Runner's World poleca:

Michał Gąsiorowski: Uwielbiam zmęczenie i dokręcanie śruby

Poleć ten artykuł:

Michał Gąsiorowski na swoim twitterze określa się jako miłośnika, sportu, podróży i... dobrego jedzenia. O bieganiu ani słowa, a pochwalić się może chociażby ukończeniem maratonu w Berlinie. Postanowiliśmy pociągnąć nieco popularnego dziennikarza za jego radiowy język.

Michał Gąsiorowski, dziennikarz, znani biegacze, Program III Polskiego Radia

Do biegania wiodły mnie raczej kręte drogi, bardziej jak trasa odcinka specjalnego rajdów samochodowych niż lekkoatletyczna bieżnia. Odkąd pamiętam, zawsze coś trenowałem: badmintona, koszykówkę, tenisa, piłkę nożną – sporo się tego nazbierało.

Nigdy jednak nie byłem wielkim fanem samego biegania. Potrzebowałem go, gdy musiałem poprawić np. kondycję, szybkość, i traktowałem je jako środek do celu.

Co z tą ścianą?

Na moją przemianę w biegacza trochę mieli wpływ Krzysiek Łoniewski i Paweł Januszewski, czyli cała trójkowa grupa związana z „Biegam Bo Lubię”, choć także ogólnonarodowe, nawet ogólnoświatowe poruszenie związane z bieganiem. Ja po prostu chciałem zobaczyć, jak to jest przebiec maraton, co się wtedy czuje, co to jest ta ściana, czy człowiek rzeczywiście jest taki zmęczony, co ludzie widzą w bieganiu.

Zacząłem trenować z moją dziewczyną Joasią i, co ciekawe, na początku radziła sobie lepiej niż ja. Pierwszy raz przebiegłem z nią 10 km i myślałem, że to jakiś koniec świata, tak byłem zmęczony. W trakcie przygotowań do maratonu przeszedłem jednak taki punkt, w którym bieganie samo w sobie zaczęło sprawiać mi radość. Szczerze mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewałem.

Zdobyć Berlin

Lubię treningi krótsze, ale bardziej intensywne. Uwielbiam interwały, np. kilometr w tempie 3 minut, podbiegi pod wzniesienia, treningi uzupełniające, crossfit, gram w squasha. Robię też wybiegania po 32 km. Bardziej niż maratończykiem jestem biegaczem, który chciałby śrubować wyniki na 10 km, najwyżej półmaraton. Kiedy szykowałem się do startu w berlińskim maratonie, jeszcze tego nie wiedziałem.

Ponieważ nie wiedziałem też za bardzo, czego się spodziewać na trasie, podchodziłem do tego wyzwania ostrożnie. Zależało mi, żeby dobiec do mety. Drugi mój cel – złamanie 4 godzin. Nie udało się i nie ukrywam, że wynikiem 4:17 byłem bardzo zawiedziony. Kondycyjnie wytrzymałem, nie było ściany, ale byłem za słabo przygotowany mięśniowo – nogi mi umarły. Oczywiście nie zapamiętałem tego maratonu jako koszmarnego przeżycia – to był ból do zaakceptowania, raczej walczyłem z samym sobą.

Bez wymiękania

Na treningu uwielbiam czuć zmęczenie, dokręcenie śruby. Kiedy zbliżam się do granicy, mówię sobie wtedy: „Jak odpuścisz, będziesz miękki”. Tak się motywuję. W głowie mam też słowa Justyny Kowalczyk: „Nie patrz na górę, tylko patrz pod nogi. Jak spojrzysz na górę i zobaczysz, jak jest jeszcze wysoko i ile jest do pokonania, to wszystkiego się odechciewa. Gdy patrzysz na te swoje małe kroczki, jest Ci znacznie łatwiej”.

Na własnej skórze

Zupełnie inaczej komentuje się zawody, jeśli przeżyło się samemu to, co sportowcy robią w niewiarygodnym tempie, a nie zna się tego tylko z teorii. Staram się podejmować jak najwięcej sportowych wyzwań, np. pokonać na biegówkach Alpe Cermis albo przebiec maraton, żeby wykorzystywać wiedzę i te bezcenne odczucia czy emocje w trakcie sportowych relacji.

Michał Gąsiorowski, 36 lat, dziennikarz sportowy Programu III Polskiego Radia.

RW 05/2015

Tagi: Michał Gąsiorowski bieganie | znani biegacze | Program III Polskiego Radia

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij