Runner's World poleca:

Piotr Gruszczyński: maratończyk pod krawatem

Poleć ten artykuł:

Piotr Gruszczyński, senator RP, najlepsze wyniki i rekordy życiowe bił przed trzydziestką - był wtedy jednym z najlepszych w Polsce maratończyków. Potem kontuzja kręgosłupa zakończyła jego karierę. Nie poddał się jednak i nadal zachowuje aktywność.

Senator Piotr Gruszczyński

Już na pierwszy rzut oka widać, że ten senator w garniturze ma w sobie coś ze sportowca: szczupły, porusza się prawie biegiem. Kipi energią. Piotr Gruszczyński przez wiele lat był jednym z najlepszych w Polsce maratończyków. Jego życiówka z Berlina, 2:19.02, ustanowiona 20 lat temu, budzi respekt.

Biegał podczas studiów w Akademii Rolniczej w Poznaniu, a po zrobieniu magisterki trenował biegaczy w AZS AWF Poznań. Był pierwszym trenerem znanego maratończyka Andrzeja Krzyścina.

"Sport nauczył mnie dyscypliny i wytrwałości. Wiem, że każdy cel jest do osiągnięcia. Potrzeba tylko sposobu na to i czasu" - wyjawia swój życiowy sekret Piotr. W światku biegaczy nie ma bowiem tytułomanii. Senator, poseł, generał czy ksiądz to jedna biegowa rodzinka. Od razu przechodzi się na "ty".

Z Piotrem znamy się od prawie 20 lat, a więc od czasu, gdy brylował w ulicznych biegach. Był na tyle dobry, że mógł zostać zawodowcem.

"Gdy miałem 30 lat, musiałem jednak skończyć karierę wyczynową, ponieważ nastąpiło u mnie, jak to się fachowo nazywa, wygięcie odcinka krzyżowego, który powodował przy przyspieszaniu nacisk na rwę kulszową - wzdycha Piotr. - Potem z przerwami przygotowywałem się do różnego typu imprez. W zeszłym roku pokonałem Bieg Europejski, który jest organizowany od 2000 r. w Gnieźnie".

Uciec przed zawałem

Bieganie jest dla Piotra skutecznym sposobem ucieczki przed zawałem, problemami z krążeniem i innymi chorobami. Niestety, 50-latkowie, którzy nie uprawiają sportu, muszą się liczyć z tym, że proces starzenia i zmniejszania sprawności będzie narastał.

"Mam okazję spotykać osoby, nawet parlamentarzystów, po których widać, że ruch jest dla nich pojęciem obcym - kręci głową biegający senator. - Nie korzystam z wind. Na 11. piętro idę po schodach. Chwytam ruch. Nie uciekam przed nim. Jak widzę kolegów senatorów, którzy czekają i jadą windą na drugie piętro, a jest tak codziennie, to mi ich po prostu żal".

Wie, że za wysiłkiem intelektualnym musi iść wysiłek fizyczny. "One są ze sobą sprzężone. Zdecydowanie tak. Mając pięćdziesiąt lat, mogę powiedzieć, że sprawdziłem to na własnej skórze".

Zostać Mistrzem Świata

Stara się wrócić do regularnych treningów. Ma nadzieję, że poradzi sobie z dolegliwością kręgosłupa. Spytany o to, czy ma czas na bieganie, pan senator żachnął się.

"Czas nie jest dla mnie problemem. Potrafię go wygospodarować. Podczas studiów musiałem godzić egzaminy, zajęcia i treningi - wylicza Piotr. - Dla mnie poranny czy nawet nocny trening to żaden kłopot. Wtedy też można biegać. I z tym nie ma problemu. Czas się zawsze znajdzie, jeżeli się będzie chciało".

Wie, że bardzo istotne jest postawienie sobie celu. To ważne nawet dla takiego amatora, jak on. Założył sobie, że wystartuje w mistrzostwach świata w maratonie parlamentarzystów.

"By się przygotować, potrzebuję około roku - mówi i dodaje: - Myślę, że ze swoimi wynikami mam nawet dużą szansę wygrać". Piotr wie, jak trenować. Zaznacza, że najważniejsze jest przygotowanie wytrzymałościowe, a do tego potrzebne jest wybieganie setek kilometrów po asfalcie, by przygotować mięśnie nóg. Pociąga to jednak za sobą niebezpieczeństwo kontuzji.

"Na szosie odczuwalne są przecież mikrowstrząsy - zagryza wargę senator i myśli nad czymś intensywnie. - Zobaczymy, co powie mi kręgarz, do którego się wybieram. Naprawdę nie chciałbym załatwiać tej sprawy operacyjnie, bo z tym bywa różnie".

W przerwach między posiedzeniami senatu i dyżurami w biurze znajduje czas na trening.W Gnieźnie, gdzie mieszka, lub w Warszawie. Na razie przygotowuje się kondycyjnie i siłowo do treningów maratońskich. Chodzi na basen, kajaki, jeździ na rowerze.

"Ćwiczę intensywnie, by poprawić wydolność - opowiada. - Oczywiście, także truchtam, ale staram się dozować kilometraż. Nie narzuciłem sobie treningowego reżimu".

Mieć mocny kręgosłup

Doświadczony maratończyk przestrzega innych amatorów, którzy walczą z podobnymi przypadłościami, by spokojnie rozbiegać się, wzmocnić ćwiczeniami, a nie gwałtownie wchodzić na obroty. "To skończy się jeszcze poważniejszą kontuzją" - stwierdza kategorycznie Piotr.

Opowiada o swoim zestawie: dużo ćwiczeń na mięśnie brzucha i grzbietu, wzmacnianie mięśni barku. "Już nieżyjący, znany lekarz sportowy, doktor Ruciński, powiedział mi, jak byłem jeszcze zawodnikiem, bym ćwiczył brzuch i grzbiet codziennie, do końca życia".

Piotr pamięta dobrze słowa lekarza, ale przyznaje także, że po skończonej karierze troszkę to zaniedbał. Teraz jednak wraca do formy. Nie robi nic na pół gwizdka. Zarówno w pracy zawodowej, jak i w sporcie. "Nie jestem zainteresowany też, by przygotowywać się do imprezy, wykonując np. 30 procent tego, co sobie założyłem. Jeżeli startuję, to chcę być gotowy na 100 procent".

Piotr przekonuje, że każdy powinien mieć jasny cel: udział w zawodach, lepszą kondycję, zrzucenie zbędnych kilogramów - wylicza. - Jeżeli chodzi o mnie, to gdy nie będę myślał o starcie, nie wyzwolę w sobie energii potrzebnej do treningów".

Senator twierdzi, że nigdy nie przestanie biegać. "Będę biegaczem do końca życia. Pamiętajmy, że na bieganie nigdy nie jest za późno. Drzwi nie są zamknięte dla tych, którzy nigdy nie biegali" - mówiąc to, Piotr wymownie popatrzył na budynek sejmu...

RW 04/2008

Tagi: Piotr Gruszczyński | sylwetka | maratończyk | polityk | polityka | sylwetka | znany biegacz | znani biegacze | kontuzja | kariera

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij