Runner's World poleca:

Marek Plawgo: Chcę usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego

Poleć ten artykuł:

Z przeciwnościami losu walczy z równie wielką determinacją, jak z rywalami. Gdy w 2005 roku złamał stopę, wielu skazywało go na sportowy niebyt. Ale on się nie poddał i z Goeteborga przywiózł do Polski srebrny medal. Teraz chce wygrać w Pekinie.

Marek Plawgo

"Wierzę, że jak z uporem dążymy do wybranego celu, zrobimy wszystko, poruszymy niebo i ziemię, to osiągniemy cel"– mówi 27-letni Marek Plawgo, wicemistrz Europy z Goeteborga (2006) oraz brązowy medalista mistrzostw świata w Osace (2007) w biegu na 400 m przez płotki.

Do światowej czołówki wszedł w iście sprinterskim tempie. W Osace 12 maja 2001 r. nieoczekiwanie poprawił rekord Polski Pawła Januszewskiego – 48.16. Do historii przeszedł jego bieg na halowych ME w Wiedniu w 2002 r., gdzie w doskonałym stylu pokonał wszystkich rywali.

Szwedzka robota

Ale najważniejsza walka, o być albo nie być w sporcie, była jednak przed nim. Dopadły go kontuzje . Cierpiał m.in. z powodu przepukliny, problemów z miednicą, kontuzji stawów skokowych i naderwanych mięśni. Ale to chleb powszedni płotkarza. Po prostu zaciskał z bólu zęby, gdy trenował.

"Nie załamywałem się. Na szczęście problemy zdrowotne przeplatały się z sukcesami"– opowiada lekkoatleta. "Nie traciłem wiary. Wiedziałem, czułem, że stać mnie na duże osiągnięcia". Pod koniec 2005 r. Marek zaczął odczuwać ból stopy. Kulał i trenował. Po werdykcie lekarzy, który brzmiał: "Złamanie stopy", w branży pojawiły się głosy, że to już koniec Plawgi. Polscy specjaliści nie mogli mu pomóc. Nie poddawał się.

Dowiedział się o chirurgu ze Szwecji, który z sukcesem leczył takie przypadki, jak jego. Wśród pacjentów Szweda byli m.in. piłkarz David Beckham i trójskoczek Christian Ohlsson. Na 3 miesiące przed letnimi mistrzostwami Europy w Goeteborgu przeszedł operację. Lekarze w Polsce wróżyli mu… prawie dziewięć miesięcy wyłączenia z biegania. To dla lekkoatlety prawie wyrok śmierci. Był w szoku, gdy szwedzki chirurg oznajmił mu po operacji, że na rehabilitację potrzeba tylko trzech tygodni. Myślał, że się przesłyszał. Gdy upewnił się, że ani się nie przesłyszał, ani lekarz nie żartuje, postanowił zagrać va banque.

"Powiedziałem sobie: jadę na mistrzostwa Europy – wspomina Marek. – Do dziś przyjaźnię się z moim wybawcą". W Goeteborgu każdy doceniał hart ducha polskiego biegacza, ale nikt nie dawał mu szans. Może miejsce w finale, ale nie medal. Zdobył srebro.

Medalowy bieg

Sukces dodał mu skrzydeł. W czerwcu 2007 r. był drugi podczas Superligi Pucharu Europy w Monachium. 28 sierpnia zdobył brąz w biegu na 400 m przez płotki na mistrzostwach świata w Osace. "Nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Sanchez zachowywał się dziwnie, prowadził jakąś grę – wspomina Marek. – Nic z tego nie pamiętam, tak byłem skupiony. Opowiadali mi o tym koledzy. Nie słyszałem kibiców, chociaż zazwyczaj ich słyszę. Nic, tylko ja i bieżnia. Rzadko zdarza mi się coś takiego".

W ostatnim dniu mistrzostw, biegnąc w sztafecie 4x400 m, zdobył również brąz. Jest pierwszym polskim lekkoatletą, który na jednych mistrzostwach świata sięgnął po dwa medale. Po mistrzostwach odniósł kolejno trzy zwycięstwa, z których najwartościowsze było na zawodach Golden League w Berlinie z wynikiem 49.01.

Niezwykle udany sezon zwieńczył zwycięstwem w światowym finale IAAF w Stuttgarcie z wynikiem 48.35. Został uznany lekkoatletą września 2007 r. w plebiscycie Europejskiego Stowarzyszenia Lekkiej Atletyki. W rankingu magazynu "Track and Field News"sklasyfikowany został w 2007 r. na 2. miejscu w świecie na swoim dystansie.

Bez wody sodowej

"Wiem, że wiele się we mnie zmieniło po moich doświadczeniach z kontuzją"– Marek robi rachunek sumienia. "Już nie jestem tak lekkomyślny. Nie odpuszczam treningów, a kiedyś odpuszczałem nawet 30%, bo uważałem, że to mi wystarczy, bo jestem dobry. Miałem sporo wody sodowej, wszystko mi wychodziło. Teraz ciężko się poprawić. Aby zrobić skok do przodu, potrzebowałem jednego sezonu bez kontuzji".

Marek Plawgo analizuje swoje starty i treningi. Uważa, że współpraca z psychologiem jest ważna. Każdy biegacz wie, że większość biegów wygrywa "głową". Doktor Nikodem Żukowski przeprowadził już kilka sesji z Markiem oraz jego trenerem Janem Widerą. "Zaszkodzić na pewno nie zaszkodzi, a skoro ma pomóc, to trzeba spróbować"– deklaruje szkoleniowiec.

Tagi: Marek Plawgo | sylwetka | ludzie | wyniki | rekordy | sukces | znany biegacz | sportowcy | lekkoatleta

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij