Runner's World poleca:

Dolina w ogniu

Poleć ten artykuł:

Kenijska prowincja Rift Valley jest słynna z tego, że pochodzą z niej najlepsi biegacze długodystansowi na świecie. Reporter RW odwiedził ją w czasie zamieszek etnicznych, by opisać konflikt, który spustoszył Kenię i dotknął jej najlepszych biegaczy.
Zobacz całą galerię

Przepraszam, ale przez te morderstwa nie zabiorę Pana do Iten" - szepcze Jacob. Miasto jest położone na krawędzi Rift Valley, na wysokości 2438 m n.p.m. To centrum regionu, który wydał więcej czołowych biegaczy niż jakiekolwiek inne miejsce na Ziemi. Stąd pochodzą mistrzowie olimpijscy i rekordziści świata, tacy jak Kip Keino, Moses Tanui, Lornah Kiplagat, Paul Tergat i wielu innych.

Teraz jednak ten zakątek Rift Valley zdobył nową, koszmarną tożsamość - stał się centrum czystek etnicznych. W Nairobi poinformowano mnie, że do Iten nie dojadę żadną drogą, ponieważ blokują je rebelianci. Lecę więc do Eldoret, godzinę drogi od Iten, mając nadzieję, że jakoś uda mi się dostać tam z drugiej strony. Na lotnisku czeka na mnie Jacob, taksówkarz z plemienia Kikuju (największej i najbardziej rozproszonej na terenie całego kraju kenijskiej grupy etnicznej).

Wielu jego sąsiadów pochodzi z innych plemion. Dwa tygodnie temu jeden z nich, o którym myślał, że jest jego dobrym przyjacielem, człowiek, z którym setki razy dzielił się chlebem, z którym pił piwo, kiedy ich dzieci bawiły się razem na podwórku, spalił jego dom. Jacob został zmuszony potajemnie wywieźć swoją rodzinę bocznymi drogami z Rift Valley do zdominowanej przez członków jego plemienia centralnej części kraju, gdzie byli bezpieczni.

Potem wrócił do Eldoret. „Nie miałem wyboru. Muszę pracować, żeby utrzymać rodzinę" - tłumaczy mi. Twierdzi, że nie może zawieźć mnie na stację matatu, kenijskich busów-taksówek, pełną stojących w kurzu rozklekotanych Toyot Hiace. Jacob wysadza mnie około pół mili od postoju. Resztę drogi pokonuję rikszą, by w ostatniej chwili złapać odjeżdżające matatu.

Na drodze z Eldoret do Iten postawiono dziesiątki prowizorycznych blokad. Niektóre sklecono z wypalonych samochodów, inne z przyciągniętych przez traktory głazów, niektóre z drzew wyrwanych z korzeniami. Przy każdej widać grupki obszarpanych nastolatków, którzy czekają, by zatrzymywać przejeżdżające pojazdy. Potencjalne zagrożenie stwarzają też ludzie przyglądający się blokadom z oddali.

To lokalne milicje, które - jak same twierdzą - są powołane do ochrony ludności. Co jakiś czas zatrzymują losowo wybrane pojazdy i pytają pasażerów o nazwiska, po których można rozpoznać przynależność plemienną. Nawet język, którym ktoś się posługuje, może przesądzić o jego życiu lub śmierci - angielski i suahili to oficjalne języki w Kenii, ale każda z ponad 40 grup etnicznych posługuje się swoim własnym narzeczem.

Po wyborach prezydenckich, których wyniki powszechnie uważane są za zmanipulowane, Kenia pękła wzdłuż dawnych, etnicznych podziałów. Członkowie plemienia Kalenjin oraz innych grup narodowych zaczęli mordować ludzi z plemienia Kikuju. Wskutek tego w części prowincji Rift Valley, która historycznie należy do plemienia Kalenjin, prawie nie ma już Kikuju. Wszyscy, których złapano, zostali zabici maczetami.

Tagi: Kenia | ludzie | biegacze | Rift Valley | zamieszki | trening | Afryka

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij