Runner's World poleca:

Panrunner: Czas na bieganie, a nie bieg na czas!

Poleć ten artykuł:

Jest na YouTube videoblog pewnego pana, któremu trudno uwierzyć. Dać wiarę, że bieganie jest aż takie piękne - tak lekkie, łatwe i przyjemne. Ten pan biega w pięknych miejscach i czerpie z tego radość, a swój entuzjazm przekazuje przez ekrany swoim widzom. Ten pan to Panrunner.

Panrunner Zobacz całą galerię

Panrunner to postać niemalże bajkowa. Postać z bajki o bieganiu dla samego biegania – nie dla czasów, życiówek, wyścigów. To opowieść wideo, w którym życie się przebiega, ale nie pospiesznie, z zadyszką i oczekiwaniem końca, tylko z uśmiechem, lekkością i jakimś biegowym nienasyceniem, które bije z każdego kadru.

Może dlatego, że Panrunner tak bieganie traktuje. Nie jako wyznaczanie kolejnych celów, ale jako cel sam w sobie. Tak to bieganie traktuje, tak je filmuje i tak o nim opowiada. Posłuchajcie opowieści człowieka, który z nikim się nie ściga.

Prywatny Nowy Jork

Filmy Panarunnera można obejrzeć na jego kanale Panrunner Videoblog – Bieganie przygodowe na YouTube. To przede wszystkim wspomnienia z biegowych podróży. Inspirujące wskazówki, jak to bieganie traktować. Jak? Najlepiej oddać w tej sprawie głos jemu samemu.

„Dlaczego warto biegać? Po co biegać? Dla przygody! Dla zdrowia! Just. Jeżeli sam sobie narzucę ograniczenie, to mogę być pewny, że nigdy poza nie nie wybiegnę. Cóż… Już dawno wybrałem wolność w bieganiu, więc w czym problem? Zawsze, jak ktoś mnie pyta o mój ostatni czas, to odpowiadam: »Dobry czas!«. Nie kłamię! Zawsze mam dobry czas i na tym najbardziej mi zależy. Mam czas na bieganie!”.

Bardzo ładnie to nastawienie ilustruje przygoda z Nowego Jorku. Miał wystartować w maratonie w 2014 roku, ale na miejscu okazało się, że nie będzie dla niego pakietu startowego. Nie zraziło go to jednak, nie sfrustrowało i postanowił w tym samym czasie, co maratończycy, pobiec swoją trasą. Obiec Nowy Jork, przeżyć przygodę. No i przeżył.

„Pojechałem tam z przyjaciółmi. Oni biegli oficjalną trasą, a ja poszedłem w improwizację, w przygodowe błądzenie. No i miałem sporo przygód. Pytałem o drogę, wpadałem w ślepe uliczki, szukałem miejsc, w których spotkałbym się z trasą maratonu. Ale dzięki temu lepiej poznałem miasto, byłem niezależny, niczym nieograniczony. Czasem określenie niesklasyfikowany ma pozytywny wymiar” – opowiada Panrunner, który dla podkreślenia swojej biegowej niezależności chce zachować anonimowość.

Tijuana i San Diego

Tak samo zaczęło się dla niego filmowanie biegów. Szykował się do Maratonu Warszawskiego, ale rozłożyła go kontuzja. Na starcie pojawił się oklejony taśmami podtrzymującymi mięśnie, jak zawodowiec, ale już na rozgrzewce dotarło do niego, że nie ma szans. Poszła łza żalu, ale postanowił, że czasu nie zmarnuje, i nakręcił film. Wrzucił go do sieci i tak zaczął się właśnie Panrunner.

Kim jest, co robi? Z zawodu reżyser i operator filmowy, który kręci między innymi filmy modowe na całym świecie. Dzięki temu ma możliwość biegania i kręcenia biegowych wideo w egzotycznych, ciekawych i odległych krajach. Meksyk, Kongo, Hawaje, USA, Hiszpania…

Bieganie w jego życiu pojawiło się w dzieciństwie. Były starty w szkole podstawowej, jakieś międzyszkolne sukcesy, ale wtedy ulubionym dystansem było 60 metrów. Wszystko powyżej było zbyt męczące. Kiedy jako młody człowiek trenował judo, to na treningach też biegali, ale ekstremalnie, szybko, z zadyszką. Dlatego prawdziwą przyjemność z biegania odkrył dopiero 15 lat temu – jako dorosły człowiek.

Przykład twórczości Panrunnera [wideo]

„Na początku to było wybieganie z bloku i zasuwanie przed siebie. Dopiero od kilku lat biegam w różnych maratonach, zorganizowanych wyścigach. Ale do dziś wolę bieganie swobodne, bez tras, czasów, startów i met. Biorę latarkę i lecę w ciemny las, a ona mi się w środku głuszy psuje. To przygoda. Lecę do Meksyku, obiegam Tijuanę, bardzo niebezpieczne miasto, a po powrocie siedzę w San Diego zrelaksowany i zajadam ciepłe kluski. To jest przyjemność, to jest życie” – opowiada.

Dlatego założył projekt The Runners Planet, który polega właśnie na podróżowaniu biegowym, przygodowym. To tylko jedno z biegowych przedsięwzięć Panrunnera. Innym jest MarathonFilm – wytwórnia filmowa, która kręci wideo z różnych biegowych wydarzeń, a jeszcze innym nieformalna grupa Virtual Runner Club. Strona akcji na Facebooku ma ponad pięć tysięcy polubień, a idea jest taka, że nieważne, gdzie biegasz, nieważne, ile biegasz – wystarczy, że raz na jakiś czas umówisz się z resztą ekipy na wspólny bieg o tej samej godzinie, a potem jakoś go udokumentujesz zdjęciowo. Chociaż i tego nie musisz.

Jak najdłużej się da

„W tej naszej grupie staramy się też robić coś dobrego. Na przykład ostatnio zrealizowaliśmy akcję Niewidzialne Kilometry. W 300 osób umówiliśmy się, że biegniemy tego samego dnia o tej samej godzinie, ale dodatkowo każdy zobowiązał się wpłacić po 5 złotych na konto ośrodka dla niewidomych dzieci w Rabce. No i ta kasa wpłynęła. W sumie ze 3 tysiące złotych. Ot tak, z niczego!” – opowiada z uśmiechem.

O wiele rzeczy można go pytać, ale na kilka pytań nie udziela odpowiedzi. Nie chce na przykład powiedzieć, jaka jest jego życiówka w maratonie, ile kilometrów potrafi przebiec, jak często trenuje. Dlaczego? Bo nie trzyma się grafików, nie mierzy swoich możliwości, nie stawia kropki nad i – jak sam mówi. Co to znaczy?

„To znaczy, że zostawiam sobie otwarte pole dla wielu możliwości, nie deklaruję, że zrobię to czy tamto, że taki mam cel. Najważniejsza jest dla mnie frajda płynąca z biegania, ze sportu, bo uprawiam wiele dyscyplin, na przykład jazdę na rowerze, longboard. Najważniejsze, by czerpać z tych aktywności przyjemność, jak najdłużej się da”.

Więcej niż słowa

Dlatego Panrunner nie widzi sensu w łapczywym zdobywaniu kolejnych celów, wyznaczaniu sobie ich za wszelką cenę. Zna takich, co wykręcili superżyciówkę, a potem już im się odechciało biegać w ogóle. Nieważny jest cel, ważna jest droga. Gdzieś na tych trasach, w tych przygodach trzeba szukać samego siebie.

Jak on to robi? Ano tak, że odpoczywa od mediów, nie zabiera na biegi telefonu, kamery, biegnie przed siebie bez sprzętu, bo zauważył, że to dzielenie się swoim biegiem z innymi poprzez blog video, przez portale społecznościowe, jakoś zaczęło go ograniczać. Czas więc chwilę odpocząć, czas znaleźć siebie.

„Mamy czas na bieganie, a nie bieganie na czas – to jest moja dewiza. Tego się trzymam, to hasło ma mnie uchronić przed zaszufladkowaniem, przed pogonią. Mamy takie czasy, że łatwo nakręcamy się do wyścigu. A po co gonić? Żeby szybciej skończyć?” – pyta Panrunner.

A jeśli są jeszcze tacy, którzy tego nie rozumieją, niech obejrzą jego filmy. Każdy z nich to więcej niż tysiąc słów.

Filmowa pocztówka Panrunnera z maratonu w Palestynie

Więcej niesamowitej twórczości Panrunnera znajdziesz na jego kanałach na YouTube.

RW 01-02/2016  

Tagi: Panrunner | marathonfilm | motywacja do biegania | Roberto Adventura | bieganie przygodowe

Oceń artykuł:

4.4

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij