Runner's World poleca:

Dotrzymać obietnic - Joanna Sadowska

Poleć ten artykuł:

Kiedy syn Joanny urodził się z wadą genetyczną, przysięgła Bogu i sobie, że jeśli operacja się uda, przebiegnie maraton. Zaczęła walkę o zdrowie dziecka i z własnymi słabościami. Z obu starć wyszła zwycięsko.

Zobacz całą galerię

To Kuba mnie zdopingował - zapewnia Joanna Sadowska z Poznania. Kuba to jej synek, który urodził się jako wcześniak. Miał wadę genetyczną: przyszedł na świat z sześcioma palcami u prawej dłoni. „Modliłam się: mój Boże, spraw, by operacja udała się. Szukałam w głowie czegoś niemożliwego, co będę mogła obiecać, że zrobię, gdy Kuba wyzdrowieje. Wtedy pomyślałam: maraton! Na zostanie maratończykiem nigdy nie jest za późno" - wyjaśnia Joasia.

Aż kipi energią podczas treningu. Mając czterdziestkę, zaczęła przygotowywać się do swojego pierwszego w życiu maratonu. Wybrała oczywiście Poznań, miała czas do 12 października 2008 r. Przedtem jej kontakt z bieganiem był - nazwijmy to po imieniu - epizodyczny. Na pierwszym planie była najpierw szkoła średnia, a potem studia.

 

Przebiegnę maraton!

Czas spędzony na szpitalnych korytarzach i w gabinetach dłużył się. „Chciałam, by już było po operacji. Wierzyłam, że wszystko się uda, że Kuba będzie zdrowy, ale gdzieś na dnie serca paraliżował mnie lęk. To znają wszystkie matki" - wspomina Joasia. Operacja udała się. Kuba wyzdrowiał.

„Poczułam przypływ energii. Przypomniałam sobie o obietnicy. OK, maraton, tylko od czego zacząć? - zastanawiałam się. Wtedy jeszcze naiwnie myślałam, że nie ma różnicy pomiędzy biegiem na 10 km czy 20 km, a na 42 km 195 m. To tylko więcej kilometrów, nic ponadto. Do poznańskiego maratonu było niecałe pięć miesięcy. Czułam się tak, jakbym miała przez ten czas przeczytać encyklopedię.

Wysłałam e-maila na adres „Gazetowej" drużyny. Myślałam, że w odpowiedzi dostanę coś w rodzaju: droga pani, cenimy pani zapał, ale nie da pani rady, prosimy zgłosić się za rok. Jaka była moja radość, gdy dostałam plan treningowy. Prawdziwy plan treningowy! Zaczęłam biegać". Joanna cieszyła się, że jej przygoda z bieganiem zaczęła się na wiosnę. O wiele przyjemniej trenować, gdy świeci słońce...

 

 

Ja biegaczką?!

„Gdy w lesie mijali mnie biegacze, zazdrościłam im kondycji. Musiałam też zrzucić parę kilogramów, które zostały mi po ciąży. Mój mąż Wojtek dopingował mnie do treningów i pomagał, jak mógł. To było bardzo ważne. Kręciłam kilometry i czułam, że coraz lepiej mi idzie. Zadyszka gdzieś zniknęła, nogi wzmocniły się. Stopniowo też zaczęłam odkrywać, że dobre buty to nie wszystko. Wiem, że buty do biegania nie są na całe życie i przed startem w Poznaniu będę musiała zafundować sobie nowe" - mówi Joanna.

Na początku biegała w spodniach dresowych - nawet latem. Z czasem odkryła, że są specjalne staniki dla biegaczek i specjalistyczne koszulki. Czas przygotowywania się do maratonu szybko mijał. Półtora miesiąca przed startem przyszła pora na sprawdzian. Joanna wybrała lokalny bieg na poznańskich Ratajach. „Choć dystans był niewielki w porównaniu z maratonem - ok. 5 km - to marzyłam tylko o tym, żeby nie być ostatnia. Ryzyko, że tak się właśnie stanie, było tym większe, że startowało zaledwie 30 biegaczy. Nie mogłam zgubić się w tłumie". 

Tagi: Joanna Sadowska | maraton | biegacze

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij