Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Marek Krajewski: trop w Breslau

Marek Krajewski łamie stereotyp autora kryminałów z cygarem w jednej i szklaneczką whisky w drugiej ręce. Po pracy, zamiast ruszyć do zadymionego pubu, biegnie 10 km tropem poniemieckich zabytków Wrocławia. RW podąża za nim jak cień.
Marek Krajewski, uzależniony od biegania autor powieści kryminalnych Marek Krajewski, uzależniony od biegania autor powieści kryminalnych (fot. Paweł Kempa)

Druga trasa ma silny związek z zainteresowaniami przedwojennym Wrocławiem. Biegnę od mostu Szczytnickiego, przez mosty Jagiellońskie, do mostu Swojczyckiego, czyli około 10 km. Mijam po drodze miejsca bardzo porządnie i racjonalnie zaplanowane przez niemieckich architektów krajobrazu. Są to dęby stojące nad Odrą, wyłaniający się Stadion Olimpijski z końca lat 20. XX wieku, promenada spacerowa, stare wille poniemieckie na Zalesiu. To wszystko są miejsca wiążące się z historią Wrocławia i z jego niemieckim obliczem".

Maraton? Nie. Półmaraton? Ciekawe wyzwanie...

"Jak to się stało, że do życia wplótł pan jak w powieści nowy wątek: bieganie. Impuls? Olśnienie? Wspomniana chęć zrzucenia wagi?"

"Trzy lata temu byłem na półrocznym stypendium literackim w Szwajcarii. Przed wyjazdem ważyłem 110 kg, po powrocie 91 kg. Czułem się świetnie, choć z mojego BMI wynika, że powinien ważyć około 80 kg, ale bez jaj, tyle to ja ważyłem na maturze. Kilogramy zrzuciłem dzięki pływaniu i intensywnym spacerom.

O bieganiu krążyły różne mity. Na przykład Alois Alzheimer - słynny psychiatra i neurolog - uchodził za dziwaka, bo biegał po wałach Odry.

Po powrocie do Polski spacerowałem dalej, wracałem spocony, a któregoś dnia zamiast spacerować postanowiłem pobiec. To był impuls. Nagle się okazało, że biegnę pół godziny bez żadnego zmęczenia.

Byłem w szoku! Wprawdzie byłem wysportowanym młodym człowiekiem, w liceum grałem w kosza, siatkę, piłkę nożną na pozycji obrońcy, ale potem ograniczyłem się do kibicowania. Teraz spostrzegłem, że mogę swobodnie przebiec 30 minut, potem 40 i po pół roku od momentu olśnienia biegałem już godzinę. A gdy udało mi się przebiec Wielką Wyspę we Wrocławiu, czyli obiec dzielnice Biskupin i Sępolno od mostu Szczytnickiego - około 14 km, wiedziałem, że stać mnie na wiele. Miało to wpływ na dobre samopoczucie, dobrą samoocenę".

"Kolejne wyzwanie biegowe? Wywiad donosi, że myśli pan o maratonie lub półmaratonie" - drążę coraz głębiej.

"Zrezygnowałem z pomysłu przebiegnięcia maratonu z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że trasa przebiega po twardym podłożu. Czuję, że mi to nie służy. Po drugie, mam w pamięci problemy mojego kolegi Jacka Antczaka, który miał kłopoty z kolanem, musiał je rehabilitować. Nie chcę takich problemów. Jestem człowiekiem wygodnym, natomiast półmaraton jest ciekawym wyzwaniem i myślę, że bym mu sprostał i kiedyś spróbuję, ale chcę się do niego fachowo przygotować. Wywiad panu dobrze donosi (śmiech)".

Dziwak Alzheimer

"Czy szykuje pan wątek biegowy w jednej z nowych książek?"

"Byłoby to trudne. Ponieważ przez najbliższe lata ograniczę się do pisania kryminałów w stylu retro, osadzonych w czasach historycznych. Nie zamierzam pisać kryminałów dziejących się współcześnie. Osadzam akcję w latach 30.-40. XX wieku, kiedy bieganie było niezbyt popularne i nie było ważnym wątkiem życia codziennego. Być może na niewielką popularność biegania wpływało to, że ludzie powszechnie palili papierosy i mieli słabszą kondycję. Sam to odczułem, bo paliłem przez 30 lat.

Ponadto o bieganiu krążyły różnego rodzaju mity. Na przykład Alois Alzheimer - słynny psychiatra i neurolog z przedwojennego Wrocławia - uchodził za dziwaka, ponieważ biegał po wałach Odry, aż przeziębił się i umarł na zapalenie płuc. Takie sytuacje nie sprzyjały popularyzowaniu biegania.

Ale z drugiej strony w moich powieściach prolog i epilog rozgrywają się w czasach współczesnych, a główny nurt narracji płynie w przeszłości. W związku z tym kto wie, czy nie zawrę sceny biegnącego człowieka, który rozmyśla o czymś. Po czym akcja przeniesie się do przeszłości, a na końcu i znów pojawi się biegacz jako zaskoczenie, niespodzianka, suspens. Ciekawą myśl mi pan poddał..."

Tajemnicza kobieta

Godzina 17.25. Spoglądam ukradkiem na zegarek. Już wiem, jakim biegaczem jest Marek Krajewski. Nagle słychać kroki na klatce schodowej. Leżący pod stołem pies zaczyna ujadać. Zrywa się spod stołu, ślizgając nieco na wyfroterowanym, przedwojennym parkiecie. Wtedy dopiero rozlega się dzwonek. Marek Krajewski wstaje i otwiera drzwi. W progu staje kobieta...

Ciąg dalszy nie nastąpi.


Marek Krajewski,
lat 46, zawodowy pisarz (z wykształcenia filolog klasyczny), najpoczytniejszy polski autor kryminałów, laureat nagrody "Paszport Polityki" w 2005 roku i Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej powieści kryminalnej 2003. Popularność przyniósł mu cykl powieści o Eberhardzie Mocku, pracowniku wrocławskiego Prezydium Policji. Właśnie ukazała się jego nowa książka "Rzeki Hadesu", trzecia część nowej serii, której głównym bohaterem jest komisarz Edward Popielski. We Wrocławiu, którego jest ambasadorem, Marek Krajewski biega 3 razy w tygodniu po 8-10 km.

RW 07/2012

1 2 3
STRONA 3 z 3

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij