Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Kuper Coopera [felieton Jacka Fedorowicza]

Co zobaczymy, jak Mr Cooper odwróci się do nas tyłem? Wiadomo. Stąd tytuł moich porad praktycznych poświęconych odwróconemu testowi Coopera.

W styczniu 1980 roku tygodnik „Przekrój” opublikował kolejny artykuł z cyklu zachwalającego bieganie jako coś wspaniałego dla zdrowia. Był to pogląd wówczas rewolucyjny. Powszechnie sądzono, że wysiłek fizyczny zdrowie niszczy, a siedzenie w fotelu zdrowiu służy. „Przekrój” z tym walczył i do artykułu dołączył test Coopera. Na zachętę. Bo ludzie jednak interesują się swoim zdrowiem i jak im się zaproponuje test pod hasłem „Sprawdź swój organizm”, to może dadzą się skusić.

W tamtych czasach trudno było o klasyczny test Coopera, bo do tego potrzebna jest jakaś ekipa, organizacja, ktoś musi dać sygnał startu, włączyć stoper, po 12 minutach wrzasnąć lub zagwizdać i zmierzyć dystans. „Przekrój” zaproponował więc odwrócony test Coopera. Nie biegniemy 12 minut i nie mierzymy, ile przebiegliśmy, tylko biegniemy 6 okrążeń stadionu, czyli 2400 m, i patrzymy na zegarek. Tabele pokazują wydolność organizmu. Przykładowo: 12 minut – słaba (dla 19-latka), dostateczna (dla M20), dobra (dla M40) lub bardzo dobra (dla M50).

Od razu dałem się skusić, bo zachwycił mnie fakt, że mogę zrobić wszystko sam, bez proszenia i bez świadków. Znaleźć bieżnię 400-metrową można wszędzie, zegarek też nie jest przedmiotem unikatowym, rzut oka na zegarek po sześciu okrążeniach pozwala złapać w miarę dokładny czas – wszystko jest bez porównania łatwiejsze do przeprowadzenia niż klasyczny test Coopera. Bo samotnemu trudno przecież biec na pełen regulator ze wzrokiem wbitym w zegarek, by złapać dokładnie koniec tej dwunastej minuty, a potem zastanawiać się długo, w którym miejscu bieżni akurat wtedy był i czy to 20 metrów od wirażu, czy może 30.

Piszę o tym, bo odwrócony test Coopera, ten szczyt praktyczności, został nie wiedzieć czemu wzgardzony. Wywieszone na widok publiczny tabele zobaczyłem tylko raz, dwadzieścia lat temu, na jednym ze stadionów we Wrocławiu. Szukałem tych tabel w internecie i nie znalazłem. „Metrowe” są. „Czasowych” niema. Ludzie! Dlaczego?

Być może teraz, kiedy biegają już wszyscy, a klasycznego Coopera urządza się w każdym mieście i każdy może się sprawdzać, ile chce, ten odwrócony już nie ma racji bytu. Ale pamiętajmy o początkujących. Albo tych, co akurat nie mają czasu w weekendy. Albo o samotnikach, bo tacy też są wśród nas. Może RW opublikowałby kiedyś te tabele odwróconego Coopera? Bo bez tabel cała zabawa jest bez sensu (Tutaj znajdziesz tabele, o których pisze Jacek Fedorowicz: Odwrócony test Coopera. Tabele z normami dla próby biegowej).

Dopraszam się usilnie, bo może to zachęci kogoś początkującego, zdopinguje, ośmieli, tak jak kiedyś mnie. Biegałem w 1980 już od kilku lat, ale wstydliwie, po zmroku, i zawsze z jakąś teczką lub siatką, że niby spieszę się na autobus. Zmierzyłem sobie czas na 2400 m, spojrzałem w tabelę i mało nie zemdlałem z wrażenia. Okazało się, że jestem biegaczem! Test był nagrodą za wysiłki i ostrogą zachęcającą do dalszych. Koleżankom amatorkom i kolegom amatorom odwróconego Coopera serdecznie polecam!

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze październik 2016.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij