Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Marek Pawlukiewicz: Bieganie zaczyna się i kończy w głowie

Radio i muzyka dodają mu skrzydeł. Gdy jednak pada ze zmęczenia, ale kończy bieg, ma poczucie, że osiągnie w życiu wszystko. Nawet lot na Marsa. „Bo w bieganiu stawka jest większa niż tylko endorfiny” – mówi w rozmowie z Runner's World dziennikarz Marek Pawlukiewicz, jedna z osobowości tworzących radiową Trójkę.

Marek Pawlukiewicz: Bieganie zaczyna się i kończy w głowie fot. Wojciech Wójtowicz

Zacząłem biegać…

Do 14 roku życia dużo grałem w piłkę nożną, a zatem sporo biegałem. Kolejny moment to kiedy miałem 19 lat i moja radiowa koleżanka Halinka Wachowicz powiedziała: „Marek, jak ty wyglądasz, zrób coś z sobą”. I na drugi dzień zacząłem biegać, a Halinka dowiedziała się o tym po jakiś 20 latach. Potem  jednak miałem blisko 3-letnią przerwę i gdy odbierałem wynik badań lekarskich, pani w recepcji przychodni  TVP przy ul. Woronicza powiedziała „bieganie albo życie”. Od tamtego momentu biegam prawie cały czas.

Mój najlepszy bieg

Ja właściwie prawie nigdy nie mierzę czasów, bo ideą mojego biegania jest zapewnienie sobie zdrowia fizycznego i psychicznego. Jedynie na bieżni na Agrykoli kilka lat temu zamontowano elektroniczny zegar i kiedyś tam udało mi się pobiec 10 km w granicach 41 minut – o dziwo, w totalnym deszczu. A moje najlepsze treningi są na wiosnę – gdy przyroda budzi się do życia, nagle robi się ciepło i świeci wiosenne słońce – wtedy biegnę w stronę słońca.

Mój najtrudniejszy bieg

W te wakacje – upał, ponad 30 stopni, brak cienia. Musiałem zakończyć trening po przebiegnięciu 7 km, co mnie bardzo zabolało, ponieważ staram się nie schodzić poniżej mojej tradycyjnej „dychy”. Nie przepadam też za biegami w deszczu – wówczas, zamiast biegania, wybieram wchodzenie po schodach na moje klatce schodowej, 12 razy 12 pięter.

Ulubiona trasa

Bieżnia na Agrykoli, trasa wokół warszawskich Szczęśliwic oraz lasy wokół wsi Wólka Kościeniewicka, gdzie mam dom, w którym latem wypoczywam.

Kiedy biegnę to… 

...jestem w innym świecie. Słucham radia i muzyki, nie myślę o codziennych sprawach i problemach; jestem wtedy jakby w innej rzeczywistości. A gdy ze zmęczenia język wisi mi już do pasa, moim jedynym marzeniem jest dokończyć bieg i wtedy mam poczucie, że jak się to uda, to potem będę mógł osiągnąć w życiu wszystko, co będę chciał. Nawet lot na Marsa.

Zwykle po biegu lub przed biegiem jem… 

Wolę biegać na pusty żołądek, a po biegu uzupełniam płyny i jem zwykły obiad lub kolację. Nie stosuję diety, bo po to m.in. biegam, żeby nieco pofolgować sobie w jedzeniu. Ale oczywiście zdecydowanie unikam słodyczy i potraw typu golonka, schabowy i kiełbasa.                

Zwykle w biegu słucham…

...Trójki lub BBC World Service, a pod koniec biegu włączam rytmiczne piosenki motywujące do większego wysiłku:  Phila Collinsa, The Beatles, The Pointer Sisters, czasami Bee Gees, Boney M i wiele innych.

Aplikacja treningowa, zegarek, smartfon – czego używasz?

Tylko elektroniczny zegar na Agrykoli. Zaczynałem biegać blisko 30 lat temu, gdy podobnie, jak w pewnej piosence, którą śpiewał Piotr Fronczewski, „byłem barmanem na tym dancingu, pierwszy raper, nie było jeszcze stringów”. Wtedy nie było smartfonów, internetu, a i o planach treningowych mówiło się niewiele, nie wspominając o stringach, i tak się już przyzwyczaiłem – nie planuję, nie mierzę, a smartfon służy mi tylko do słuchania radia i muzyki.

Studio radiowe czy fitnessowe?     

Jedno i drugie. Bez radia nie wiem, co teraz bym robił, ale chyba nie byłbym szczęśliwym człowiekiem. Bez biegania być może byłbym już po drugim zawale i ważył 130 kg. Oba te elementy są bardzo ważne i dziś nie mógłbym bez nich normalnie funkcjonować.

Dobra kondycja przydaje się do...  

...bycia optymistą, bo dla mnie cały sport temu właśnie służy. Strach przed tym złym samopoczuciem jest dla mnie najlepszą motywacją do treningu, bo bieganie zaczyna się i kończy w głowie, a cała reszta to wyuczona rutyna – mówię to z perspektywy 30 lat. Oczywiście jest mi łatwiej niż innym np. wejść po schodach czy pójść na długi spacer. Ale najważniejsza jest radość, zmniejszenie skali problemów, czystszy umysł i bardziej optymistyczne spojrzenie na świat, ludzi, pracę i wyzwania. W pewnym sensie jestem „endorfinistą”.

Patent na mobilizację i motywację do biegania

Gdy mam kilkudniową przerwę w bieganiu, wówczas źle się czuję – fizycznie i psychicznie.

Trójka, piątka, dycha, połówka czy maraton?

Na treningu dycha, w sercu Trójka. Czuję, że mój organizm mówi „nie” przy dłuższych dystansach – albo mnie bolą plecy, albo czuję się potem przeciążony. I o dziwo – choć biegam blisko 30 lat, nigdy nie biegłem maratonu, a w zawodach startowałem tylko raz, gdy byłem 13-14-letnim dzieckiem. To było na warszawskich Szczęśliwicach, byłem najmłodszy i najmniejszy i do dziś pamiętam szalony doping ludzi na mecie, gdy dobiegałem na metę jako przedostatni uczestnik zawodów.

Biegowe marzenie

Chciałbym powrócić do tej formy, gdy 10 km biegałem w okolicach 40 min.

Marek Pawlukiewicz, dziennikarz i wydawca w Programie III Polskiego Radia. Początkowo związany z Listą Przebojów Programu III, potem w redakcji „Zapraszamy do Trójki”, gdzie przygotowywał oprawę muzyczną i przeprowadzał wywiady z gwiazdami filmu, m.in. z Demi Moore, Sandrą Bullock, Michaelem Douglasem, Richardem Gearem. Od blisko 25 lat jest wydawcą audycji dla dzieci „Zagadkowa Niedziela”. Pisał dla „Machiny”, „Twojego Stylu” i „Cinema”.

RW 10/2017  

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij