Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.4

Mzungu w krainie biegaczy: opowieść o bieganiu w Afryce

Bez sztabu trenerów, lekarzy i masażystów. Bez planów treningowych i rozpisanej diety. Nawet bez butów. Tak w kenijskim Iten trenują przyszli mistrzowie i rekordziści świata. Reporter RW wybrał się do Afryki, by poznać sekret ich sukcesów.

Bieg w grupie: biegacze z Iten trenują w grupach dowodzonych przez doświadczonego zawodnika.(fot. Kuba Wiśniewski PR)

Jest zimno, w nocy padał deszcz. Słońce jeszcze do końca nie wyszło zza ciemnorudego horyzontu. Iten wybudza się do życia. Spotykają się w kilkudziesięcioosobowych grupach. Rozmawiają o treningach, żartują. W półmroku świtu błyska wtedy biel uśmiechów. Większość pozostanie bezimienna. Czekają na swoich liderów, którzy wiedzą, jak trenować, by osiągnąć sukces. Największy sukces ich życia. Może jedyny sukces, którego można w Kenii zasmakować.

W tym czasie przewracam się na drugi bok. Ja pójdę biegać, gdy oni będą szli na drugi tego dnia trening. Jestem dla nich chyba tylko leniwym mzungu, który wpadł do Afryki z krótką wizytą, by podpatrzeć, jak to się robi w Iten...

Iten to handlowe miasteczko położone na skraju tzw. Wielkiego Rowu Wschodniego, rozdzierającego Kenię od północy do południa. Z krawędzi Elgeyo, na której brzegu przycupnęło Iten, widać ponadtysiącmetrowe, rozległe tereny doliny Keiro. Gdy tu przyjechałem w połowie marca, właśnie kończyła się pora deszczowa. Zamiast spodziewanej sawanny i upału, powitał mnie krajobraz rodem z Lubelszczyzny: umiarkowane temperatury i nocne ulewy.

Miejscowość położona jest ponad 2300 metrów nad poziomem morza. Tereny pozbawione niemal zupełnie drzew pokrywają czerwone pola uprawne lub pastwiska. Rzadko kiedy jest bezwietrznie. Bardzo trudno znaleźć choćby 200 metrów płaskiego odcinka do biegania. Zwierząt dzikich tu nie ma, odkąd tereny przeszły w posiadanie rolników. Lwów i panter brak.

Szacunek z nutką ironii: mzungu, czyli biały człowiek, jest tu wciąż obiektem budzącym respekt, ale i biegaczem, który nigdy nie będzie tak szybki, jak oni. (fot. Grzegorz Gajdus)

Po jedynej w promieniu 50 kilometrów asfaltowej szosie pędzą za to bez opamiętania matatu (kenijskie mikrobusy) i ciężarówki w drodze do niedalekiego Eldoret. Gdy pada deszcz, nawierzchnia dróg gruntowych zamienia się w lepką, ciężką glinę, która ściśle przylega do butów.

A jednak w tych okolicach trenuje na co dzień pół tysiąca biegaczy. Podobnie jak w kilkunastu innych centrach biegowych rozsianych po zachodniej Kenii.

W naszej małej grupie treningowej, która na miesiąc przyjechała na obóz klimatyczny do Afryki, jest oprócz mnie trzech maratończyków - Henryk Szost, Adam Draczyński i Mariusz Giżyński. Jest też trener Grzegorz Gajdus, rekordzista Polski na dystansie 42 195 km, przed laty jeżdżący regularnie na obozy do Kenii i wierzący w jej siłę. We czwórkę zamieszkaliśmy w Lorny Kiplagat, zeuropeizowanym ośrodku czarnoskórej lekkoatletki, która po wyjściu za mąż przyjęła holenderskie obywatelstwo, a za zarobione pieniądze wybudowała centrum sportowe niedaleko swojej rodzinnej wioski.

Miejscowi trenują w dużo większych grupach. Często na trening wybiega razem kilkudziesięciu biegaczy i kilka biegaczek, choć nie wszyscy są w stanie wytrzymać wspólny trening. Grupy biegają według programu lidera, którym jest najczęściej doświadczony zawodnik, mogący się pochwalić zwycięstwami w jakichś europejskich maratonach. Rozumowanie jest proste, choć dla wielu zgubne: skoro lider dzięki swojemu treningowi dał radę zajść tak wysoko, to i ja, gdy zrealizuję jego program, mogę osiągnąć sukces. 

Pełna natura: dzieci często dołączają do biegaczy i nie ma znaczenia, czy ktoś nosi buty, czy nie... (fot. Kuba Wiśniewski PR)

Trening jest usystematyzowany, ale brak w nim podejścia do konkretnego zawodnika, do jego indywidualnych możliwości i aktualnej dyspozycji. Maratończycy trenują często trzy razy dziennie, a ci biegający krótsze dystanse "tylko" rano i po południu. Nikt nie ćwiczy na siłowni, nie stosuje żadnych wymyślnych technik treningu. Wszyscy biegają przez 6 dni z rzędu, za to w niedzielę starają się odpoczywać i nie robić literalnie nic - poza jedzeniem, piciem, leżeniem i co najwyżej wolnym spacerowaniem.

W poniedziałki biegacze i biegaczki spotykają się na bieg ciągły w urozmaiconym terenie o długości około 20 km. Najlepsi przebiegają go z prędkością nawet 3,10-3,15 min/km. We wtorek odbywa się wielkie, wspólne bieganie na stadionie. Na gliniastej bieżni stadionu Keiro Amateur Athletic Association biega wtedy naraz do 200 biegaczy. Trening tempowy polega z reguły na pokonywaniu coraz krótszych odcinków w coraz szybszym tempie - np. 2 x 2 km, 2 x 1600 m, 2 x 1200 m, 2 x 800 m - z zachowaniem 400-metrowej przerwy w truchcie.

W środę leniwy, długi bieg przez półtorej godziny. Czwartego dnia trening w urozmaiconym terenie i w urozmaiconym tempie (odcinki od 1 do 6 minut z przerwami o podobnej długości). W piątek znowu spokojne rozbiegania, natomiast w sobotę odbywają się długie, ponaddwugodzinne intensywne biegi, które są prawdziwą próbą sił i charakteru.

Co oprócz siły woli pozwala Kenijczykom na tak intensywny trening? Mimo że to Afryka, naturalnego paliwa na pewno im nie brakuje. Kuchnia kenijska nie jest zbyt skomplikowana ani smaczna, ale za to pożywna.

Dzień tempa: wtorek jest dla wszystkich tradycyjnym dniem treningu na stadionie. Ilu rekordzistów świata widać na tym zdjęciu? (fot. Kuba Wiśniewski PR)

Mięso je się tutaj dwa, trzy razy w tygodniu. Podstawą pożywienia w Iten jest natomiast ugali, czyli gotowana mąka kukurydziana. Często widywałem też biegaczy jedzących na główne danie gotowaną soczewicę z sosem. Żelazo i sole mineralne dostarcza w nadmiarze nijaka w smaku sukuma wiki - krzyżówka szpinaku i zielonej kapusty. Owoców jest pod dostatkiem: w tym regionie królują awokado, ananasy i banany. Do tego ogromne ilości mocnej, słodkiej herbaty, która jest chyba odpowiednikiem naszych hipertoników.

Polskie żołądki musiały przejść parę dni kwarantanny, by w pełni przyjąć kenijską dietę. Spotykani zawodnicy często próbują przekonać mnie, że warto zaprosić ich do Europy na jakiś bieg. Oferują też pomoc w trakcie treningów w roli pacemakerów - gwarantują, że poprowadzą mi każdy odcinek w mocnym, równym tempie. Na skórze ostrym kamykiem zapisują numery swoich telefonów i proszą o kontakt.

Chętnie przyjmują zużyte buty i stare koszulki do biegania. Potem na treningach widzę grupę nieźle ubranych biegaczy, którzy stanowią żywą reklamę maratonu w Sztokholmie, mityngu Golden League w Zurychu czy podlaskiego klubu LŁKS Prefbet Śniadowo. Łamaną angielszczyzną zapewniają mnie, że stać ich na dobre rekordy życiowe, choć nigdy jeszcze nie startowali w zawodach.

Warzywa przede wszystkim: choć mięsa w diecie kenijskich biegaczy nie brakuje, to podstawą ich posiłków są warzywa, zboża i owoce (fot. Kuba Wiśniewski PR)

W Kenii biegacze stanowią zwartą grupę społeczną, w dużym stopniu przezwyciężając podziały plemienne, które jeszcze w niedalekiej przeszłości doprowadzały do gwałtownych zamieszek. Bieganie jest sposobem na życie, patentem na zrobienie kariery i przezwyciężenie biedy. Często kilkoro rodzeństwa trenuje, a po latach, jeśli mają szczęście, wracają do domu, by pokazać sąsiadom, jak bardzo się wzbogacili. Tak naprawdę oddają bieganiu wszystko. Mieszkają po kilka miesięcy w domu jednego z zawodników, wspólnie żywiąc się i trenując. Nie marnują energii na pracę.

Gdy biegną, cali są ruchem, nie mają innych zmartwień. Gdy my biegniemy, wyglądamy w porównaniu z nimi ciężko i nienaturalnie. Nawet szczupły Mariusz wydaje się przy nich gladiatorem. Są co prawda wśród biegaczy z Iten typy mocniej zbudowane, ale przeważają zawodnicy o smukłych mięśniach i lekkiej konstrukcji. W tym klimacie nie potrzebują tak grubej tkanki tłuszczowej, jak my. 

Klimat w Iten im sprzyja. Przez większość roku jest tu gorąco, ale nie aż tak upalnie, jak w nizinnej części kraju. Wysokość od 1600 do 2200 m n.p.m. stwarza - według fizjologów sportu - warunki sprzyjające rozwijaniu cech wytrzymałościowych, kluczowych dla biegaczy długodystansowych.

Przebywanie na takiej wysokości nad poziomem morza przede wszystkim początkuje szereg zmian adaptacyjnych organizmu do zjawiska hipoksji, cyzli niedotlenienia tkanek. Jednak w ostatecznym rozrachunku osoba zjeżdżająca z gór na niziny odczuwa pozytywne skutki treningu na wysokości. Ma m.in. lepsze parametry krwi, w tym hemoglobiny, jak też większą ilość czerwonych krwinek, które są przecież nośnikiem tlenu. My przyjeżdżamy do takich miejsc, jak Iten, by "robić" dobrą krew, miejscowi w tych warunkach żyją od urodzenia.

Ciągle z górki: tereny otaczające Iten sprzyjają rozwijaniu siły biegowej. A żeby mieć siłę, trzeba dużo jeść! (fot. Kuba Wiśniewski PR)

Biały biegacz wzbudza tu poruszenie. Na treningach każde napotkane dziecko pozdrawia mnie, krzycząc: "How are you?!", co z początku jest miłym zaskoczeniem, a potem staje się męczące. Często całe gromady ubranych w szkolne mundurki dzieci dołączają do sapiącego mzungu.

Bo biały człowiek to w języku suahili mzungu. Mianem tym określano tu niegdyś europejskich handlarzy, którzy krążyli po Kenii ze swoimi towarami ponad 200 lat temu - trochę cwani, trochę niegodni zaufania, ale ludzie, którym trzeba okazywać szacunek. Teraz uważani jesteśmy za bogaczy, którzy trenują co najwyżej dla jakiejś wydumanej satysfakcji. Którzy są leniwi, bo wstają późno i biegają wolno.

Trzeba być naprawdę superbiegaczem, żeby Kenijczykom zaimponować. Mistrzowie świata są tu skarbem narodowym, symbolem dobrobytu i awansu społecznego. Ich imionami nazywane są stadiony i ulice. Ich rodziny darzone są olbrzymim szacunkiem. Co roku do elitarnego grona medalistów wielkich imprez czy triumfatorów prestiżowych maratonów dołączają nowe nazwiska. A gdy nad Iten zachodzi słońce, pod nieruchome z upału niebo wznoszą się sny o zwycięstwie. Śnione przez setki bezimiennych rekordzistów świata, którzy nigdy nie będą mieli okazji stanąć na linii startu.

Jak pojechać na kenijskim paliwie?

Krótka rozmowa z najlepszym polskim maratończykiem, Henrykiem Szostem, który po powrocie z Iten pobiegł maraton w czasie 2.10:27.

Paliwo made in Iten: Henryk Szost próbował korzystać z kenijskich źródeł energii (fot. Kuba Wiśniewski PR)

Co najbardziej zapadło Ci w pamięć podczas pobytu w Kenii?

Masy biegających Kenijczyków. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ludzi biegających zawodowo. Bo przecież oni nic poza bieganiem nie robią. Od młodych lat większość z nich tylko trenuje. I są bardziej zawodowcami niż biegacze z naszej krajowej czołówki. Tyle że w Polsce w biegach długich jest około 15 zawodników na wysokim poziomie, a w samym tylko Iten biegało ich około 400.

Co Twoim zdaniem jest motorem napędowym biegaczy z Iten?

Przede wszystkim wysokość nad poziomem morza i dobry klimat. No i ostra selekcja z całej masy trenujących zawodowców. Z tej masy musi wyłonić się kilku światowej klasy zawodników. Zatarł się zresztą mój pogląd, że każdy Kenijczyk jest stworzony do biegania. Zweryfikowałem bajki o ich kosmicznych treningach. Najmocniejsze sesje wytrzymuje tylko kilku najsilniejszych. Obserwowałem ich podczas zabawy biegowej, na interwale, z którym miałbym pewnie problemy. Z około setki cały trening wykonało sześciu, siedmiu Kenijczyków. Reszta padła już po kilku odcinkach.

Jak pokonać Kenijczyków i jak Ty tego dokonałeś?

Kluczem są według mnie obozy klimatyczne na wysokości 2000-2500 m n.p.m. Na tych wysokościach "biały" może skutecznie wykonać trening, który podniesie jego poziom wydolności. Inaczej nawet największy talent nie ma szans zbliżyć się do poziomu Kenijczyków czy Etiopczyków.

Budowanie formy: najlepsi polscy maratończycy na typowej kenijskiej drodze w Iten. Od lewej: Mariusz Giżyński, Henryk Szost i Adam Draczyński (fot. Grzegorz Gajdus)

Kilka tygodni po powrocie z Iten, podczas maratonu w Wiedniu, pobiłem znacznie swój rekord życiowy i uzyskałem minimum kwalifikacyjne na tegoroczne mistrzostwa Europy w Barcelonie. Pokonałem też kilku Kenijczyków. A więc, jak się okazuje, można tego dokonać!

Jak trenować w Iten, jeśli jest się średniozaawansowanym biegaczem?

Jeżeli jesteś amatorem, trenuj bardzo spokojnie. W myśl zasady: dłużej, ale bardzo wolno. Nie przesadzaj z interwałem, nie biegaj szybciej długich odcinków, zachowuj zawsze rezerwę. Bo żeby w miejscu takim jak Iten wykonać mocny trening, trzeba mieć mocny, dobrze wytrenowany organizm. Nawet zawodnik na wysokim poziomie może się w takich warunkach szybko przetrenować. Trzeba mieć doskonałe wyczucie organizmu, żeby tego uniknąć. A jeśli tu się "zajedziesz", to cały sezon możesz mieć z głowy.

Zobacz także: Dolina w ogniu

RW 07-08/2010

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij