Runner's World poleca:

Karolina i Damian: żeby Bartek mógł biegać

Poleć ten artykuł:

Rodzice małego Bartka, który urodził się bez stopy, wiedzą, jak to jest mieć pod życiową górkę. Ale mama i tata wiedzą też, jak ze skalistej, stromej góry zrobić pogodny, łagodny pagórek. Zwykły podbieg. Rodzina Orzechowskich to wzór determinacji i pozytywnego uporu.

Karolina i Damian: żeby Bartek mógł biegać

Jeden problem to nie problem

Bartek będzie biegał, bo jest uparty. Po kim to ma? "Po tobie" – mówi mama do taty. "Nie, po tobie" – odpowiada tata. "Nie, po tobie…" – i tak w kółko. Bo rodzice jeszcze nie ustalili, czyje geny odpowiadają za to, że jak Bartek Orzechowski coś chce, to jest niesłychanie konsekwentny. "Albo płaczem, albo krzykiem, albo sposobem" – Karolina wylicza metody realizowania celów dwuletniego już syna. W ten sposób Bartek wymusza a to kupno nowej ciuchci, a to zabawę w klocki, a to po prostu spacer i bieg.

Bo miłość do biegania mały łobuziak odziedziczył po tacie. Co prawda Damian też późno ją odkrył, bo po narodzinach syna, ale pasja drzemała w nim od dawna. Tego jest pewien. Choćby dlatego, że biega jak oszalały i nawet żona nie jest w stanie go zatrzymać. A Karolina próbuje, bo sama biegania nie cierpi.

"Wieczne kolki, potworne zmęczenie – śmieje się mama Bartka. – Biegam tylko dlatego, żeby znajomi myśleli, że ja tę niechęć udaję, ale ona jest autentyczna!".

Nieco mniejszy wstręt przełamał Damian. Któregoś razu wybrał się na jeden z pierwszych treningów i już po paru kilometrach stracił entuzjazm do pokonywania następnych. Miał stanąć, ale wtedy pomyślał: "No nie, mój syn będzie całe życie zmagał się z niepełnosprawnością, a ja nie przebiegnę tych paru kilometrów?". Zebrał się w garść – zwyczajnie, powoli, nie jak na amerykańskim filmie. I dobiegł.

Tak już zostało. Biegają oboje. On, bo lubi, ona - choć nie cierpi. Wychodzą na trasy po to, żeby Bartek mógł biegać. Bo maluch urodził się bez jednej stopy. Nikt się tego nie spodziewał – najgorsze, że nawet lekarz, który badał Karolinę w ciąży wielokrotnie. Damian wpadł w przerażenie, gdy usłyszał z sali porodowej płacz żony.

Lekarze szybko zabrali Bartka i dopiero później powiedzieli, jaki jest problem. Po kilku tygodniach rozpaczy i załamania rodzice pojechali z maluchem do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie lekarze zrobili mu wszelkie możliwe badania i okazało się, że nie ma żadnych innych komplikacji.

"Dowiedzieliśmy się, że to tylko ten jeden problem – opowiada Damian. – Wiem, że słowo »tylko« dziwnie brzmi w tym kontekście, ale jak napatrzyliśmy się, z jakimi problemami borykają się inni rodzice, to zaczęliśmy inaczej odbierać niepełnosprawność Bartka".

Daduś mówi "ploteza"

I tak patrzą do dziś. Trudno zresztą inaczej, bo maluch rozwija się koncertowo. Ba, często nawet lepiej od wielu rówieśników. Po pierwsze, ma żelazny charakter – Karolina da mu tęgą burę, a on kiwa paluszkiem i marszczy czoło: "Mama, nu, nu, nu".

Po drugie, jest niebywale samodzielny – od samego rana słychać tylko: "Nie, ja siam. Daduś siam!". Po trzecie, niezły z niego gaduła, bo nawija nawet z sąsiadkami. "Kto siedzi w baseniku?" – pytają znienacka, a on nie traci rezonu i wali rezolutnie: "Daduś majutki". I po czwarte – nie ma kompleksów związanych z niepełnosprawnością. Jak jakiś rówieśnik pokazuje na protezę i bezceremonialnie pyta: "Cio to?", to Daduś natychmiast odpowiada: "Ploteza".

Tagi: ludzie | biegacze | niepełnosprawni | biegi charytatywne | proteza | akcja charytatywna | Drużyna Bartka

Oceń artykuł:

4.2

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij