Runner's World poleca:

Jacek Fedorowicz: Minęło 50 odcinków!

Poleć ten artykuł:

Jest stary jak historia sportowych spodenek, choć witalności i pogody ducha może pozazdrościć mu niejeden nastolatek. Z okazji jego jubileuszu, Czytelnikom RW przedstawiamy sylwetkę Jacka Fedorowicza – czyli felietonistę nieprzeciętnie obiektywnego.

Jacek Fedorowicz: satyryk, aktor, biegacz i felietonista Runner's World Zobacz całą galerię

Jacek Fedorowicz to biegacz przeciętny, stary, sfrustrowany, notorycznie kontuzjowany i dziwolągowaty. Do wszystkiego się przyznaje i coraz to podkreśla autoironicznie swoje niedostatki. Mimo to RW opublikował już dokładnie 50 jego felietonów (co miesiąc nowy w numerze, wszystkie starsze przeczytasz na runners-world.pl/lekkimkrokiem). Dlaczego? Bo w czasach, kiedy panuje moda na samochwalstwo i egocentryzm, lepiej jest drukować jednego z nielicznych mądrych, niż któregoś z całej masy wspaniałych.

Pudło z łuku

No bo Jacek Fedorowicz sam przekonuje, że wspaniałym nie jest. Przynajmniej sportowcem. Zostało to orzeczone już na studiach, gdy pojawił się u akademickiego lekarza sportowego, by poradzić się, co może trenować. Lekarz obejrzał go wnikliwie – choć przy jego wadze materiału do oględzin było co kot napłakał – i orzekł bez entuzjazmu: "Może łucznictwo...?".

Nasz felietonista spróbował, ale okazało się, że nie ma siły naciągnąć cięciwy. Tak, za młodu był słaby, chorowity i fajtłapowaty. Dziś już nie jest chorowity. Podatny na kontuzje , owszem, ale nie chorowity. Brak warunków wlecze się jednak za nim przez całe życie. No bo jak nazwać pojemność płuc rzędu 2,7 litra, gdy przeciętnie mężczyzna ma ją w okolicach 4,5?

Jacek Fedorowicz sam przyznaje, że gdy biegnie, gwizdy i świsty poganiają jęki przez całą niemal trasę. Bieganie nie sprawia mu więc radości – nawet mimo tego, że BMI ma kenijskie, a opory wiatrom stawiałby tylko w za dużym ortalionie. Dlaczego więc biega? Bo ma ogromną satysfakcję, że wziął się za łeb z problemem i mocuje się z nim od prawie pięćdziesięciu już lat. "Tym problemem jest brak predyspozycji do biegania – mówi. – No i mam też z niego praktyczne korzyści".

Hantle i płyty

Praktyczne korzyści to uniezależnienie się od komunikacji miejskiej. Od tego właściwie się zaczęło. Nie ma co się na ten temat rozgadywać, bo on sam opisuje tę historię w tym numerze, tylko na innej stronie i znacznie lepszym piórem. Wystarczy więc powiedzieć, że zaczęło się od zepsutego auta, konieczności przejścia kilku kilometrów do pracy i odkrycia, że trucht, nawet kogoś tak mało uzdolnionego, jak on, daje przewagę nad autem i tramwajem.

To są powody, dla których przełamuje fale swoich ograniczeń. A wielu się na takich rozbija. On nie, on idzie pod prąd. Jak liche czółenko na wzburzonym oceanie przeciwieństw. Ciągle do przodu, nie bacząc na potknięcia i rozczarowania. Ot, choćby płyty chodnikowe. Są jego życiowym przekleństwem i niemal każde potknięcie – a było ich niemało – zamienia się w kontuzję i startowe rozczarowanie, na przykład w postaci złamanego palca. Niekiedy tylko drobny sukces sportowy osładza drogę.

Gdy kilka dziesięcioleci temu zauważył, że nie jest w stanie podnieść jednokilogramowej hantli, to poprzez wytrwałe ćwiczenia doprowadził przez dekady do tego, że rwie półtorakilogramowe ciężarki. Nie odnajduje też kierunków, co poważnie komplikuje biegi przełajowe. Gdy bieg prowadzi wybrzeżem, jemu azymut wychodzi na Polskę centralną. Kiepsko u niego też ze ściganiem. Skąd wie?

Ano stąd, że jak na treningu postanawia gonić innego biegacza majaczącego na horyzoncie, to okazuje się, że nie dość, że zbliża się do niego powoli, to jeszcze w miarę zawodów wychodzi na to, że ścigany biegł cały czas w jego stronę. Powoli też przechodzi z grupy biegaczy z czasem prawie dwa razy gorszym od najlepszego do grupy ponad dwa razy gorszych. Przyszło mu to ze słusznym wiekiem. Najwymowniejszym znakiem jego dojrzałości jest to, że jak już coś wygrywa (bo nie biegną akurat Motyl, Jabłoński, Jakubiak, Morawiec, Mucha, Wróbel, Wójcik, Jankowski, Sowiżrał, Czech, Zembrzuski i paru innych z jego kategorii), to jest to najczęściej ciśnieniomierz.

Choć do starości przygotowywał się od dawna – bo już za młodu był taki "mały stary" – to jednak wokół wiekowości koncentruje się jego uwaga dość często. Temat wraca do niego również samoczynnie. Gdy do dawno niewidzianej koleżanki z podstawówki woła: "Kochana, chodziłaś do mojej klasy!", to ona odpowiada: "Tak? A czego pan uczył?".

Tagi: Jacek Fedorowicz | felietony | blog | znany biegacz | Runner's World

Oceń artykuł:

4.5

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij