Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Nie wypchasz buta internetem [felieton Jacka Fedorowicza]

Dorzucam kilka moich, prostych patentów, przeznaczonych głównie dla tych biegających, którzy dopiero co dali się namówić na bieganie, a przy tym nie uwierzyli przesądom, że niby biega się w lecie, a zimę przeczekuje.

Mamy grudzień. Zima kalendarzowa lada dzień. Jaka będzie? Nikt nie wie, ale będziemy się przecież dostosowywać do każdej: i do deszczowej, i do śnieżnej, i do takiej w kratkę. Przed zmianą sezonów czasopisma dla biegaczy na całym świecie pełne są zawsze przeróżnych porad, fachowych zazwyczaj i pożytecznych.

Uwaga. Moje porady poprzedzam jak zwykle formułą asekuracyjną: przed zastosowaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, a najlepiej z którymś z redaktorów RW, ponieważ każda rada niewłaściwie do Ciebie dobrana zagraża zdrowiu lub życiu.

1. Niezależnie od pogody przez całą zimę nie myśl w ogóle o ocieplaniu stóp. Babcia wykrzyknie ze zgrozą: Jak to?! Bez wełnianych skarpetek?! W taki mróz?! Potwierdź ten fakt grzecznie, lecz stanowczo. Nawet na mrozie, w przewiewnym bucie biegowym i w letnich biegowych skarpetkach, wytrzymasz cały bieg spokojnie. Co innego, gdybyś się musiał zatrzymać – wtedy może być groźnie.

Dlatego w mróz nie radzę wybierać się do lasu samotnie, bo nigdy nie wiadomo, czy nagle nie skręcisz nogi. Ja biegam wzdłuż linii autobusowej – tak na wszelki wypadek.

2. Dłonie – odwrotnie. Marzną bardzo i trzeba je docieplić. I tu radzę zapomnieć o istnieniu rękawiczek pięciopalczastych. Biegaczowi niezależność każdego palca na nic się nie przyda. Za to trudno znaleźć rękawice pięciopalczaste, w którym palce by nie marzły. Efekt z reguły jest taki, że – biegnąc – wyciągasz palce własne z palców rękawiczki, ściskasz w pięść i dopiero wtedy robi się jako tako. Więc lepiej kupić od razu takie z jednym palcem.

W bardzo duży mróz czasem zakładam na dłonie jeszcze właśnie te polecane przez babcię ciepłe skarpetki (kilkuwarstwowo). Z daleka wyglądają na rękawiczki, dzięki czemu unikam drwin.

3. Nie kupuj butów nieprzemakalnych. Są takie, goreteksowe bodajże: ich zakup jest wydatkiem zbytecznym (i tak, jako świeży miłośnik biegania, wydajesz pewnie na stroje i dodatki za dużo), bo jak jest mróz, to buty nie przemokną. Jak jest powyżej zera, to nie szkodzi, że przemokną – organizm biegacza nie przeziębia się z byle powodu. A jak jest poniżej zera i wpadłeś na ścieżkę wodnistą, bo zasoloną, to po prostu szybko z niej zmykaj.

Buty wodoodporne stosowałem tylko w nielicznych przypadkach, kiedy po przebiegnięciu miałem jeszcze jakieś wielogodzinne zajęcia pozadomowe i nie mogłem się przebrać (albo nie wpadłem na to, żeby mieć na zmianę w plecaku).

4. Nie wydaje mi się też, byś musiał jakoś szczególnie dbać o ochronę całej reszty Twej osoby przed opadami. Trochę możesz, ale uważaj, bo jak coś naprawdę jest nieprzemakalne, to zazwyczaj za bardzo grzeje. Tak czy siak biega się na mokro, bo co prawda nowoczesne tkaniny wilgoć ze spoconego biegacza odprowadzają, ale nie do przesady. I w sumie co Ci za różnica, czy biegniesz mokry, bo zmoczony od środka, czy z zewnątrz?

5. Suszenie butów. Koszulki schną natychmiast, buty nie chcą. Przypominam sposób stary, niezawodny i prosty: należy wypchać buty pomiętymi gazetami. Uwaga. Kiedy tej zimy będziecie chcieli zastosować ten sposób po raz pierwszy, będziecie w kłopocie, bo nagle się okaże, że w domu nie ma ani kawałka gazety. To fakt, że papierowa prasa codzienna zanika jako zjawisko w niebywałym tempie.

Nic dziwnego: po co wydawać pieniądze, jeżeli w internecie wszystko jest świeższe i za darmo. Ale trochę szkoda. Za PRL taki „Express Wieczorny” czy „Życie Warszawy” drukowane były na papierze, który konsystencją i właściwościami łudząco przypominał szkolną bibułę do osuszania kleksów (tu i ówdzie dzieci posługiwały się jeszcze atramentem); dziś to tylko wspomnienie, a papier RW się nie nadaje.

6. Porada zimowa najważniejsza: po wyjściu z domu, zanim nie ruszysz, MUSI być Ci zimno. Jeżeli nie jest, bieg będzie koszmarem, bo najdalej po 20 minutach będzie Ci tak gorąco, że nawet najdroższe wdzianka, stroiki i kurteczki będziesz zdejmować i wyrzucać w krzaki z nienawiścią. Człowiekowi, który siedzi w ciepłym pokoju, jest niesłychanie trudno wyobrazić sobie, jak bardzo się rozgrzeje, biegnąc.

Na to jest jeden tylko sposób: należy wypraktykować, ile warstw i czego na jaką temperaturę, a potem się tego trzymać, choćby się wydawało, że trzeba wrzucić na grzbiet trzy razy więcej.

JF

Od redakcji:
Do poprzedniego felietonu pana Jacka pt. Służby światłoczułe ustosunkowała się jedna z naszych Czytelniczek, pisząc co następuje:

[indent=1>Dzień dobry,[/indent>

[indent=1>chciałabym odpowiedzieć na felieton pana Jacka Fedorowicza „Służby światłoczułe” z Runner’s World nr 11/2013. Pan Jacek przedstawił policjantów w bardzo negatywnym świetle. Jestem policjantką, od 2,5 roku biegam i doskonale rozumiem wszystkich, którzy nagle na swojej trasie napotykają czerwone światło. Ale są też policjanci, którzy to rozumieją! Praca wymaga reagowania na takie wykroczenia, jesteśmy z tego rozliczani, więc i my prosimy o wyrozumiałość :)[/indent>

[indent=1>Pozdrawiam[/indent>
[indent=1>Ania Cieślak[/indent>

Na co nasz felietonista odpowiedział tymi słowami:

[indent=1>Droga Pani Anno Funkcjonariuszko![/indent>

[indent=1>Być może przesadziłem z krytyką policji, którą ogólnie darzę sympatią (a tak! wbrew panującej modzie) i wciąż rozkoszuję się faktem, że nie jest ona milicją, budzącą we mnie wspomnienia jak najgorsze. Pisząc felieton, miałem przed oczami zaobserwowane niedawno zdarzenie: zatrzymanie biegacza, który późnym wieczorem na bezludnym skrzyżowaniu, przy całkowitym braku jakiegokolwiek pojazdu w promieniu kilometra, wbiegł na jezdnię na dogorywającym zielonym i na ostatnich metrach „zebry” załapał się na czerwone. Uznałem, że przesadne trzymanie się litery prawa w takiej sytuacji ani nie wpływa na poprawę bezpieczeństwa, ani na budowanie autorytetu policji. Ale cóż, macie swoje regulaminy, instrukcje co do sposobu postępowania; ja mogę uważać, że biegaczowi można było odpuścić, policja ma prawo uważać, że nie.[/indent>
[indent=1>Pójdźmy na kompromis: wybierajmy trasy bez sygnalizacji świetlnej, a jeżeli już się zdarzy po drodze jakieś czerwone, dotrwajmy do zielonego, ćwicząc podskoki w miejscu albo kółka w prawo (jako przeciwwagę biegania na stadionie, gdzie biega się, skręcając wciąż w lewo, co podobno wzmacnia prawą nogę kosztem lewej).[/indent>

[indent=1>Pozdrawiam serdecznie[/indent>
[indent=1>Jacek Fedorowicz[/indent>

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze grudzień 2013

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij