Forma komandosa
Fot. Jacek Heliasz
Jego doświadczenia z bieganiem z pierwszych lat służby wcale nie są takie złe. Nieswojo zrobiło się generałowi dopiero po objęciu dowództwa GROM-u w 2000 roku. Wymyślono wtedy egzamin z wychowania fizycznego w sztabie generalnym.
Wystarczyło tylko wystartować w biegu, żeby zaliczyć egzamin, więc większość egzaminowanych przez całe 3 km po prostu szła sobie wokół stadionu. Ale nie generał Polko. "Biegłem wtedy samotnie, a wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę, myśląc zapewne, co to za narwaniec, który męczy się, zamiast kultywować spacerowy tryb życia.
W polskiej armii przeważała mentalność rodem z Ludowego Wojska Polskiego, gdy oficer wracający pijany do domu to norma, a założenie spodenek, koszulki i butów do biegania nie przystoi poważnemu człowiekowi"- martwi się Polko.
O "niepasowaniu" do standardowego wizerunku generała:
Nie tylko biegacze, ale wszyscy sportowcy tryskają energią, częściej się uśmiechają i sprawiają wrażenie dużo młodszych, niż są. "Nie jestem wcale najmłodszym polskim generałem - uśmiecha się Polko - i wcale jakoś rekordowo szybko nie awansowałem, ale każdy, kto mnie spotyka, zwraca uwagę, że jestem młody. I coś w tym jest, skoro moja żona, kiedy była na nominacji generalskiej w Pałacu Prezydenckim, była przerażona, gdy zobaczyła grupę smutnych, zmęczonych życiem panów w mundurach".
O swoim zamiłowaniu do biegania:
Generał od zawsze uprawiał sport. Ale do biegania namówił go Jarosław Szota, kierowca, z którym jeździł kiedyś w GROM-ie i który cały czas opowiadał, jak fajnie jest pobiec w maratonie. "To dzięki niemu połknąłem bakcyla - wyjaśnia generał. - To sport, który można uprawiać wszędzie, bez problemu. Bardzo lubię pływać, ale nie wszędzie są pływalnie. Tymczasem biegacze, których podziwiam, potrafią wstać przed piątą, żeby zaliczyć trening i później pojechać do pracy".
O rezygnacji z dojeżdżania do pracy:
Kiedy pełnił obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego w 2007, zamiast dojeżdżać do pracy samochodem, jak przystało na wysokiego rangą oficera, generał do pracy... dobiegał. Jedna z gazet wyliczyła, ile pieniędzy oszczędza na paliwie do przysługującego mu służbowego auta. A do tego trzeba doliczyć pieniądze dla kierowcy, bo generał pracuje od 8 do 20, więc trzeba byłoby zatrudnić jeszcze jednego na drugi etat, który wieczorem odwoziłby generała do domu.


















NEWSLETTER