Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
2.8

Joanna Jóźwik: rekord bez cudów

Jest bez wątpienia biegowym odkryciem ostatnich lat. Nigdy jeszcze technika i siła nie przekładały się na tak piękny bieg po rekord. Joanna Jóźwik, najszybsza kobieta w Polsce na 800 metrów, osiągnęła to bez pomocy szczęścia.

Tylko i aż 2 okrążenia bieżni. Kto tego próbował, wie, że określenie „średni dystans” bywa mylące. Po minucie wysiłku boli każdy krok, a każdy błąd jest nieodwracalny. Niedotlenienie i blokujący pracę mięśni kwas mlekowy sprawiają, że 120 sekund ciągnie się w nieskończoność. I musisz mieć wszystko: wytrzymałość, technikę, siłę i szybkość.

Nasza Asia

„Asia”, bo tak o niej mówią w mediach, jak gdyby każdy znał ją od dziecka i miał prawo do jej prywatności, postawiła właśnie na to piekielne 800 m. I rywalizację z najlepszymi na Ziemi. W siłowej konkurencji, jaką staje się na świecie bieganie średnich dystansów, zachowuje kobiecość i naturalny uśmiech, czym na pewno zyskuje kolejnych fanów. Nawet tych, dla których „bieżnia” oznacza bieżnię mechaniczną. Jej profil społecznościowy śledzi bez mała 100 000 osób (w lekkiej atletyce to ewenement), zachwycających się jej urodą i osiągnięciami. Sponsorują ją dwie globalne marki, korzystające z jej wizerunku w licznych kampaniach. Po latach umiarkowanych sukcesów krajowych wskoczyła na niebotyczny poziom.

Joanna Jóźwik jest dzisiaj „naszą” najbardziej rozpoznawalną biegaczką, piątą zawodniczką igrzysk olimpijskich i rekordzistką Polski. Jest też najlepszym adwokatem ciężkiej pracy i konsekwencji, bo na 800 m nie można pobiec na skróty. Złamanie 2 minut na 800 metrów jest dla wyczynowych biegaczek granicą, za którą otwiera się inny świat. Nigdy nie staje się to za sprawą talentu, znajomości czy zbiegu okoliczności. Nawet szczęście nie ma tu nic do rzeczy.

Gdy Joanna przez upadek straciła szansę na medal w trakcie Młodzieżowych Mistrzostw Europy w 2013 roku, mogła mówić o pechu. A jednak wraz z trenerem Andrzejem Wołkowyckim wykluczyła rolę przypadku z treningu i już w następnym sezonie stała na podium czempionatu w Zurychu. I to po złamaniu bariery 2 minut w finale. Rok 2016 to niesamowity występ na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro i 5. miejsce na największej światowej imprezie.

Droga po rekord

W tym roku zawodniczka AZS AWF Warszawa wykonała kolejny milowy krok: pobiła 18-letni halowy rekord Polski na mityngu w Toruniu. Na wcześniejszych zawodach w Düsseldorfie i Karlsruhe spokojnie i pewnie ogrywała światową czołówkę. Gdy przyjeżdżała do Polski na Copernicus Cup, kolejny mityng prestiżowego cyklu World Indoor Tour, występowała już w roli żelaznej faworytki. Dziennikarze przypomnieli o starym już rekordzie kraju, nabieganym w 1999 r. przez Lidię Chojecką. Taktyka biegu została podporządkowana poprawieniu wyniku 1:59,99.

„Ciężko powiedzieć, jakie towarzyszyły mi emocje, ale mniej stresowałam się na igrzyskach niż przed tym startem w Toruniu. Było to oczywiście związane z presją, jaką sama sobie nałożyłam. Bardzo chciałam pobiec szybko i pobić rekord Polski. Wiedziałam, że jestem w stanie to zrobić, ale zawsze dzień przed pojawiają się pytania w głowie: A co, jeśli...” – wspomina Jóźwik.

Emilia Ankiewicz, pacemakerka, która na co dzień trenuje w grupie z Joanną, zaczyna wyścig piekielnie mocno. W końcu jej specjalnością jest 400 metrów przez płotki. W hali każde okrążenie bieżni ma 200 metrów, ale w Toruniu już na pierwszym kółku stawka znacznie się rozciąga. Praktycznie od pierwszych metrów czuć, że bieg ma jedną bohaterkę i nie jest nią ani młoda gwiazda z Islandii Anita Hinriksdottir, ani aktualna mistrzyni świata Białorusinka Maryna Arzamasawa. Biegną daleko w tyle. Za to Joanna jako druga trzyma się blisko swojej sparingpartnerki. Stara się biec luźno, najkrótszym torem, jej kroki rymują się z krokami koleżanki.

Po 500 metrach zostaje sama. Na sześćsetnym metrze międzyczas 1:27.40. Matematyka wskazuje, że każde okrążenie powinno być pokonane lekko poniżej 30 s, więc już można się cieszyć, ale w sporcie nie ma prostych równań. Bieg Joanny zaczyna być mniej sprężysty, sylwetka już nie tak nienaganna, widać grymas bólu na twarzy, a ciało porusza się jak w zwolnionym tempie. Na ostatnim okrążeniu ma jednak doping, o jakim sportowcy marzą. Wypełniona po brzegi hala huczy. Ostatnia prosta, uginające się nogi, lekki rzut na taśmę. I kątem oka złowiony zegar z jedynką z przodu. Jest rekord!

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    No tak, jak ktoś urodził się 31 lutego, to nic dziwnego, że osiąga kosmiczne wyniki :)
    ~internauta, 2017-04-25 06:33:44
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij