Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Runners-world.PL

PODZIEL SIĘ

1


OCEŃ
3.6

Ernest Andrus: 90-latek przebiegł USA jak Forrest Gump

Dlaczego ponad 90-letni weteran marynarki wojennej USA wyruszył w 3-letnią podróż, by w tym czasie przebiec Stany od wybrzeża do wybrzeża jak Forrest Gump? Oczywiście, żeby uratować statek! Poznaj Erniego, który udowadnia, że nigdy nie jest za późno.

Ernest Andrus: Nowy Forrest Gump Ernie przed swoim kamperem, który towarzyszył mu podczas ponad 3-letniej wyprawy / fot. Jen Judge

Siedzi przed swoim laptopem na zawalonym wszystkim co możliwe kuchennym stole i opowiada o swojej przygodzie, którą żył przez ostatnie trzy lata. Pod stołem cztery pary Brooksów w idealnym porządku. Ernest Andrus przez 91 lat swojego życia robił wiele rzeczy: był żołnierzem, sanitariuszem, marynarzem w czasie w czasie II wojny światowej, mężem i ojcem, księgowym, a teraz jest ultramaratończykiem (szczególnego rodzaju).

„Zawsze powtarzam, że nauczyłem się chodzić w wieku 40 lat, bo wcześniej poruszałem się zawsze biegiem – mówi Andrus. – Moja druga żona, a przeżyłem ich trzy, ostrzegała: »Zwolnij, bo umrzesz na atak serca«. No to zwolniłem. I to był mój błąd”.

Skupił się na pracy (w aptece i w sklepie z warzywami) oraz na wychowaniu ośmiorga dzieci. Ale kiedy dotarło do niego, że nie ma siły, by pograć ze swoim synem w baseball, wrócił do biegania. W roku 1984, mając 60 lat, wystartował w biegu na 10 km w rodzinnym Los Angeles. I od tego czasu startuje tam zawsze.

Moja pierwsza połówka

„Pierwszy półmaraton przebiegłem, kiedy miałem 86 lat – mówi. – Mając 88 lat, wziąłem udział w sztafecie na dystansie 320 kilometrów i tak mi się to spodobało, że zrobiłem to jeszcze trzy razy”.

Zdecydował się na większe wyzwanie, kiedy usłyszał o gościach, którzy przebiegli w poprzek Amerykę. „Sprawdziłem w sieci i okazało się, że nikt z dziewięcioma krzyżykami na karku tego nie dokonał. Powiedziałem więc sobie: »Myślę, że ja mogę to zrobić«”.

Dowiedział się, że najstarszym był Paul Reese, który dokonał tego w 1990 roku, mając 73 lata. 7 października 2013 roku, w wieku 90 lat, Andrus wyruszył w drogę, by zostać najstarszym naśladowcą Forresta Gumpa w podróży z jednego wybrzeża USA na drugi. Rozpoczął w San Diego, pokonując średnio 30 km tygodniowo.

W okolicach Bożego Narodzenia był niedaleko granicy Nowego Meksyku z Teksasem. Jego plan? Przebiec 3000 mil i dotrzeć do wybrzeża Atlantyku w Georgii przed swoimi 93. urodzinami, które przypadały w sierpniu 2016 roku. Andrus ma mały brzuszek, siwe włosy i wygląda raczej na leciwego dziadka, który wybiera się do sklepu z pomocą elektrycznego wózka. Nie wygląda na takiego, który byłby w stanie przebiec dookoła bloku, a co dopiero przez całe Stany. Jego plan wydawał się szalony, ale starszy pan zawziął się i uwierzył, że jest w stanie tego dokonać.

Pamięta dokładnie wszystkich żołnierzy, z którymi ramię w ramię walczył ponad 70 lat temu w Europie. Zapisuje wszystkie swoje biegi w Excelu, jest w kontakcie z ponad 1000 osobami na Facebooku, a uścisk jego dłoni może przyprawić o siniaki. I w każdy poniedziałek, czwartek i sobotę ubiera swoje Brooksy, pokonując w nich wyznaczony dystans. Ernest (Ernie) Andrus nie jest jednak nawiedzonym staruszkiem – on jest mężczyzną z misją.

Z miłości do statku

Jej częścią jest zebranie funduszy, dzięki którym wyśle z USA okręt desantowy USS LST 325 do Normandii na 75. rocznicę lądowania tam aliantów w 1944 roku. LST (Landing Ship Tank) był okrętem, który według Dwighta D. Eisenhowera i Winstona Churchilla wygrał dla sprzymierzonych II wojnę światową. Takie statki podpływały do francuskich plaż i pozwalały na desant tam czołgów, artylerii i ludzi. Służyło na nich ponad 150 000 żołnierzy – jednym z nich był Andrus, który spędził na LST 124 osiemnaście miesięcy jako sanitariusz. Nie są to często miłe wspomnienia. Jak np. to o 18-letnim chłopaku, któremu musiał amputować ramię, a ten po obudzeniu się był mu wdzięczny niż zrozpaczony.

Tygodniowy „przebieg” to 30 kilometrów. Ale Andrus utrzymuje go po 90.
„Większość z rannych w tej operacji chłopaków nie przeżyła” – wspomina drżącym głosem Andrus. W 2000 roku grupa amerykańskich weteranów odnalazła jeden z ostatnich nadających się do żeglugi okrętów desantowych z czasów wojny. Statek cumował w Grecji, mocno zardzewiały, z silnikami, które nie pracowały od wielu miesięcy. Amerykanie mogli go zabrać, ale potrzebnych było ponad 40 młodych i silnych facetów, by doprowadzić okręt do stanu używalności i popłynąć nim do domu. Średnia wieku weteranów wynosiła 72 lata, a było ich 28.

Andrus był najstarszy (77 lat). 10 stycznia 2001 roku, po sześciu miesiącach ciężkiej harówki i ponad 42 dniach spędzonych na morzu, załoga emerytowanych marynarzy wpłynęła LST 325 do zatoki w Mobile (stan Alabama). Andrus czekał na nich w dokach: podczas pracy przy okręcie w Grecji nabawił się zapalenia żył w nogach i po 13 dniach żeglugi lekarz zalecił Erniemu szybszy powrót do domu. Kiedy okręt przycumował do brzegu, Andrus dołączył do załogi. „Nikt nie wierzył, że nam się uda – wspomina. – Kiedy wypływaliśmy z Grecji, byliśmy bandą szaleńców, a do Mobile dotarliśmy jako bohaterowie”.

Pierwotny plan zakładał, że uda się wrócić statkiem do Normandii na 70. rocznicę desantu aliantów. Ale koszty – około 10 milionów dolarów – okazały się za duże dla fundacji USS LST Ship Memorial, która jest właścicielem okrętu (musiałby być holowany przez inny statek). Dlatego Andrus zasugerował inny termin: rok 2019, 75. rocznicę desantu. Wykombinował, że uda mu się zebrać te pieniądze.

„Już wcześniej planowałem swój bieg, ale dopiero wtedy pomyślałem, że mogę go wykorzystać do tego, by statek znalazł się we Francji”. Na początku biegowej przygody Andrusa zmarła jego pierwsza żona, Susan. Wziął wtedy 3 tygodnie wolnego i jedyne, czego pragnął, to powrócić do biegania. Podobnie było, kiedy na raka zmarła jego druga żona, June. Nie był wtedy w stanie pracować czy choćby rozmawiać przez telefon. Jedyne, do czego był zdolny, to bieganie.

Rekordzista

Sam zaplanował całą skomplikowaną logistykę wyprawy. Wybrał trasę na południe, ze względu na ciepły klimat. Parkował swojego kampera około miesiąca w jednym miejscu. Do transportu na miejsce startu i z powrotem do kampera wykorzystywał Dodge'a, którego holował za kamperem. W dni, w które nie biegał, wykorzystywał go również na sprawdzenie trasy, jaką miał pokonać następnego dnia, i siedział na FB.

Szukał kontaktów z biegaczami, którzy chcieliby do niego dołączyć, albo takich, którzy mogliby go podrzucić z końca danego odcinka na jego początek, gdzie znów wsiadał do swojego auta. Ale przynajmniej połowę dystansu pokonał samotnie. Wtedy, by wrócić do swojego Dodge'a, łapał stopa.

„Niewielu ludzi przejeżdża obojętnie obok starszego pana” – mówi, przymrużając oko. Jak wielu rozsądnych biegaczy, Andrus trzymał się tego, co sprawdzone. Wstawał około godziny 3:45 rano, robił serię ćwiczeń wzmacniających, które praktykował przez ostatnie 40 lat, i wypijał kubek kawy. W dni biegowe nie jadł śniadania i nie pił wody. Wydaje się, że nie pija jej w ogóle. „Raz spróbowałem i nie bardzo mi smakowała” – mówi.

Wyrusza na trasę przed 7 i biegnie w tempie około 12:30 na kilometr. „Mógłbym szybciej maszerować, ale wykończyłbym się po 3 km” – śmieje się. Wiele osób zatrzymuje się przy nim, gratuluje i wręcza pieniądze. W czasie biegu zebrał ponad 3000 dolarów, ale jest równie wdzięczny tym, którzy z nim biegli. Przeżył trzy żony i wielu przyjaciół.

Dzieci rozrzucone są po całym kraju, więc bieg jest w takim samym stopniu próbą pobicia rekordu, uhonorowania dawnych towarzyszy broni, jak i okazją do poznania nowych ludzi. Dlaczego to zrobił? Mówi, że by zebrać pieniądze na wysłanie LST 325 do Normandii, by być najstarszym gościem, który przebiegł w poprzek USA. I zaraz dodaje: „Bo kocham biegać”. Do celu dotarł 20 sierpnia 2016 roku – dzień po swoich 93. urodzinach.

RW 11/2016

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij