie padł blady strach, bo popędzili na miasto i wykupili. Na szczęście dodzwoniłem się do sklepu, który oferował tylko kilka dni czekania i obiecał sprowadzić dla mnie wybraną „emkę”. Pani sklepowa przez telefon upewniła się tylko, czy to dla mnie, bo rozmiaru M na ogół nie kupują mężczyźni. Zapewniłem, że jestem chudy i w ogóle jest mnie nie za wiele.

Oczekiwanie na maskę wypełniłem sobie wyszukiwaniem strony internetowej z najaktualniejszymi wynikami pomiarów. Od razu podaję, bo trzeba mieć w zakładkach: powietrze.gios.gov.pl/pjp/current, kliknąć, a potem ze strony Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska przejść do właściwego wojewódzkiego inspektoratu. Tam już będą dane z najbliższych stacji pomiarowych. Uwaga: najgorsza franca rakotwórcza to PM10 i PM2,5! Dodam, że zainstalowałem sobie też w telefonie aplikację „Jakość powietrza w Polsce”. Też pokazuje na bieżąco.

Sprawdzać musimy codziennie i gdy trzeba, biegać w masce. Ja tak robię od miesiąca i z perspektywy już nieco doświadczonego uprzedzam z góry, że najprzyjemniejsze to nie jest. Przy nie bardzo intensywnych oddechach jest OK, ale gdy osobnik o małej pojemności płuc przyspiesza i gorączkowo łapie powietrze – maska niestety zaczyna oddychanie utrudniać.

Po godzinie utrudnia już niezależnie od tempa oddychania, bo stopniowe nawadnianie wnętrza maski trwa i człowiek w masce ma wrażenie, że z winy swojego nosa już nie biegnie, a pływa w morzu. O wysokim zasoleniu zresztą. Kapanie z nosa, które zimą niektórym się zdarza, staje się problemem, bo maksymalnie nasączony filtr zatyka usta, trzeba więc wykręcać twarz i starać się wdychać bokiem.

Do tego, gdy mija półtorej godziny, u mnie się robi dodatkowe utrudnienie, bo pojawia się nieznośny ból u nasady nosa, gdzie jest twarda listewka; jeszcze nie wypraktykowałem sposobu, jak ją przygiąć, żeby tak nie uwierała. Może to tylko ja tak mam, a wasze nosy okażą się dla masek łaskawsze? Na razie powtarzam sobie, że trzeba to znosić dla zdrowia. Zapięcia poluzować się boję, bo a nuż na brodzie się rozszczelni?

Ale to też już moja niefortunna cecha osobnicza. Pani w sklepie, przymierzając, stwierdziła, że mam za nisko uszy, przez co trudno jest maskę zapiąć na odpowiedniej wysokości. Pocieszam się, że dzięki temu innym podobno potnieją okulary, a mnie nie. Dobrze jest mieć coś na pociechę, bo bez tego trudno by było biegać z uszami za nisko. A biegać przecież trzeba niezależnie od wszystkiego.

JF

RW 03/2017

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij