Runner's World poleca:

Katarzyna Włodarczyk: matka biegająca i blogująca

Poleć ten artykuł:

Kwintesencją życia Katarzyny Włodarczyk są dzieci, mąż i bieganie. Tak jak w tysiącach domów polskich biegaczek. Ona swoje codzienne zmagania opisuje na blogu, wspierając kobiety w walce z dystansem, nadwagą i całą masą innych spraw. Oto biegaczka inspirująca normalnie.

Zobacz całą galerię

"Dzień 23 stycznia 2013 roku był dniem wielkiej zmiany w moim życiu. Z jednego dziecka w domu zrobiły się dwa. Urodziłam Idalię :) Podczas porodu, między dawkami gazu rozweselającego i głupiego Jasia, krzyczałam na lekarza: »Tylko tak, żebym mogła biegać!!! W kwietniu mam półmaraton!!!«".

To w gruncie rzeczy kwintesencja życia Katarzyny. Dzieci, mąż i bieganie. Tak jak w tysiącach domów polskich biegaczek.

Bieganie w rytmie Fasolek

Kaśkę wyróżnia jednak to, że potrafi o tym swoim bieganiu, o dzieciach i mężu zabawnie opowiedzieć na blogu. Że jest świetnym wsparciem dla wszystkich kobiet, które zastanawiają się, czy bez przebiegniętego maratonu albo złamanych dwóch godzin na połówce są prawdziwymi biegaczkami.

Biegająca matka udowadnia, że tak: niezależnie, czy ważą sześćdziesiąt czy osiemdziesiąt kilo. Kaśka to wie, bo zaliczyła już w życiu obie wagi. Aktualnie zmaga się z wyższymi rejestrami i właśnie te zmagania opisuje. Jej blog jest bowiem o "błędach i o tym, że człowiek nie zawsze na tych błędach się uczy. No i o walce z nadwagą, a to dlatego, że po prostu Matka tę nadwagę ma!".

Kiedyś jednak Biegająca Matka była szczuplutka, choć nigdy nie filigranowa, bo jest sportowej kości. To były czasy, kiedy jeszcze nie było w domu żadnych dzieci. Potrafiła wtedy przyjść z pracy, umyć się, odpicować na bóstwo łącznie z malowaniem i pójść lekkim krokiem na fitness. Ale teraz Matka z tym próżniaczym życiem zerwała i walczy o chwile, żeby się wyrwać z domu od tych kolek, smarków, zaparć, jęków, chichów i obiadów. Choćby po to, żeby w trakcie biegu nucić sobie Fasolki, bo przecież innej muzyki już nie zna.

W liceum miałam epizody bulimiczne. Wykaraskałam się z tego, ale zdaje się, że popadłam w jedzenie kompulsywne. Bieganie to sposób na to, żeby znaleźć jako taką równowagę.

Ale maluchów często nie ma jak zostawić. Jeszcze niedawno to Bardzo Szybko Biegający Mąż (w skrócie BSBM) przejmował je na dwie godziny, ale teraz wysłali go w delegację i jest impas. Kaśka chce go rozwiązać w swoim stylu – na wariata. Już ogłosiła, że sprzedaje samochód za 3,5 tysiąca złotych, bo tyle potrzebuje na bieżnię, którą postawi w malutkim salonie.

Wszystko tak robi: na gwałt, na już, na teraz. Jak gotuje obiad, to w największym garze, jak robi ciasto, to każdy sąsiad dostanie po blasze, a jak postanawia przebiec maraton, to zwiększa kilometraż biegowy na treningach o 300 procent. A potem i tak dzieci na tydzień przed startem przynoszą rotawirusa z przedszkola i cała sprawa kończy się w toalecie.

Rylający się udziec

"Takie moje szczęście, taka karma – śmieje się Kaśka. – No cóż, nie każdy jest Ewą Chodakowską, takie jak ja też są światu potrzebne" – dodaje i ma rację. Potrzebna jest tym dziewczynom, które jej blog czytają, bo takiej motywacji do biegania jak u Kaśki próżno szukać.

U Kaśki jest po ludzku: tak jak w domach wielu dziewczyn, co biegać mogą dopiero wtedy, gdy zasną dzieci. A wszystko ma dokumentowane na blogu. Na przykład tak opisuje powrót męża do domu: "Szejk mój wraca do domu z podróży służbowej. Służba musi być odziana przyzwoicie – dres należy schować do szafy, dzieci muszą być czyste i ciche, a obiad powinien być podany ciepły. Dom winien pachnieć czystością. Bull shit! Będzie brudno, głośno, a na obiad będą kluchy na wagę z Piotr i Pawła".

Albo inaczej: "Obwody mi spadły! Pas, biodra, udo, łydka – każde o 2 cm. Biceps i przedramię – każde o 1 cm. Udziec zrobił się taki mniej rylający się. Jest bardziej zbity i przypomina udźca, a nie golonę :)".

Walka z nadwagą to pierwszy front dla Matki. Diet miała już kilka. Zaczyna je przeważnie od poniedziałku, a w weekend poprzedzający wielki start wyjada wszystkie ciastka z szafek, żeby potem, broń Boże, nie kusiło. To klasyk, który znają wszyscy, co nie dostali od Boga w darze albo przemiany materii jak trzeba, albo po prostu umiaru.

Cały czas czuję presję na maraton. Ciągle zastanawiam się, czy jeśli go jeszcze nie przebiegłam, to czy jestem biegaczką. Sama nie wiem.

Kaśka nie ma ani jednego, ani drugiego, więc najpierw gotuje na parze lekki obiad, zjada kolację przed 18, a potem koło północy wyjada biszkopty synowi. Ale ma przy tym charakter – jak BSBM przypomina, że miała być w październiku szczupła, to ona przez zemstę decyduje się upublicznić w Runner’s Worldzie fakt, że mąż ma płaski tyłek.

Takie przekomarzanie się, bo małżeństwem są dobrym. Łączą ich nie tylko dzieci czy dom – bo to w nadmiarze potrafi podzielić. Łączy ich także bieganie. Gadają o nim bez przerwy, tylko w towarzystwie starają się ograniczać, bo ludzi nie chcą odstraszać. Poza tym powszechnie wiadomo, że jak się spotkają rodzice na imprezce, to od liczby kilometrów ważniejsza jest liczba kupek.

Takie to już życie pełnoetatowego rodzica dwójki uroczych dzieci. Dlatego biegowy pazur trzeba zachować na bieg. Bo nawet jak się leci tempem sześć na kilometr, to można walczyć z depczącym po piętach czasem.

"Na 17. kilometrze zobaczyłam balony na 2:15 gdzieś 400 metrów za mną i krzycząc »spier***« do koleżanki obok, łyknęłam żela" – opisuje swoją heroiczną walkę na trasie Biegająca Matka.

A jak chce, to potrafi. Na tym biegu balony przybiegły tylko pół kilometra przed nią. Kogoś to bawi? To niech spróbuje dwa tygodnie po porodzie pójść na pierwszy trening, a po jedenastu przebiec półmaraton.

Zwykła, ale niezwykła

Bo Biegająca Matka nie zawsze sobie z życia i biegania żartuje. Owszem, dla badania efektów diety używa dwóch wag i za właściwą uznaje tę, która daje tego akurat dnia niższy odczyt. Oczywiście, że w czasie treningu potrafi się zatrzymać, żeby podziwiać piękny samolot w fazie lądowania.

Jasne, że biegaczką jest tylko wtedy, jak już przestanie na chwilę być zdezorientowaną życiem matką. Ale bieganie kocha na poważnie i otwarcie przyznaje, że dzięki niemu nie jest w życiu tylko żoną, matką, kucharką, sprzątaczką czy pediatrą amatorem. Że może ludziom powiedzieć o sobie trochę więcej, poopowiadać trochę ciekawiej.

Jest biegaczką niezależnie od tego, czy ma roztrenowanie wymuszone chorobą dzieci, delegacją męża czy jesienną chandrą. Ważne, że bieganie kocha i tę miłość manifestuje, kiedy tylko może. Na przykład gdy za dobrych kilka stów ze sprzedaży chusty do noszenia dzieci kupuje nowiutkie, lśniące biegówki.

Dlatego Kaśka jest zwykła-niezwykła. Udowadnia, że bez tych, które nie są pewne, czy do świata biegowego należą, świat biegowy byłby piekielnie nudny.


www.biegajacamatka.pl - pod tym adresem Katarzyna Włodarczyk z właściwym sobie dystansem i poczuciem humoru publikuje opisy swoich codziennych zmagań z domem, dziećmi, mężem i bieganiem.

RW 1-2/2014

Tagi: Katarzyna Włodarczyk | biegająca matka | biegająca matka blogerka

Oceń artykuł:

4.5

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij