Runner's World poleca:

Godzą bieganie i pracę - amatorzy biegający jak elita

Poleć ten artykuł:

Zawody zawsze wygrywają tylko zawodowcy. Prawda czy fałsz? Są wśród nas amatorzy, którzy znają odpowiedź na to pytanie, bo bywało, że wszyscy inni wbiegali na metę za ich plecami. Rekordy życiowe nielicznej grupy amatorów ocierają się o wyniki zawodowców.

Amatorzy biegający w tempie elity

To nie żart! Taka grupa już się w Polsce ukształtowała. To ludzie, którzy trenują i zarazem pracują. W dzień zarabiają na życie, a późnym wieczorem albo bladym świtem pchają do przodu formę.

Często jedyne, co różni ich życie biegowe od zawodowców, to czas na regenerację, na którym siłą rzeczy oszczędzają. Tak jak na przykład Bartosz Olszewski, który śmieje się, że jeśli w jego kalendarz wpadnie coś niespodziewanego, to ucina na to czas ze snu.

Oto, jak żyją ci, których podziwiamy, a teoretycznie są w naszym zasięgu.

Praca, praca, praca i jeszcze raz dyscyplina

Bartosz Olszewski to zawodnik, który wygrał trzy maratony. Prowadzi swój blog i zdobył już na tyle doświadczenia, że sam został trenerem.

  • Wiek: 30 lat
  • Mieszkam: Warszawa
  • Klub: Warszawiaky
  • Zawód: menedżer IT
  • Rekordy życiowe: pięć kilometrów: 15:52; dziesięć kilometrów: 32:25; półmaraton: 1:09:56; maraton 2:25:16.
  • Ile godzin i km w tygodniu: Średnio biegam około 150 kilometrów w tygodniu. Przed maratonem wychodzi znacznie więcej, bo około 200. Razem z rozciąganiem, siłownią i ćwiczeniami uzbieram ponad 15 godzin treningu w tygodniu.
  • Ulubione biegi: Boston Marathon, który biegłem w roku zamachu, czyli w 2013, kiedy to bomby zabiły trzy osoby, a 264 zostały ranne. No i, oczywiście, jeszcze Maraton Warszawski.
  • Najcenniejsza nagroda: Medal z tego pamiętnego Bostonu.

Pierwsze pytanie, które ciśnie się na usta, gdy zajrzeć w wyniki Bartka Olszewskiego, to najprostsze z możliwych. Czyli: jak? Jak to zrobić, żeby w maratonie mieć 2:26? Odpowiedź jednego z najszybszych w Polsce amatorów jest prosta: „Trzeba pamiętać o jednym: samą regeneracją formy nie popchniesz!”.

Tak jest. Praca, praca, praca i mało snu, bo przecież jest jeszcze życie zawodowe. Bartek ma na koncie trzy wygrane maratony: w Lozannie, Lucernie i Rimini. Na półmaratonie w Las Vegas był drugi. „I to na ludziach robi największe wrażenie” – śmieje się.

Na co dzień jest menedżerem IT, a zaczął biegać w 2008 roku. Do tego czasu nic wspólnego z tym sportem nie miał. Po pierwszym maratonie umierał kilka dni. Miał wtedy czas 3:31. Granicę trzech godzin złamał dwa lata później.

I tak u niego bieganie wygląda: małymi krokami do sukcesu. Również dwa lata walczył, by w półmaratonie złamać 1:10. Praca się opłaca, można zażartować, bo dziś to człowiek, który sam trenuje innych, a na biegach w Warszawie co sto metrów ktoś krzyczy: „Bartek, do przodu”. Popularność!

„Kiedy pytają mnie, jak to zrobić, to nie podaję żadnych złotych recept. Cały przepis to wziąć się w garść, wyznaczać kolejne, ale nie bardzo oddalone cele. Nie myślę o tym, co będzie za dwa lata. Myślę o obecnym roku”.

Nie ma w nim krzty biegowego romantyzmu. Kiedy zabiegają się na treningach z kolegami do spodu i jeden z nich – taki bardziej romantyczny – wyznaje, że właśnie dotknął absolutu, to Bartek uśmiecha się serdecznie, bo dla niego absolutem jest dyscyplina i konkret.

„Nie uważam więc za sukces biegu, w którym minąłem się z założeniami. Przegrana to przegrana. Kontuzja niczego nie tłumaczy. Nie jest powodem do chwały, że ledwo skończyłem bieg, skoro miałem zamiar zrobić życiówkę” – kwituje. A talent? „Nie jestem miłośnikiem tego słowa. Wolę inne, solidniejsze pojęcie: »praca«”.

Typowy dzień:

  • 5:00 - pobudka
  • 6:00 - trening
  • 9:00 - praca
  • 17:00 - koniec pracy
  • 18:00 - trening
  • 20:00 - relaks
  • 24:00 - idę spać 

Patenty Bartosza: bądź twardy, nie miękki

1. Trzeba się wychłostać. Nie ma co rozpływać się nad swoimi osiągnięciami, zwłaszcza jeśli nie sięgają one założonych celów. Samokrytyka pomaga.

2. Bez lenistwa. Odpoczynek nie musi być leżeniem na kanapie. Ja odpoczywam, robiąc lżejszy trening. Jeśli potrzebuję relaksu dla głowy, piję lampkę wina.

3. Krótkie cele. Nie bujaj w obłokach. Nie myśl o olimpiadzie, jeśli jeszcze nie zrobiłeś dychy w godzinę. Stawiaj sobie cele na najbliższe tygodnie i miesiące. Będzie Ci łatwiej po nie sięgać i nie zniechęcisz się.

Trzeba myśleć o tym, co dobre

Aleksandra Niwińska to 10. zawodniczka na świecie w biegu 24-godzinnym, a szósta w Europie. Zaczęła biegać w wieku 21 lat. Dziś ma 29 i jest w kadrze Polski.

  • Wiek: 29 lat
  • Mieszkam: Wrocław
  • Klub: AZS AWF Katowice
  • Zawód: fizjoterapeutka
  • Rekordy życiowe: dziesięć kilometrów: 44:22; półmaraton: 1:29:44; maraton: 3:13:37; sto kilometrów: 9:42:23; 12-godzinny: 139,4 km; 24-godzinny: 225,989 km; 48-godzinny: 323,6 km. 
  • Ile godzin i km w tygodniu: Trenuję od 8 do 10 godzin tygodniowo. 2 godziny to szermierka, a godzina basen. Bieg: od 50 do 70 km tygodniowo.
  • Ulubiony wyścig: Ostatni Maraton Warszawski, bo jeśli chodzi o typ biegu, to lubię półmaraton.
  • Najcenniejsza nagroda: Brązowy medal drużynowy MŚ w biegu 24-godzinnym z Turynu 2015 i puchar za 6. miejsce w półmaratonie w Pucku.

Tagi: Bartosz Olszewski | Aleksandra Niwińska | Damian Glapiak | bieganie amatorskie | jak łączyć trening i pracę

Oceń artykuł:

4.5

Skomentuj (1)

Forrest, 9 maja 2016, 11:19

Według mnie jeżeli ktoś startuje w zawodach i je wygrywa to automatycznie kwalifikuje go to jako zawodowca właśnie. Zawodostwo = czerpanie korzyści finansowych z czegoś.
przejdź do forum

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij