REKLAMA

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie

Bieganie to nie jest sprawa życia lub śmierci, prawda? Możliwe, że zmienisz zdanie, kiedy poznasz członków tego biegowego klubu. Wypady w góry Wspinaczkowego Klubu Sług Szatana nie mają bowiem nic wspólnego z bezpieczną, relaksującą aktywnością sportową. Decydując się na treningi razem z nimi, robisz to na własną odpowiedzialność, niemal za każdym razem ryzykując życiem.

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie Greg Mionske
Członkowie Satan’s Minions Scrambling Club podczas jednego ze swoich wypadów w Boulder w stanie Kolorado (fot. Greg Mionske)

W niektóre poranki, około godziny 5:30 czy 6:00, mała grupa spotyka się w Boulder w amerykańskim stanie Kolorado. Biegną razem przez jakieś 1500 metrów szutrową drogą, która wije się do podstawy gór. W czasie podbiegu przeskakują nad skałami, korzeniami – właściwie wszystkim, co może pojawić się na ich drodze. Ale dopiero kiedy docierają do Flatirons – skał, które są wręcz ikoną tego rejonu – zaczyna się prawdziwa przygoda.

Zamiast zmieniać kurs, jak czyni to większość biegaczy, oni biegną dalej prosto, do podnóża skał. I bez wahania wbiegają na nie, obniżając sylwetki, szukając rękoma punktów zaczepienia i ruszając w górę po piaskowcu. Zwykle bez asekuracji i jakiegokolwiek sprzętu wspinaczkowego, polegając jedynie na sile swoich palców i oparciu stóp.

Kiedy dotrą na szczyt skały albo schodzą w dół (nadal bez sprzętu), lub, na właściwie pionowych odcinkach, mocują linę i przy jej pomocy docierają na dół, pokonują czasami 60-70 metrów w mniej niż minutę. Często powtarzają całą akcję na innej skale, zanim wrócą około godziny 8 do punktu startowego – w sam raz, by zdążyć do pracy.

To nie są kaskaderzy trenujący do kolejnego filmu o Bondzie. To członkowie Satan’s Minions Scrambling Club. „Pod wieloma względami to, co robimy, jest szalone” – mówi 57-letni Bill Wright, ojciec dwójki dzieci, programista i założyciel Minionsów. I właśnie to szaleństwo wyróżnia ich w mieście pełnym olimpijczyków, ironmanów, zawodowych biegaczy i innych nieprzeciętnych sportowców

Wspinaczka biegiem

Klub został założony 20 lat temu. Wright doznał wtedy poważnej kontuzji w czasie wspinaczki na drodze znanej jako Death and Transfiguration (Śmierć i Przeistoczenie). Wracając do zdrowia, przeczytał przewodnik dla wspinaczy „Flatiron Classics: A Guide to Easy Climbs and Trails in Boulder’s Flatirons”, napisany przez Gerry'ego Roacha, i zafiksował się na jednym wyzwaniu: zdobyciu 10 konkretnych szczytów w górach Flatirons w mniej niż 15 godzin, czyli pobiciu dotychczasowego rekordu.

REKLAMA

REKLAMA

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie Greg Mionske
Bill Wright założył Wspinaczkowy Klub Sług Szatana prawie 20 lat temu (fot. Greg Mionske)

W czasie leczenia zaczął przygotowania do tego wyzwania. Trenował, kiedy reszta rodziny spała, bo nie chciał, aby jego plany zabierały czas, jaki spędzał z synami. „Nie traktowałem tego jako wyzwania sportowego – opowiada Wright. – Raczej jako przygodę, w czasie której mogłem przebywać w niesamowitych i bardzo spektakularnych okolicznościach przyrody. Ale musisz przy tym czerpać też radochę z ciężkiego oddechu i wysiłku”.

Wright namówił kilku przyjaciół, by podjęli z nim to wyzwanie. Zaczęli spotykać się o świcie, by w ekspresowym tempie pokonywać kolejne drogi, zwykle bez wspomagania sprzętem wspinaczkowym. A od parkingu do podstawy gór biegli.

Zmienione podeszwy

„Nie uczymy tego, nie jesteśmy przewodnikami i nawet nie zachęcamy do tego” – mówi Wright o grupie, która pokonuje skalne drogi o stopniu trudności nawet do 5-6 w skali YDS. Oznacza to wspinaczki od łatwych – dla początkujących – do naprawdę trudnych, dla wspinaczy z doświadczeniem i gdzie już zaleca się użycie liny. Czasami wykorzystują linę w drodze w dół, ale większość tras pokonują bez niej. Mówiąc to, Wright zaznacza, że nową trasę zawsze sprawdza najpierw ze sprzętem wspinaczkowym, by mieć pewność, że można ją przejść bez „wspomagania” i bez nadmiernego ryzyka.

A skąd wzięła się nazwa klubu? Od kogoś, kogo Wright nigdy nie spotkał. Był to przyjaciel biegacza, którego Wright zaprosił na poranny trening, mający składać się z 8 km biegu z przewyższeniem 350 metrów plus 10 wspinaczek o poziomie trudności 5,5. Wszystko przed 7:45 rano. W reakcji na taki opis przyjaciel otrzymał mailem komentarz: „Jezu Chryste! Ten Bill Wright brzmi jak jakiś sługa szatana. Radzę unikać go za wszelką cenę”.

REKLAMA

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie Greg Mionske
Biegacze ze Wspinaczkowego Klubu Sług Szatana spotykają się wcześnie rano, by jeszcze przed pracą zaliczyć kilka tras (fot. Greg Mionske)

Wrightowi spodobała się ta ksywka. „Naprawdę dobrze brzmiała jako nazwa, więc staliśmy się Wspinaczkowym Klubem Sług Szatana” – śmieje się.

Grupa początkowo liczyła 4 osoby i nie przekroczyła dziesiątki przez pierwsze 5 lat. Z czasem, dzięki poczcie pantoflowej, klub rozrósł się i dziś ma ponad 100 członków. „To niebezpieczne – ostrzega Wright. – Można zginąć na naszym treningu. Ale jeśli ktoś już wspina się tak jak my, to przyjmujemy taką osobę z otwartymi ramionami”.

Zostać członkiem klubu nie jest łatwo. Wright sprawdza najpierw chętnych zdalnie, pytając mailowo o doświadczenie wspinaczkowe i prosząc o potwierdzenie, że są w stanie zrobić solo First albo Third Flatiron (dwie popularne drogi wspinaczkowe) od początku do końca i z powrotem w mniej niż godzinę.

Jeśli aplikant przejdzie tę część teoretyczną, czeka go egzamin praktyczny, czyli wspólny wypad z Wrightem w skały, gdzie ocenia on umiejętności i zachowanie na ścianie. W tej części przyszły członek klubu musi mieć buty biegowe, w których podeszwa wymieniona jest na taką, która zrobiona jest z bardzo przyczepnej gumy, albo po prostu w butach do wspinaczki – oba rozwiązania są po prostu bezpieczniejsze niż normalne buty biegowe.

Kryteria oceny są proste. „Jeśli jestem przy tobie nerwowy, to nie wchodzisz – mówi Wright. – Nie jesteśmy superbohaterami bez układu nerwowego”.

Może to właśnie dzięki takiej polityce przez dwie dekady na klubowych wypadach zdarzyło się tylko jedno odpadnięcie od ściany, które zakończyło się złamaną kostką.

The Minions nie mają określonych godzin i dni, w które się spotykają. Zwykle jest to inicjatywa jakiegoś członka klubu, który mailem zaprasza resztę na wspólny wypad. Zwykle zdarza się to raz na tydzień – częściej w czasie ciepłych miesięcy, rzadziej zimą. Jeśli wypad organizowany jest w tygodniu, zwykle spotyka się niewielka grupka, do dziesięciu osób, a cała wyprawa zamyka się w czasie 1-2 godzin.

REKLAMA

REKLAMA

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie Greg Mionske
Członkowie Wspinaczkowego Klubu Sług Szatana Członkowie na trasie o nazwie Second Flatiron (fot. Greg Mionske)

„Ludzie myślą, że zawsze jedziemy na maksa – mówi Wright. – A tak często nie jest. Lubię ciężki wysiłek raz czy dwa razy w tygodniu, ale to wszystko. Oczywiście dla zwykłego turysty poruszamy się szybko, bo po prostu się nie zatrzymujemy, ale większość trasy pokonujemy w przyjemnym tempie konwersacyjnym. To naprawdę jest bardziej towarzyskie spotkanie niż ostry trening”.

W klubie są ludzie w różnym wieku i różnych zawodów. Derek, syn założyciela, ma 21 lat i jest najmłodszy. Buzz Burrell, najstarszy, niedługo skończy 70 lat. Do klubu należy też Anton Krupicka, dwukrotny zwycięzca Leadville 100 i 50-mile Trail National Champion, oraz wielu innych wyczynowych sportowców: ultramaratończyków, wspinaczy, skialpinistów. Ale są też amatorzy, którzy po porannym wypadzie muszą zdążyć do swojej pracy.

Tour de Flatirons

Najważniejszym wydarzeniem dla grupy jest coroczny wyścig Tour de Flatirons, organizowany od 15 lat. Zwykle zawody odbywają się jesienią – jest to 5-etapowy bieg, który rozgrywany jest przez 5 weekendów, i ma w sobie zarówno elementy biegania terenowego, jak i szybkiej wspinaczki. W 2019 roku wystartowało 40 uczestników.

„Jest naprawdę ciężki – podkreśla Bill Wright. – Na niektórych etapach masz od 4 do 8 km biegu z przewyższeniem 500-650 metrów i od 10 do 14 wspinaczek o poziomie trudności od 5,2 do 5,6”.

„Te zawody opierają się mniej na technicznej stronie wspinaczki, a bardziej na kondycji” – mówi Krupicka, który bierze udział w Tourze każdego roku od 2012. Najszybsi po prostu nie zatrzymują się w czasie wspinaczki, pokonując całe trasy bez odpoczynku. Wymaga to niesamowitej wytrzymałości – tej aerobowej, ale też anaerbowej. Dla osób próbujących swoich sił w tych zawodach często jest to bolesne doświadczenie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

REKLAMA

Najbardziej niebezpieczny klub biegowy na świecie Greg Mionske
Tour de Flatirons, 5-etapowe zawody w  bieganiu i wspinaczce, to wisienka na torcie klubowych spotkań (fot. Greg Mionske)

„Kiedy startujesz po raz pierwszy, myślisz, jaki to nie jesteś debieściak” – mówi Cordis Hall, biegacz wspierany przez markę adidas i członek klubu od 2015 roku, wspominając swój pierwszy start w zawodach. – A potem stajesz się coraz mniejszy i mniejszy, aż w końcu docierasz  mety pełen pokory”.

Hall wygrał Tour w 2015 roku.

27-letnia Angela Tomczik, która pracuje jako analityk, dołączyła do grupy 5 lat temu. „Trenowanie z The Minions zrobiło ze mnie lepszą biegaczkę. Szczególnie widać to na zbiegach, które kończą każdy wypad. Biegniemy wtedy tak szybko, jak to możliwe, i staramy się przy tym omijać wszystkie przeszkody, jakie pojawiają się na drodze. Może nie jest to typowe narzędzie treningowe, ale w moim przypadku bardzo skuteczne” – śmieje się Angela.

„Połączenie biegania i wspinaczki to moje ulubione zajęcie – mówi Krupicka. – Może dlatego, że najłatwiej łapię tutaj ten flow, który jest wynikiem skupienia i wysiłku jednocześnie”.

No i te nieprawdopodobne skały. Ich zdobywanie daje już na szczycie poczucie pewnego heroizmu i jednocześnie dumy z tego, że masz ciało i psychikę, które są w stanie pokonać te skały. Wright ma nadzieję, że coroczne zawody rozwiną się w coś większego.

„Chciałbym, by przetrwały moją kadencję. Muszę zostawić je w takim stanie, z taką energią, by trwały nawet bez mojego udziału” – kończy założyciel i lider Wspinaczkowego Klubu Sług Szatana.

Zobacz także:

RW 07-08/2020

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA