Runner's World poleca:

Józef Tracz: charakter to ja mam

Poleć ten artykuł:

Józef Tracz, legenda polskich zapasów, po zakończeniu wspaniałej kariery zamienił matę na ścieżkę biegową. Nadal trenuje zapaśników, ale to bez biegania nie może dziś żyć. I z dumą podkreśla, że w teście Coopera w ciągu 12 minut przebiegł 3150 metrów.

Józef Tracz

Józef Tracz to legenda polskich zapasów. Przeszedł do historii tej dyscypliny jako zdobywca medali podczas trzech kolejnych igrzysk olimpijskich: w 1988 (brązowego), 1992 (srebrnego) i 1996 roku (brązowego). Jest także trzykrotnym mistrzem świata w zapasach w stylu klasycznym. Obecnie zaś trenuje zapaśników WKS Śląsk Wrocław. Na matę wchodzi dzisiaj głównie po to, aby szkolić, a nie walczyć, ale wciąż jest sportowo bardzo aktywny, między innymi regularnie biegając.

Z Józefem Traczem spotykam się we wrocławskim parku Skowronim na ścieżkach biegowych Nike. Okazuje się, że nasz medalista olimpijski w zapasach ma szczególny sentyment do tego miejsca. "Mieszkałem niedaleko stąd i tutaj zaczynałem bieganie po skończeniu kariery" - zdradza Józef Tracz.

Trenuje 3 razy w tygodniu: we wtorki, czwartki i soboty, w grupie z innymi biegaczami. "1,5 km przebieżki, potem rozciągające ćwiczenia, które czasami prowadzę, a potem biegniemy 6 lub 7 km w tempie 5.20 min na kilometr. Ćwiczymy także tempówki. Całość trwa około godziny" - wylicza Józef.

Na swoim koncie ma już maraton i półmaraton. Pytam go, czy teraz czuje się bardziej biegaczem czy zapaśnikiem. "Pierwsza dyscyplina to bieganie, ale zaraz po zapasach..." - uśmiecha się, ale od razu dodaje: "Żartuję. Zapasy to moja ukochana dyscyplina. Lubię trenować młodszych i starszych, a bieganie jest świetnym uzupełnieniem tego i wielu innych sportów".

Józek, przyjdź na ścieżki!

W dzieciństwie lubił biegać za piłką, ale nie pociągał go bieg długi. Potem, kiedy trafił na matę, miał bardzo dobrych trenerów, którzy wytłumaczyli mu, jak ważny jest bieg w budowaniu kondycji.

"W trakcie przygotowań do zawodów zapaśniczych pokonywałem różne dystanse: 5 km, 800 m. Trenowaliśmy też sprinty. Byłem niezły i już w kadrze biegałem najlepiej z zapaśników. Dziś biegam wyłącznie dla przyjemności, satysfakcji i zdrowia" - mówi Józef.

Po zakończeniu kariery został trenerem zapaśników w sekcji Śląska Wrocław. Dużo czasu spędzał na macie: demonstrował ćwiczenia, zagrzewał do walki. Sam ruszał się jednak mało, choć nawyki żywieniowe pozostały z czasów, kiedy intensywnie trenował i potrzebował góry jedzenia.

"Wielu sportowców popełnia ten błąd i ja też go popełniłem. Kilogramy poszły do góry. W pewnym momencie stwierdziłem, że jest mi ciężko. Przytyłem. Spotkałem przyjaciela, trenera Romualda Krupanka. Powiedział: »Józek, przyjdź na ścieżki, pobiegaj!«. Przyszedłem więc do parku Skowroniego i tak zacząłem, choć biegało mi się tak ciężko, że po dwóch treningach chciałem zrezygnować. Wtedy zdałem sobie sprawę, że dopuściłem organizm do delikatnej ruiny".

Ale, jak na trzykrotnego mistrza świata przystało, nie poddał się: po dwóch miesiącach kondycja poszła w górę, a waga w dół.

Z maty na maraton

"Nic mnie nie boli, nie choruję, a całą swoją karierę zapaśniczą miałem problemy z kręgosłupem. Przeszedłem operację odcinka lędźwiowego. Potem w rehabilitacji pomogło mi bieganie. Trenerzy nauczyli mnie, jak prawidłowo się rozciągać, prowadzić gimnastykę. Jestem wyposażony w dobry sprzęt i buty Nike, które pomagają mi w przygotowaniach do maratonu i unikaniu kontuzji" - mówi zapaśnik.

Medale okupił dużymi wyrzeczeniami i morderczą harówką. Do treningu przed maratonem nie przyłożył się jednak solidnie. "Przebiegłem poniżej 4 godzin, ale dopadł mnie skurcz mięśnia dwugłowego na 39. kilometrze. Mięśnie nie były przygotowane do tak długiego wysiłku. Nie chcę porównywać satysfakcji z medalu olimpijskiego i tej z ukończenia maratonu, ale muszę przyznać, że kiedy dotruchtałem do mety, poczułem dużą ulgę. Przestało mnie raptownie wszystko boleć" - uśmiecha się Tracz.

O wiele lepiej poszło mu na półmaratonie w Lizbonie. "Tam już miałem niezły czas" - przyznaje.

Dwa lata temu koledzy usilnie namawiali go na maraton w Atenach. Cel to czas 3.30. "Charakter to ja mam, muszę się nieskromnie pochwalić, tylko czy będę miał czas odpowiednio przygotować mięśnie? Muszę przecież pomóc przygotować zapaśników na igrzyska w Londynie" - odpowiadał wówczas Józef.

RW 05/2011

Tagi: bieganie | ludzie | biegacze | sylwetka | zapasy | Józef Tracz | maraton | półmaraton

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij