Runner's World poleca:

Ewa Swoboda: Sprinterka z talentem do bicia rekordów

Poleć ten artykuł:

Jej nazwisko to jednocześnie jej styl. Z łatwością, lekkością i urokiem idzie na sam szczyt. Cała Polska trzyma za nią kciuki, żeby się nie spięła, bo Ewa Swoboda to nasza coraz większa nadzieja. Gdy w takim stylu bije się kolejne rekordy, to naturalne, że podsyca się oczekiwania kibiców.

Ewa Swoboda Zobacz całą galerię

„No nie wiem, może dobry trening. No nie wiem. Jakoś tak wszystko pykło” – tak powiedziała Ewa Swoboda w lutym tego roku w Toruniu. Było to po sławnym już biegu, w którym pobiła rekord Polski i rekord świata juniorek na 60 metrów.

A potem cała zapłakana oglądała jeszcze raz swój występ. No i sama się zdziwiła, że nie widać u niej żadnej „spiny”. Bo to jest jej ogromny atut: luz, relaks, pewność siebie. Te wszystkie cechy ujawnia nasza coraz wspanialsza sprinterka nie tylko na bieżni, ale w życiu codziennym.

Żywe srebro

W 2013 roku czterokrotnie, a w 2014 r. trzykrotnie poprawiła rekord Polski juniorek młodszych na 100 metrów. Zajęła czwarte miejsce na tym dystansie podczas mistrzostw świata juniorów młodszych w Doniecku i piątą lokatę podczas mistrzostw świata w amerykańskim Eugene. W 2014 roku zdobyła złoty medal mistrzostw Polski.

W ubiegłym roku wypłynęła na szerokie światowe wody i na mistrzostwach Europy juniorów wybiegała złoto. Ale prawdziwą furorę zrobiła teraz, na głośnym już w całym kraju biegu w Toruniu. To właśnie tam wybiegała na 60 metrów czas 7,07 s i zapewniła sobie miejsce w historii, bijąc rekord świata w swojej kategorii wiekowej.

A jeszcze kilka tygodni wcześniej w Łodzi po wygranym sprincie tak skomentowała swój styl: „Widać luz, widać prędkość, widać, że jestem trochę gruba. I moje fajne tatuaże!”. Ten komentarz pokazuje, że ma do siebie dystans, że nie traktuje się superserio. No i że uwielbia tatuaże. A ma ich już kilka. To jednak świeża sprawa, choć od jakiegoś czasu regularnie ich przybywa.

Teraz już jest dorosła i może sobie na nie pozwolić. Bo mimo całej tej życiowej swobody przyznaje, że w ostatnich miesiącach dojrzała. „Na spontaniczność stawiam na zawodach, w życiu prywatnym jestem trochę poważniejsza” – wyjaśnia. Rzeczywiście, są tacy, którzy jej styl bycia porównują do Usaina Bolta. Ona też potrafi charyzmą, urokiem i pomysłowością oczarować publiczność. Ewa zapewnia, że go nie naśladuje, choć w przyszłości chciałaby być taka jak on – dobra i popularna.

„Ale idoli nie mam, na nikim się nie wzoruję. Chcę po prostu tworzyć swoją historię” – wyznaje. A jak wygląda jej historia? Iwona Krupa, jej trenerka, autorka sukcesu naszej nadziei, poznała Ewkę, gdy ta była w czwartej klasie szkoły podstawowej. No i przyszła rekordzistka świata już zdradzała talent do bicia rekordów. Nie miała sobie równych w żywiołowości, cały czas przebierała nogami – po prostu żywe srebro, nie dziewczyna.

A że była w klasie lekkoatletycznej, to znalazła dla tej energii pozytywne ujście. W gimnazjum mniej trenowała, a do tego wpadła w złe towarzystwo – choć na szczęście dla nas wszystkich dobrze się ta jej buntownicza przygoda skończyła. Obie z trenerką śmieją się, że tak się wałęsała, że obeszła Żory trzy razy dookoła. Żory – to właśnie jej rodzinna miejscowość. Ewa ma wielkie szczęście, że właśnie tam, w tym małym mieście pracuje Iwona Krupa, jej trenerka.

Była zawodniczka, a jednocześnie nauczycielka wychowania fizycznego w Gimnazjum nr 4 w Żorach. Nauczycielka z wielkim sercem. Kobieta, która założyła swój klub sportowy i której nie tylko udaje się krok po kroku prowadzić Ewę na wyżyny sportowej kariery, ale która też potrafiła dogadać się z tą charakterną dziewczyną. Bo obie nie ukrywają, że miały ciche dni, że bywało między nimi nie za wesoło. Bo Ewa ciągle dojrzewa.

„Taka całkiem dorosła to jeszcze się nie czuję” – przyznaje sprinterka. Poza tym ze Swobody jest niezła zadziora. Na przykład przeciwniczek z zagranicy nie ogląda przed zawodami na YouTube. Dlaczego? „Bo wolę się nakręcić na stadionie” – mówi. A jak już się nakręci, to raczej się nie boi – no chyba że zdarzy się jakaś potężnie zbudowana seniorka. Ale tak całkiem poważnie, to rytuał przedstartowy nie skupia się wcale na budowaniu napięcia, ale na krótkiej modlitwie, na pocałowaniu naszyjnika i powiedzeniu sobie: „Dam radę”.

Ewa nie pęka

Czasem jeszcze Ewa pozwoli sobie na batonika czekoladowego – tak dla lepszego samopoczucia przed samym wejściem na start. A co myśli, jak już jest w blokach startowych i patrzy na metę? Bo myśli dość wesoło, jak na Ewę Swobodę przystało: „Jezus, jak to daleko!”. Bo choć nie jest to maraton, to wysiłek dla organizmu jest bardzo duży. Dlatego Iwona Krupa rozsądnie dozuje starty młodej sprinterce. Żeby nie przeciążyć mięśnia dwugłowego, któremu już się zdarzył uraz, i kolan, które Ewa ma szczególnie wrażliwe. Ale to twarda dziewczyna. Nie pęka.

Tagi: Ewa Swoboda | polska sprinterka | polscy lekkoatleci

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij