Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Lekkim krokiem: Karta [FELIETON JACKA FEDOROWICZA]

Buty, skarpetki, okulary, żele i co kto chce, cały osprzęt biegowy wytwarzany jest w zawrotnych ilościach. Trzeba go sprzedać. Ja to rozumiem, ale… chyba jednak nie wszystko i nie do końca. I o tym właśnie parę słów chciałem dziś napisać.

Lekkim krokiem: Karta [FELIETON JACKA FEDOROWICZA] fot. shutterstock.com

Moja sąsiadka z sekcji felietonów w Runner’s World, Pani Emilia, pisze bardzo interesujące felietony pod ogólnym tytułem „Okiem biegaczki”. Jej sąsiad, czyli ja, pisuje pod hasłem „Okiem biegacza”.

Felietony Pani Emilii bardzo często są rzeczywiście obserwacjami czynionymi przez bystrą kobietę, przydatnymi dla biegających kobiet, a także mężczyzn, którzy chcieliby się czegoś o kobietach dowiedzieć, natomiast moje felietony pisane są z pozycji bezpłciowych. Dziś postanowiłem przełamać tę asymetrię i przedstawiam opowieść o mężczyźnie, który nagle natknął się na Kartę Podarunkową.

To było na jednym z biegów tegorocznych – nie zdradzę nazwy, żeby organizatorzy, skądinąd świetni, nie poczuli się urażeni. Wystartowałem, doczłapałem do mety i jako najstarszy zawodnik dostałem kilka nagród. Jedną z nich była Karta Podarunkowa pewnej znanej firmy sprzedającej sprzęt sportowy. Co robi typowy mężczyzna w obliczu takiego podarunku? Po chwili radości, że coś dostał, uświadamia sobie ze wstydem, że nie wie, co z tym zrobić.

Bo typowy mężczyzna nie ma nawet jednej dziesiątej wiedzy zakupowej, którą ma kobieta. On zakupów nie znosi, włóczenie się po galerii handlowej uważa za męczarnię, czuje się tam właśnie jak prawdziwy galernik, taki przykuty łańcuchami do wioseł, i ten jego stosunek do sprawy powoduje, że wszystko, co z zakupami związane, jest mu obce.

Promocje? Przeceny? Bony? Mój kłopot z kartą polegał początkowo na tym, że nie wiedziałem, jak z dobrodziejstwa skorzystać, to znaczy jak się dowiedzieć, co będę mógł sobie kupić. Buty czy parę łyków izotoniku?

Przestudiowałem teksty na opakowaniu. „Karta aktywna dopiero po doładowaniu w Punkcie Obsługi Klienta” – głosił napis. Ponieważ karta nie nosiła śladów odklejania od opakowania, powziąłem podejrzenie, że nikt jej dotąd nie doładowywał. Poczułem się z lekka rozczarowany. Owszem, rozważałem dalej, może firma wydająca kartę coś tam na nią wpłaciła, ale gdyby tak, to by chyba napisała, że np. obdarowany ma na niej 100 zł czy ileś. By sprawdzić, mogłem pójść do sklepu, załadować do koszyczka zakupy na chybił trafi ł za – powiedzmy – 300 zł (taką kwotą najczęściej nagradzają pierwsze miejsce w kategorii wiekowej), a następnie próbować zapłacić w kasie kartą.

Gdy mężczyzna widzi w sklepie obniżkę ceny, to uważa, że ta stara, przekreślona cena jest wymyślona i w rzeczywistości wcale nie była wysoka, a cała obniżka to lipa. Mężczyzna czasem ma rację, ale tylko kobieta wie na pewno, kiedy on tę rację ma, a kiedy nie.

Ale nie zdecydowałem się na eksperyment, bo nie chciałem przeżyć wstydu, gdy kasjerka spyta: „A co mi pan tu daje? Przecież na karcie jest zero”. Po kilku dniach dumania nad zagadką doszedłem do wniosku, że firma ofiarowała swoją kartę do puli nagród biegu, licząc na to, że zdobywca nagrody zechce zrobić jakiś podarunek żonie, dzieciom czy może pokonanym konkurentom, pójdzie z tą kartą do firmowego sklepu, doładuje kartę, a następnie ją komuś wręczy.

Komuś, bo przecież jak będzie chciał coś kupić sobie, to za te same pieniądze po prostu sobie kupi – po co mu jakaś karta po drodze? Czyli że firma, udając, że coś daje, zwyczajnie chce coś sprzedać. Rozumiem, że firma musi dbać o sprzedaż, ale ten sposób mnie nie zachwycił.

Od kilku dni rozmyślam, czy moje wnioski były słuszne, i wciąż pewności nie mam. A kobieta wiedziałaby od razu!

RW 07/2017

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij