Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Gadżet Pomocny Sporadycznie [felieton Jacka Fedorowicza]

Jakimś cudem udało mi się zrobić sześć półmaratonów w ciągu trzech miesięcy letnich, co poza zdumieniem, że przeżyłem, przyniosło mi garść spostrzeżeń prowadzących do wniosku, że biegi nam się unowocześniają.

Pierwsza oznaka tej nowoczesności to tzw. koszulki techniczne. Dawniej dawali każdemu w pakiecie startowym bawełnianą, która była w zasadzie bezużyteczna, bo za ciepła, nieprzepuszczająca powietrza, cała w plamach od potu po kilkudziesięciu krokach, jeśli ktoś próbował w niej biec. Do tego jeszcze była z reguły skrojona na kogoś innego, przy czym wrażenie, że na kogoś innego, odnosił każdy z obdarowanych zawodników, bez względu na gabaryty i proporcje ciała, tak więc o żadnej zamianie z kolegą mowy być nie mogło. To po prostu nie pasowało na nikogo. Koszulka techniczna jest doskonałą odwrotnością wymienionych wyżej cech koszulki bawełnianej i dobrze, że pojawia się coraz częściej w pakietach startowych.

Druga oznaka nowoczesności to dżi-pi-esy przyczepione (czy raczej przyrzepione) do ramion zawodników. Tu powybrzydzam. Przydatność GPS na zawodach oceniam dość sceptycznie. Może krzywdzę ten – niezwykle przydatny kierowcom – wynalazek, może akurat źle trafiłem, ale na razie nie mogę się w nim zakochać.

Wystartowaliśmy na stadionie w Sochaczewie. Miałem pobożny zamiar biec rozsądnie, w tempie, które sobie wyliczyłem, ślęcząc nocami nad kalkulatorem (z rachunków w szkole byłem osłem i zostało mi to niestety do dziś). Po starcie napięcie nerwowe powoduje, że zwykle rusza się za szybko, postanowiłem więc skontrolować się na pierwszych kilometrach, rzucając okiem na zegarek. Tu ze wstydem przyznaję, że taki specjalny dla biegaczy owszem, mam, ale go nie używam, bo jako staruszek tradycjonalista wolę zwyczajny, tyle że z monstrualnie dużym cyferblatem.

Niestety, pierwszy kilometr był nieoznaczony, drugi też – albo może był, ale tylko dla biegaczy z sokolim wzrokiem. I wtedy nagle usłyszałem, że ktoś obok przemawia po angielsku. Poinformował, że mijamy trzeci kilometr, a tempo jest 5’40. Informator przemawiał z urządzenia, które miał na ramieniu wyprzedzający mnie młody człowiek. Spytałem, czy dobrze słyszałem: minęliśmy trzeci? Potwierdził i spytał grzecznie, czy mi nie przeszkadza, że nastawione ma tak głośno. Zapewniłem, że nie, i że bardzo się cieszę, iż mogłem otrzymać tak cenną dla mnie informację.

Biegliśmy przez chwilę razem, potem młody człowiek zwiększył tempo (ja zastałem przy swoim), a wkrótce ze zdumieniem zobaczyłem wymalowaną na asfalcie wyraźną i niewątpliwą białą krechę z napisem „3 km”. Jak biegnę, to nie tylko z trudem biegnę, ale również z trudem myślę. Długo się zastanawiałem, komu wierzyć: naramiennemu urządzeniu czy organizatorom biegu. „Trasa z atestem” – myślałem sobie, więc to niemożliwe, żeby zrobili aż taką pomyłkę.

http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz32.jpg

Wniosek jest chyba jeden: urządzenie się myli co do trasy, a więc pewnie i tempo jest inne. Tego już nie zdołałem sprawdzić, bo kolejne oznaczenie kilometrowe na asfalcie dostrzegłem dopiero na ósmym kilometrze. Spojrzałem na zegarek, ale po 8 km już nie byłem w stanie dokonać obliczenia. Wspominałem przed chwilą, że w rachunkach jestem osłem, a osioł zmęczony jest bez porównania mniej sprawny umysłowo niż osioł wypoczęty. Na odcinku GPS-ów wchodzimy więc w nowoczesność nieco wolniej niż na odcinku koszulek.

Kolejny powiew XXI wieku w światku biegowym to powszechność zapisów internetowych, która owocuje dostępem do listy startowej, a także do statystyk. Kto chce wiedzieć, ilu będzie miał rywali w danym biegu w swojej kategorii wiekowej, może sprawdzić w każdej chwili, sprytnie wybrać sobie bieg, w którym ma największe szanse, a potem zdziwić się na mecie, że w ostatniej chwili przed startem zgłosiło się jeszcze trzydziestu. Co zresztą nie miało wpływu na klasyfikację, bo tyluż wcześniej zgłoszonych nie pobiegło.

Taka sytuacja zdarza się dość często wśród zawodników – nazwijmy to taktownie – wcześniej urodzonych, ponieważ w wielu biegach zawodnicy już od M60 wzwyż są zwolnieni z opłaty startowej (skądinąd słusznie), z czego zresztą chętnie korzystają i na wszelki wypadek zgłaszają się do wszystkich możliwych biegów.

Ostatni znak nowoczesności to plaga muzyki. Na starcie i na mecie, a czasem i na trasie, grają tak, żeby było słychać w promieniu co najmniej 10 km. Głośniki potaniały, technicy dźwięku w miarę zwiększania się dostępności głośników pogłuchli, skutkiem czego musiałem ostatnio kilka razy zatykać uszy podczas mijania kolejnej orkiestry. Pewnie to nietaktowne wobec kolegów artystów, ale przynajmniej zachowałem bębenki uszne.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze listopad 2012

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij