Runner's World poleca:

Marek Krajewski: trop w Breslau

Poleć ten artykuł:

Marek Krajewski łamie stereotyp autora kryminałów z cygarem w jednej i szklaneczką whisky w drugiej ręce. Po pracy, zamiast ruszyć do zadymionego pubu, biegnie 10 km tropem poniemieckich zabytków Wrocławia. RW podąża za nim jak cień.
Marek Krajewski, uzależniony od biegania autor powieści kryminalnych Zobacz całą galerię

Godzina 8. Po wale wzdłuż Odry biegnie mężczyzna ubrany na czarno. Wychodzę zza drzewa, gdy tylko mija mnie na ścieżce. W uszach ma słuchawki, więc nie obawiam się, że usłyszy moje kroki na żwirze. Pochylam się nad odciskiem buta, który zostawił w wilgotnym piasku.

"Co my tu mamy... - przybliżam twarz do śladu na 30 cm. - Model z 2009 roku niemieckiej firmy Adidas, znanej kiedyś jako Gebrüder Dassler Schuhfabrik, stworzonej przez słynnego Adolfa Dasslera, zwanego pieszczotliwie Adi".

Zerkam na stoper i na czarną sylwetkę biegacza niespiesznie oddalającego się ode mnie. Między słupkami na ścieżce biegowej sprawdzam jego tempo: około 7 minut na 1 km. Tempo konwersacyjne.

Podejrzany składa zeznania

Godzina 17. Wrocław. Przedwojenna kamienica w okolicach placu Grunwaldzkiego. Dzwonię. Wchodzę do stylowego pokoju. Na środku stoją dwa stare krzesła i stół. Szczeka włochaty pies.

"Proszę zająć to wygodniejsze krzesło" - mówi Marek Krajewski, ubrany w czarny T-shirt. Siadam, a pies milknie i wchodzi pod stół między nasze nogi.

"Jest pan podejrzany o to, że zamiast pisać kolejny kryminał, uprawia pan bieganie" - zagajam spokojnie.

"Podejrzenie jest dość łagodne, ponieważ nie jestem sprawcą żadnego wykroczenia, a wręcz przeciwnie. Wykroczenie byłoby wtedy, gdybym zaniedbał pracę i stał się biegaczem, ale ja tego nie robię z wielu względów. Jestem już mężczyzną w średnim wieku, mam 46 lat, więc nie mogę biegać wyczynowo, ostro, zdecydowanie. Natomiast biegam rekreacyjnie, spokojnie, w związku z tym moje bieganie z pracą nie koliduje, dlatego to podejrzenie oddalam" - mówi pisarz miłym, ale zdecydowanym tonem.

Od Dionizosa do młodego boga

Przywołuję w pamięci zdjęcia Marka Krajewskiego sprzed paru lat: lekka nadwaga, prochowiec, styl starszego pana. Porównuję je z człowiekiem siedzącym naprzeciw mnie. Kilka kilogramów nadwagi zniknęło, energiczne ruchy, sportowy strój. Bliżej mu do stylu rzeźby Dyskobol Myrona niż wyczynów Dionizosa.

"Dzięki bieganiu ubyło panu lat?" - pytam.

"Zdecydowanie tak - odpowiada pisarz. - Odczuwam to mocno. Zimą biegałem na 15-stopniowym mrozie. Przybiegłem do domu i zanim wszedłem pod prysznic, aż parowałem! Ciało było czerwone, czułem się wtedy jak młody bóg, mimo że miałem lat 44. Mam więcej energii, lepiej się czuję, nie mam zadyszki przy wchodzeniu po schodach. Bieganie zapobiega także drastycznemu przybieraniu na wadze. Jestem człowiekiem łakomym. Mam nadwagę, choć nie przeszkadza mi ona specjalnie w życiu i bieganiu. Od trzech lat utrzymuję jednak stałą wagę plus minus 5 kg".

Nie mogę odpuścić. Zapowiada się trudne śledztwo. Marek Krajewski jest erudytą, filologiem klasycznym, operuje słowem z chirurgiczną precyzją. Muszę dowiedzieć się, czy odkąd zaczął biegać, zmienił się sposób jego pisania.

Tagi: ludzie | sylwetka | pisarz | kryminał | bieganie | literatura | półmaraton | Marek Krajewski

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij