Runner's World poleca:

Iwona i Rysiek: Maraton z przerwą na wizytę w szpitalu

Poleć ten artykuł:

To miał być ich wielki dzień. Oboje przygotowali się solidnie do Maratonu Warszawskiego, oboje w noc poprzedzającą start nie mogli zasnąć, marząc o finiszu na Stadionie Narodowym. I oboje popełnili na trasie podobne błędy. Poznali się w szpitalu, a na metę wbiegli razem.

Maraton pod kroplówką

Iwona, rocznik 1975. Graficzka komputerowa, fotografka. Fanka aktywnego spędzania czasu. Najpierw była wspinaczka skałkowa i wysokogórska – Mont Blanc, kilka 3- i 4-tysięczników w Alpach. I trekking w Himalajach – na szczyt Gokyo Ri (5375 m n.p.m.). W 2010 roku Iwona urodziła syna, Kostka.

"Brakowało mi gór. Co robić? Kiedy mały zasypiał, wskakiwałam w buty do biegania i ruszałam do Lasu Kabackiego. Wkręciłam się na dobre" – opowiada. Rok wcześniej wystartowała w swoim pierwszym "Biegnij Warszawo". "Właściwie prosto z marszu, bo startowały dwie koleżanki z redakcji. »Załapałyśmy się« do strefy VIP i było sympatycznie. Ale na mecie okazało się też, że mam całkiem niezły czas jak na debiut na 10 km: 52 minuty! Pomyślałam, że może będą ze mnie ludzie w bieganiu" – śmieje się Iwona.

Kostek rósł, a ona biegała coraz więcej. "Zaliczyłam dwa półmaratony warszawskie. Do pierwszego szykowałam się sama: miałam czas 2 godziny cztery minuty. Rok później przygotowywał mnie internetowy trener i poprawiłam czas o dziewięć minut" – opowiada.

W czerwcu 2012 roku pojechała na górski obóz Tatra Running. "Po nim byłam już pewna, że chcę przebiec maraton. Zaczęłam intensywne przygotowania. Na obozie poznałam Kubę Wiśniewskiego, który zgodził się ustawić mój trening, i Kubę Czaję, który doradzał mi w sprawach diety. Z takim wsparciem czułam się mocniejsza: miałam ambicję nie tylko dobiec, ale też uzyskać dobry czas" – mówi.

Trzy miesiące trenuje rzetelnie i zgodnie z planem. Nawet pięć razy w tygodniu. Opracowuje logistykę biegu – wzdłuż trasy rozstawia rodzinę i przyjaciół. Kluczową rolę ma odegrać Ewa – koleżanka z redakcji, która ma "dyżur" na 15. i 35. kilometrze. Ale na razie nikt tego nie przeczuwa. Iwona staje na starcie z cichym zamiarem "złamania" 4 godzin.

Ryszard, rocznik 1968. Wysoki, pogodny, energiczny. Z zawodu stomatolog. Zaczął biegać 3 lata temu. Delikatnie. "Kupiłem żonie bieżnię, ale skończyło się na tym, że to ja na niej trenowałem. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby wyjść w teren, i tak się zaczęło" – opowiada. Mieszka pod Warszawą, biega w okolicach Nadarzyna. Najpierw dwa razy w tygodniu, od roku już więcej. Nabrał apetytu na maraton.

"Poznałem Romana Magdziarczyka – świetnego chodziarza, olimpijczyka. Jesienią ubiegłego roku umówiliśmy się, że przygotuje mnie do maratonu łódzkiego w kwietniu. To były moje pierwsze tak poważne treningi. Przez pół roku 3-4 razy w tygodniu. Miałem dużo pracy: prowadzę dwa gabinety stomatologiczne, mam rodzinę. Nie mogłem trenować więcej, ale każdy trening traktowałem bardzo poważnie. Wiosną czułem się przygotowany" – opowiada.

15 kwietnia w biegu Łódź Maraton "Dbam o Zdrowie" osiąga wynik 3:59:20. "Biegłem gładko, spokojnie, bez ścian i większych kryzysów. Nie miałem żadnych skurczów, byłem z siebie zadowolony. Pomyślałem: »Teraz musowo Maraton Warszawski«. Byłem optymistą, uwierzyłem w swoje siły – wspomina Ryszard.

Latem trenuje trochę mniej, dokucza mu ścięgno Achillesa. Urlop spędza w Czarnogórze – tam biega po górach. Po wakacjach część treningów biegowych zastępuje jazdą na rowerze. Postanawia sprawdzić swoje siły na półmaratonie w Tarczynie. "Wynik 1:49 – dość dobry, tylko cztery minuty gorszy od »życiówki«. Wierzyłem, że wrześniowy maraton pójdzie mi tak samo gładko, jak ten w Łodzi" – opowiada. 30 września rano je standardowe śniadanie przed startem – chleb z dżemem. Na trasę zabiera ze sobą między innymi fiolkę z wysoko kofeinową odżywką. Zamierza wypróbować ją pierwszy raz.

Ambicja i kofeina

Spokojna pierwsza połowa. Rysiek biegnie tempem 5:20, 5:30 na kilometr. Korzysta z punktów pojenia i dożywiania, na 10. i 20. kilometrze przyjmuje łagodny żel energetyczny. "Biegło mi się świetnie. Ze strony maratonu ściągnąłem specjalny program na MP3: przebiegając obok zabytków i charakterystycznych budowli, wysłuchiwałem ich opisu. Miałem frajdę, bo opisy były ciut spóźnione w stosunku do mojego tempa. Czułem, że mam dobry czas, realną szansę, żeby zbić cztery godziny. Niosła mnie ambicja" – opowiada.

Po 30. kilometrze decyduje się zażyć odżywkę "specjalną". "Uzgodniłem z trenerem, że raz, 10 km przed metą, mogę sobie pozwolić na coś mocniejszego z kofeiną albo guaraną. Ale obaj nie sądziliśmy, że to »coś« będzie tak mocne. Kiedy kupowałem odżywkę, sprzedawca co prawda ostrzegał mnie, że nawet on, który ostro biega, ma po tym dziwne reakcje, ale pomyślałem: »Co tam, inni biorą, ja też łyknę«. Przede mną kupował to człowiek, który zachwalał jej efekty..." – opowiada Ryszard.

Tagi: Maraton Warszawski | maraton

Oceń artykuł:

4.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij