Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Finiszuje ziemniakoman przed budyniolubem! [felieton Jacka Fedorowicza]

Zgłaszając się do biegu przez internet za pośrednictwem „datasport”, po wpisaniu imienia, nazwiska, klubu, wieku, telefonu etc. od jakiegoś czasu można skorzystać z możliwości wypełnienia dodatkowej rubryczki. Ależ to kopalnia tekstów dla satyryka!

Zachęta do wpisu brzmi: krótka (250 znaków) informacja o Tobie i Twoich osiągnięciach, które zgadzasz się opublikować w internecie i na liście startowej, a także do wykorzystania przez komentatora.

Jak reagują na tę propozycję biegaczki i biegacze? Wnikliwa lektura może dostarczyć wielu wrażeń. Przejrzałem trzy listy startowe: półmaratonu, w którym wziąłem udział, półmaratonu, w którym chciałem wziąć, ale on się nie odbył, i półmaratonu, w którym udział wezmę, jeżeli w międzyczasie nie zdewastuję sobie (znowu) jakiegoś ścięgna czy innej kości. We wszystkich trzech większość startujących nic nie wpisała. Ci, co wpisali, potraktowali rubryczkę na ogół zgodnie z intencją organizatorów, pisząc tam coś o swoim bieganiu, podając wyniki, liczbę ukończonych biegów albo zdradzając, że właśnie startują w półmaratonie po raz pierwszy.

Wielu rezygnuje z suchych liczb, decydując się na podanie motywu: „Biegam, bo lubię”. Takich wpisów jest kilkanaście i tylko jeden samotny Tomasz T. z Piły oświadcza: „Nienawidzę biegać”. Może to i dobre poddanie tematu komentatorowi, który na mecie opowiada o finiszujących właśnie zawodnikach? W wypadku Tomasza może wygłosić pochwałę, że proszę, nienawidził, a jednak dobiegł.

Maciej z Poznania idzie dalej w ułatwianiu komentatorowi życia, bo daje mu gotowy tekst, nic tylko odczytać: „Na metę wbiega ze swoją najlepszą biegową partnerką – Weroniką. Cały dystans przebiegli krok w krok, bo bieganie to sport drużynowy”. Zwróćmy uwagę na czas przeszły: przebiegli. Maciej, zgłaszając się do biegu, już wie na pewno, że na metę wpadną razem, po przebiegnięciu dystansu w identycznym tempie. Godne podziwu zaufanie do możliwości własnych i partnerki.

Można scharakteryzować swą sylwetkę syntetycznie. Tomasz z Lubina pisze: „Lubię jeść budyń”. W sympatii do budyniu nie ma może niczego szczególnego, ale zgłaszanie tego jako swej cechy godnej rozpowszechnienia wydaje się sugerować, że autor wpisu nie traktuje rubryki śmiertelnie poważnie. I takich jest wielu, bo np. wrocławianin Paweł oświadcza: „Lubię radzieckie pierogsy” (?), a poznaniak Maciej: „Uwielbiam ziemniaki z brązowym sosem oraz piwo porter” – co ewentualnie można traktować jako delikatną sugestię pod adresem organizatorów przygotowujących posiłek po biegu. Marcin ze Śliwic zdradza zaś: „Lubię jeść czosnek” – to z kolei brzmi jak ostrzeżenie dla zbyt blisko biegnących.

Są tacy, co korzystają z okazji, by skrzyknąć chętnych na imprezę: „Po biegu jedziemy do Buku :) !!!” – pisze mieszkanka Środy Wielkopolskiej, co pozwala podejrzewać, że nie chodzi tu o organizowanie pasażerów na powrót autem do domu, bo Buk to inny kierunek niż Środa.

Obficie reprezentowany jest dział pożytecznych sentencji. Joanna D. (Rokitki) – radośnie: „Nie żyję, by lepiej biegać, biegam, by lepiej żyć!!!!”. Michał W. (Poznań) – bez przesadnej skromności: „Nie trzeba być wielkim, żeby zacząć, ale trzeba zacząć, by być wielkim”. Marek J. (Wrocław) – literaturoznawczo: „Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba dać zwycięstwo. Homer”. Innego klasyka, Milana Kunderę, parafrazuje Piotr P. (Kowary): „Nieznośna lekkość butów…”, a równie oczytana Justyna S. (Grodzisk) wyznaje: „Żółwikiem jestem i nic, co żółwiowe, nie jest mi obce”.

Być może cytowani będą mieli pretensje, że podałem ich imiona. No ale na listach startowych ich wpisy widnieją podpisane pełnym imieniem i nazwiskiem. Podanie samych imion traktuję tu jako kompromis, na wypadek gdyby ktoś uznał, że RW ma więcej Czytelników niż lista startowa i wpis zostaje jak gdyby „bardziej upubliczniony”. Że tak to mogą traktować zawodnicy, upewnia mnie tekst Piotra G. z Radzymina: „Biegam dopiero drugi rok, od niedawna z 2 córkami. Po cichu przygotowuję się do pierwszego maratonu na jesieni, ale nikomu o tym nie mówię”. Trochę jak w starym dowcipie z cyklu o blondynkach: „Ziuta, wyobraź sobie, że Mańka zdradziła Genka z Poldkiem, ale to tajemnica, przysięgnij, że nikomu nie powiesz! Ja też przysięgałam!”.

SPROSTOWANIE: Popełniłem rażący błąd w poprzednim felietonie. Jak mi Zawadzki powiedział, że zysk na półmaratonie dzięki ścinaniu zakrętów to ponad 80 metrów, dołożyłem od siebie, że przy tempie 6 min/km zyskam 50 sekund. A to nieprawda i każdy, kto umie liczyć, natychmiast to zauważy.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze wrzesień 2013

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij